Reklama

Klich o winie pilotów i badaniu wraku

Edmund Klich mówi, że nie wierzy w wybuch na pokładzie Tu-154M w Smoleńsku, ale przyznaje, że nie zna badań wraku, które by to wykluczały

Aktualizacja: 16.04.2012 12:54 Publikacja: 16.04.2012 12:24

Edmund Klich

Edmund Klich

Foto: Fotorzepa, Darek Golik

Były akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) i były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) mówił w RMF FM, że jego działania w Smoleńsku i w Moskwie nie miały odpowiedniego wsparcia rządzących.

- Miałem wrażenie, jeszcze w Smoleńsku po tym artykule w "Gazecie Wyborczej" chyba z 19 kwietnia i po tych telefonach od ministrów, żeby bardzo szybko dostać rozmowy w kabinie, że jest tendencja, żeby pokazać, że piloci zawinili, że piloci są głównymi odpowiedzialnymi. Z resztą to się wpisuje w te SMS-y, o których mówił pan generał Petelicki i innych, że jednak chyba taka koncepcja, że piloci i jakieś tam naciski, to będzie ta najlepsza koncepcja - stwierdził.

Klich nawiązuje do słów byłego szefa GROM gen. Sławomira Petelickiego. Twierdzi on, że jeden z polityków PO pokazał mu SMS-a, którego dostał tuż po katastrofie. Miał być on instrukcją przygotowaną na potrzeby kontaktów z mediami. "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił" - mieli w nim przeczytać politycy partii rządzącej. Czytaj więcej

Były szef PKBWL twierdzi, że wrak pod kątem wybuchu powinna zbadać komisja Millera. On sam nie zna takich badań. - Eksperci, z którymi ja byłem w Smoleńsku, niektórzy badali, ale właściwie to były bardziej oględziny niż badanie. Był pan Szczepanik, który oglądał silniki, pan Milkiewicz, który był tam trzy dni, byli też eksperci wojskowi. Ale wyników jakichś konkretnych w tym zakresie nie przedstawiali - powiedział.

Jego zdaniem wstrząsy, które parlamentarny zespół do spraw zbadania katastrofy smoleńskiej kierowany przez Antoniego Macierewicza zinterpretował jako wybuchy, mogą być efektem uderzenia samolotu o drzewo i jego "rozczłonkowywania o kolejne drzewa".

Reklama
Reklama

Były akredytowany twierdzi, że od Rosjan można było wyciągnąć więcej informacji gdyby rozmowy toczyły się na odpowiednich szczeblach. - Właściwie nie było żadnego wsparcia - ani prawniczego, ani innego. Kiedy przekazywaliśmy do kraju informacje, że nie otrzymujemy pewnych dokumentów, nie nagłaśniano problemu, że Rosjanie łamią ewidentnie załącznik 13, czyli porozumienie, które przyjęli, na które się zgodzili - mówił.

Jego zdaniem rząd skupił się za bardzo na sytuacji w kraju i uroczystościach pogrzebowych. - Premier w czasie drugiego spotkania powiedział mi szczerze: "No myśmy początkowo zapomnieli o Smoleńsku" - w sensie: o tych ludziach, którzy zajmują się badaniem tej katastrofy. Myślę, że to była prawda - ocenił.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama