Górnicy i studenci, nauczyciele i delegacja kominiarzy, warszawianie i mieszkańcy najodleglejszych zakątków Polski przybyli na centralny plac stolicy. Stali w ciszy, czasami płakali. Z biało-czerwonymi flagami z kirem, z kwiatami.
Już od godz. 9 na uroczystości czekało tam ponad tysiąc osób.
– Przyszłam wcześniej, bo się bałam, że będę się musiała przeciskać. Teraz mam doskonałe miejsce do godnego pożegnania tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy zginęli w katastrofie – mówiła warszawianka Jolanta Sadowska.
Janina Markowska przyjechała rano z Łodzi. – Bałam się, że zabłądzę. Na szczęście harcerze wszystko mi wytłumaczyli – mówiła już na placu.
Zmarli spoglądali uśmiechnięci ze zdjęć na ołtarzu. – To bardzo wzruszające. Patrzę na nich wszystkich, na prezydencką parę, na te dziewczyny stewardesy i na naszego Józefa Piłsudskiego, czyli aktora Janusza Zakrzeńskiego, i co chwila lecą mi łzy. Ten ołtarz pokazuje, jak wielu ich było w tym nieszczęsnym samolocie, młodych i starych. To przecież przekrój naszego społeczeństwa – oceniła Barbara Szalińska. Usiadła na własnym stołeczku przy pierwszej barierce, tuż za sektorem dla rodzin.