Wariant Omikron koronawirusa SARS-CoV-2 według pierwszych badań i analiz jest znacznie bardziej zakaźny niż inne warianty, wywołuje natomiast łagodniejszą infekcje, co sprawia, że liczba hospitalizacji i zgonów nie rośnie tak, jak w poprzednich falach pandemii.

Część naukowców po tych doniesieniach zaczęła wyrażać ostrożne przypuszczenie, że Omikron może działać jak naturalna szczepionka przeciw Covid-19. Ich zdaniem może to prowadzić do przekształcenia epidemii Covid-19 w chorobę endemiczną.

Czytaj więcej

Epidemiolog z Portugalii: Może czas przy Omikronie na naturalne uodparnianie?

Zdaniem części lekarzy przekonanie o „niskiej szkodliwości” wariantu Omikron mogło mieć wpływ na niski poziom wyszczepienia w Polsce trzecią dawką. - Przyznam, że często obserwuję takie zachowania. Ludzie myślą: nie wezmę trzeciej dawki, bo mam poprzednie szczepienie albo jestem ozdrowieńcem, więc nawet jeśli się zakażę Omikronem, to nie zachoruję ciężko i nie umrę, a sama infekcja zadziała jak dawka przypominająca. Takie podejście jest niezwykle niebezpieczne, ponieważ ludzie nie rozumieją, że nowy wariant koronawirusa jest tak samo niebezpieczny jak wszystkie poprzednie. Natomiast przechorowanie jednym wariantem nie chroni nas przed kolejnym - zauważył w rozmowie z portalem abczdrowie.pl dr Paweł Grzesiowski.

Immunolog przyznał, iż „faktycznie dotychczasowe badania pokazują, że Omikron wolniej namnaża się w płucach”. - Można więc liczyć, że w szpitalach będzie mniej pacjentów z ciężkimi zapaleniami płuc. Jednak Omikron zachował wszystkie inne cechy SARS-CoV-2 i może przez białko AC2 atakować serce, mózg oraz naczynia krwionośne, a to oznacza więcej przypadków zawałów, udarów i zakrzepicy - zwrócił uwagę.

Ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z Covid-19 apelował, by nie bagatelizować Omikronu. - Nawet jeśli przebieg Covid-19 będzie umiarkowany i pacjent nie trafi do szpitala, nie będzie podłączony do respiratora, nie wykluczy to ryzyka zawału, udaru czy zapalenia mięśnia sercowego, więc w tym kontekście coś takiego, jak „łagodne zakażenie koronawirusem” po prostu nie istnieje - podkreślił dr Paweł Grzesiowski.