Reklama

Piotr Kłodziński: Selekcja negatywna w rządzie. Dlaczego państwo odrzuca najsprawniejszych ludzi?

W idealnym świecie polski rząd byłby dziś dream teamem, w którym obok siebie pracują Tomasz Arabski, Michał Dworczyk, Janusz Cieszyński i Maciej Berek. W świecie rzeczywistym niestety polityka kadrowa każdego kolejnego rządu przypomina selekcję negatywną.

Publikacja: 08.01.2026 08:00

Maciej Berek (z prawej) 24 lipca 2025 r. został mianowany „ministrem nadzoru nad wdrażaniem polityki

Maciej Berek (z prawej) 24 lipca 2025 r. został mianowany „ministrem nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu”

Foto: PAP/Leszek Szymański

To nie jest opowieść o partyjnych barwach, ale o systemowym samobójstwie, które popełniamy, kłaniając się populistycznej potrzebie krzyżowania winnych, karząc praktycznie wszystkich najsprawniejszych urzędników za działanie, a nagradzając wielu innych za bierność. Bo gdy opadnie kurz politycznych wojenek, a historycy spojrzą na ostatnie dwie dekady III RP z dystansu, dostrzegą niepokojący wzór. Polska władza wykonawcza działa jak bezlitosna wirówka: wyrzuca na margines jednostki wybitne i sprawcze, a w centrum pozostawia te, które opanowały sztukę przetrwania.

Największym dramatem nie jest to, że urzędnicy popełniają błędy. Jest nim fakt, że ludzie, którzy w kluczowych momentach pchali ten kraj do przodu o lata świetlne – cyfryzując ochronę zdrowia, organizując szczepienia czy pilnując legislacyjnego porządku – stale lądują na politycznym cmentarzysku. W tym samym czasie państwem zarządzają ci, których główną zaletą jest umiejętność niepodpadania nikomu lub ci, którzy są po prostu "zaufanymi ochroniarzami" lidera.

Janusz Cieszyński i respiratorowa pułapka

Symbolem „kultury komandosa” w rządzie Mateusza Morawieckiego – obok Michała Dworczyka – był Janusz Cieszyński. To postać, której ocena w debacie publicznej jest bodaj najbardziej skrzywdzona. Skrzywdzona przez pryzmat jednej afery, przesłaniającej absolutnie gigantyczny skok cywilizacyjny, jaki dokonał się w sektorze cyfryzacji państwa za sprawą tego człowieka.

Czytaj więcej

Szara eminencja rządu Donalda Tuska. Kim jest Maciej Berek?

To Cieszyńskiemu zawdzięczamy fakt, że polska ochrona zdrowia wyszła z epoki papieru i pieczątki. e-Recepta Internetowe Konto Pacjenta, wreszcie aplikacja mObywatel – to systemy, które uratowały nam miliardy złotych i miliony godzin stania w kolejkach. Cieszyński się uparł i dokonał niemożliwego: zinformatyzował jeden z najbardziej opornych sektorów państwa. Zrobił to, bo miał odwagę i sprawczość, by łamać, wydawałoby się, nieskończony opór materii.

Reklama
Reklama

I to właśnie ta nieziemska sprawczość stała się jego przekleństwem. Wiosną 2020 r., gdy rządy z całego świata toczyły walkę o każdy respirator, Cieszyński podjął nie pierwsze w swojej karierze ryzyko, zamawiając sprzęt u handlarza bronią. Działał w logice wojennej, zapewne całkiem zasadnie przekonany o tym, że handlarz działa ręka w rękę z polskimi służbami wywiadowczymi. System go jednak nie osłonił. Został z etykietą aferzysty, choć bilans jego działań – per saldo – jest dla państwa zdecydowanie dodatni. Pamiętamy mu respiratory, których nie dowieziono, zapominając o milionach e-recept, które wystawiono. O milionach zwolnień lekarskich, które wystawia się online. Można spokojnie powiedzieć, że fakt, iż polska ochrona zdrowia się całkiem nie zawaliła, gdy nadeszła pandemia – to w dużej mierze jego zasługa.

Michał Dworczyk i jego lekcja pokory

Podobny los spotkał Michała Dworczyka. Twórca logistyki szczepień i architekt pomocy dla Wschodu, posyłany przez premiera co tydzień na inny odcinek wymagający specjalnej uwagi, niestety zapłacił ogromną cenę za nonszalancję w bezpieczeństwie cyfrowym. Afera mailowa obnażyła jego słabość, ale była też dla niego brutalną edukacją. Dziś Dworczyk to menedżer administracji publicznej bogatszy o bolesne doświadczenie, „ostrzelany”, na pewno już nauczony przez służby jak dbać o bezpieczeństwo swoich haseł. Państwo zainwestowało w jego edukację potężne środki (w tym koszt wizerunkowy), a teraz marnuje ten kapitał, trzymając go na bocznym torze. Jest szeregowym posłem opozycji, który musi marnować swój potencjał na organizację konferencji prasowych „o niczym”. Jego maile to cenna lekcja, z której chcę wierzyć, że całe państwo wyciągnęło solidne wnioski. Dziś każdy poseł przechodzi przeszkolenie z bezpieczeństwa cyfrowego.

Tragedia Dworczyka i Cieszyńskiego wybrzmiewa tym mocniej, gdy zestawimy ich z dowolnym urzędnikiem państwowym tego szczebla. Nie warto tu jednak podawać konkretnych przykładów, bo każdy z nas je zna, a i doświadczenie uczy, że piętnowanie ludzi niesprawczych raczej nie przyniesie jakichkolwiek pozytywnych skutków.

Pusta ławka po Tomaszu Arabskim i „twierdza Donalda Tuska”

Do listy "straconych" trzeba dopisać Tomasza Arabskiego. Ten technokratyczny mózg pierwszej administracji Tuska został wyeliminowany "śmiercią cywilną" po uchylonym już wyroku za organizację tragicznego lotu do Smoleńska, w którym zginął m.in. prezydent Lech Kaczyński. Skazano go niegdyś za to, że w zderzeniu z machiną polityczną nie zaciągnął hamulca ręcznego. Cóż miał bowiem zrobić? Będąc urzędnikiem Kancelarii Premiera, uniemożliwić skonfliktowanemu z nim prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu lot do Smoleńska? Dla każdego, kto pamięta dokładnie realia tamtej epoki i nie ma w sobie jakiejś silnej politycznej czy osobistej emocji, to zarzut kompletnie absurdalny.

Czytaj więcej

Afera e-mailowa: Maile o wiceministrach. "Porządny człowiek, na zielono"

Donald Tusk, niestety wracając do władzy, wyciągnął z historii Arabskiego specyficzne wnioski. Zamiast szukać nowych technokratów-wizjonerów, albo odważnie zrehabilitować Arabskiego, zbudował wokół siebie twierdzę. Jego dzisiejsze otoczenie to nie sztab generalny, ale gwardia przyboczna. Niestety premier nie pozwolił sobie na ryzyko wizerunkowe zatrudnienia człowieka, przeciwko któremu toczyła się sprawa karna, choćby absurdalna. Donald Tusk nie podjął ryzyka, by wyjść na konferencję prasową i wytłumaczyć tak potrzebną, choć trudną decyzję. Zapewne nie zrobił tego dla większego dobra, utrzymania wysokiego poparcia koalicji rządzącej. Z ogromną szkodą jednak dla Polski, otoczenie premiera dziś pozbawione jest „Araba”. Nawet jeżeli komisje śledcze, w trakcie których miał możliwość publicznego wystąpienia dowiodły, że to człowiek, o którym większość obywateli powinna marzyć, by chciał dla Polski pracować.

Reklama
Reklama

Rolę głównego strażnika premiera pełni Paweł Graś. To powrót do koncepcji  człowieka, który nie zajmuje się reformą państwa, lecz pilnuje, by nikt nie wbił szefowi noża w plecy. Graś to lojalność absolutna, ale to przy całym szacunku nie jest on inżynierem wielkich procesów państwowych. Z kolei Jan Grabiec, obecny szef KPRM, to sprawny urzędnik, ale choć rzadko udziela się publicznie, to zapewne próżno szukać w nim tego ciężaru gatunkowego, który miał Arabski. W tym układzie działa przede wszystkim zarządzanie politycznym bezpieczeństwem lidera.

Morawiecki miał tu paradoksalnie więcej komfortu, bo choć sam często zajmował się publicznymi wystąpieniami o symbolicznej treści, to jednak mógł pozwolić swoim sprawczym komandosom zmieniać Polskę. Bo osłaniało go betonowe poparcie PiS-u, które w niewielkim stopniu zależało od powodzenia informatyzacji służby zdrowia. Partia ta utraciła poparcie, a w konsekwencji władzę nie przez respiratory, a wskutek wywołanych przez siebie wojen z całymi grupami społecznymi.

Nadzieja w Macieju Berku „legislacyjnym chirurgu”

W tym krajobrazie zdominowanym przez biernych wykonawców jest bodaj jeden chlubny wyjątek. To Maciej Berek, który 24 lipca 2025 r. został mianowany „ministrem nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu”. To on jest dziś cichym bohaterem władzy wykonawczej, duchowym spadkobiercą kompetencji Arabskiego.

Berek jednak nie jest dyrektorem całego szpitala, to raczej „legislacyjny chirurg”. W rządzie wieloskładnikowej koalicji, gdzie każdy projekt ustawy musi przejść przez pole minowe sprzecznych interesów i weta prezydenta, to on zszywa sprawy tak, by państwo się nie zawaliło. Nie jest medialną gwiazdą, rzadko biega po telewizjach, ale czyta ustawy do poduszki. To ten typ urzędnika, którego Polska potrzebuje najbardziej – kompetentny, merytoryczny, propaństwowy. Jego obecność w rządzie daje nadzieję, że mimo dominacji politycznych fighterów (jak Marcin Kierwiński) czy lojalnych gwardzistów (jak właśnie Paweł Graś), ktoś jeszcze pilnuje, by maszynownia państwa działała dokładnie zgodnie z instrukcją obsługi.

Rehabilitacja sprawczości – nie powinno się karać za urzędniczą odwagę

Spójrzmy na dzisiejszą mapę władzy wykonawczej. Nie ma na niej ani Dworczyka, ani Cieszyńskiego, ani Arabskiego. To katastrofa. Polska nie może sobie pozwolić na luksus marnowania takich zasobów. Nawet jeżeli popełniali błędy, bilans ich działań pchał Polskę do przodu o lata świetlne.

Musimy jako społeczeństwo przestać karać za odwagę urzędniczą, to także apel o odwagę do wymiaru sprawiedliwości. Musimy nauczyć się odróżniać złodziejstwo od ryzyka podejmowanego w stanie wyższej konieczności. I musimy doceniać takich ludzi jak Maciej Berek, zanim system ich „przemieli” lub wypchnie, zastępując kolejnymi przeciętnymi wykonawcami. Bo jeśli tego nie zrobimy, będziemy skazani na to, by Polska była w istocie rządzona przez asekurantów, którzy doprowadzą kraj do ruiny – nie przez to, co zrobią źle, ale przez to, czego nie zrobią wcale. Trudno nie zauważyć, że logika Donalda Tuska jest dziś inna. Uważa on, że lepiej dbać o PR, walcząc o przetrwanie nośnymi hasłami, na przykład dotyczącymi rozliczeń poprzedniej władzy. Ale w żadnej mierze nie dopuszcza on ani własnych, ani tym bardziej cudzych komandosów do działania, bo gdzie działanie tam – ryzyko, a każdy procent poparcia jest cenny. Trudno się z tym pogodzić.

Reklama
Reklama

Życząc dobrze naszemu krajowi, trzeba wierzyć, że ludzie więcej zrozumieją, jeżeli się im spokojnie, w sposób wyważony wszystko wytłumaczy. Może trzeba rozpocząć debatę ze społeczeństwem o tym, że warto, działając dla Polski, częściej podejmować ryzyko?

Piotr Kłodziński

Piotr Kłodziński

Foto: mat. prywatne

Autor

Piotr Kłodziński

Radca prawny, menedżer i negocjator biznesowy. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji UJ. Absolwentów pierwszego rocznika prestiżowego programu Legal MBA, współorganizowanego przez Rzeczpospolitą. Prowadzi kancelarię w Warszawie i Krakowie, specjalizując się w obsłudze prawnej biznesu. 

 


Opinie polityczno - społeczne
Wojciech Warski: Polacy zagrażają własnemu bezpieczeństwu
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Komu podziękować za transformację
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Gdyby Rosjanie finansowali dziś Leszka Millera, użyliby bitcoina
Opinie polityczno - społeczne
Stanisław Żaryn: Strategia bezpieczeństwa USA? Histeria niewskazana, niepokój uzasadniony
Analiza
Rusłan Szoszyn: Łukaszenko uwolnił opozycjonistów. Co to oznacza dla Białorusi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama