Pokryta suchymi liśćmi mogiła nie odróżnia się od pozostałych. Na płycie skromny napis: „Grób kapłański”. Na cmentarzu nie wie o nim prawie nikt.

– Jacyś misjonarze to są? – pyta pani Jadwiga handlująca kwiatami niedaleko bramy. – Nie, to nie u nas, lepiej niech pan sprawdzi na Powązkach albo na cmentarzach parafialnych.

Niewiele wiedzą na ten temat również opiekunowie pomników znajdujących się w sąsiedztwie. – Grób kapłański jest koło kościoła, tam leżą księża – mówi pani Maria, której siostra spoczywa kilka metrów od szczątków Afrykańczyków. – Są tam takie miejsca, gdzie nigdy nie ma świeczek, może to tam?

O kapłanach słyszał za to pan Marian przychodzący co tydzień na grób żony.

– Ale to strasznie stara historia i nie mam pojęcia, gdzie oni leżą – zastrzega.

[srodtytul]Biskupi w walizkach[/srodtytul]

Do Warszawy szczątki afrykańskich biskupów sprzed tysiąca lat najprawdopodobniej przywiózł antropolog Tadeusz Dzierżykray-Rogalski w latach 60. XX wieku. Naukowiec w Zakładzie Archeologii PAN mógł poddać je dokładniejszym badaniom niż w Afryce.

Wykopała je ekipa archeologów prof. Kazimierza Michałowskiego, która pracowała w Faras (dawne Pachoras) i odkryła skarby kultury nubijskiej. Między innymi groby chrześcijańskich kapłanów.

[wyimek]Nubia jako kraina istnieje w granicach Górnego Egiptu i Północnego Sudanu. Jako państwo chrześcijańskie Nubia istniała od VI do XIV wieku. [/wyimek]

O tym, jak je przywieziono, pisze w książce Kazimierz Dziewanowski.

„Podczas obiadu Rogalski mówi: – Niektóre części biskupów zabieram ze sobą, wracając do Warszawy.

– Jak?

– No, w walizce…

– Celnik na Okęciu natychmiast zadzwoni do prokuratury. Panem się zajmie Interpol!”.

A w innym fragmencie żartują: „W razie wypadku lotniczego wszystko się Panu poplącze: własne kręgi z kręgami Ignatiosa. Na Sądzie Ostatecznym nijak Pan sobie nie poradzi”. A na to Rogalski odpowiada: „To głupstwo, jakoś się wytłumaczę. I przed celnikami na Okęciu, i na Sądzie Ostatecznym. Ale gorzej będzie, jeżeli po drodze utonę w Nilu. Po latach ktoś znajdzie kościotrupa, który część szkieletu nosił w walizce. To dopiero będzie praca naukowa!”.

[srodtytul]Z Narodowego na Bródno[/srodtytul]

Po zakończeniu ekspertyz powstał problem, co ze szczątkami 13 nubijskich świętych (tak też ich nazywano) należy zrobić. Katedra w Faras, gdzie byli pierwotnie pochowani, już nie istniała. Znalazła się pod wodą. Atmosfera w Sudanie była też niesprzyjająca, więc przez prawie 40 lat prochy biskupów były przechowywane w magazynach Muzeum Narodowego.

– Powinni być pochowani z całym szacunkiem w ziemi poświęconej, bo to byli chrześcijanie – zadecydował w końcu prof. Piotr Bieliński, dyrektor Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW.

W 1994 roku szczątki zostały zebrane, włożone do oddzielnych 13 worków, a następnie do jednej wspólnej trumny. Mogiłę przykryto kamienną, polerowaną płytą.

– Biskupów nubijskich pochowaliśmy godnie, ale bez rozgłosu. Na grobie nie umieściliśmy napisu, kto imiennie w grobowcu jest pochowany – przyznaje ks. prałat Stanisław Markowski, obecnie ekonom w diecezji warszawsko-praskiej, a w latach 90. dyrektor Cmentarza Bródnowskiego.

– Profesorowie, którzy zwrócili się z prośbą o pochówek, uznali, że informacja o tym, że przetransportowano szczątki biskupów z Sudanu, mogłaby zostać źle przyjęta – wyjaśnia.

[srodtytul]W godne miejsce[/srodtytul]

Do dzisiaj biskupi leżą tam, gdzie ich pochowano. – Grób jest zadbany, opiekują się nim pracownicy cmentarza – mówi dyrektor cmentarza ks. Jerzy Gołębiewski.

Ale miejsce pochówku od początku uznawano za tymczasowe.

[ramka][srodtytul][link=http://www.zw.com.pl/artykul/528828_Zapomnieni-kaplani-z-Afryki.html]Więcej w "Życiu Warszawy"[/link][/srodtytul][/ramka]