Tuż po trzęsieniu ziemi i tsunami, w wyniku których na wyspie Celebes zginęło ponad 1400 osób, osoby, które ocalały, zaczęły plądrować sklepy w poszukiwaniu wody i żywności. Dostarczenie żywności i wody pitnej do wielu osób było niemożliwe ze względu na zniszczenie infrastruktury drogowej przez wstrząsy i fale tsunami.

Początkowo władze zachowywały się łagodnie wobec plądrowania sklepów, ale teraz, gdy na dotknięte skutkami trzęsienia ziemi i tsunami tereny dociera pomoc, "prawo ma być znów egzekwowane" - czytamy w "The Independent".

- Jeśli znów dojdzie do plądrowania (sklepów), będziemy strzelać w powietrze, a potem strzelać by unieszkodliwić (szabrowników) - zapowiedział pułkownik Ida Dewa Agung Hadisaputra w rozmowie z AFP.

Policja informuje, że kilkadziesiąt osób aresztowano już za kradzież komputerów i pieniędzy.

- Pierwszego i drugiego dnia (po trzęsieniu ziemi), właściwie żadne sklepy nie były otwarte. Ludzie byli głodni. Ci ludzie byli w prawdziwej potrzebie. To nie problem - powiedział zastępca komendanta głównego policji Ari Dono Sukmanto.

- Ale po drugim dniu żywność zaczęła napływać, trzeba ją było tylko dostarczyć. Teraz znów zaczynamy egzekwować prawo - dodał.

W mieście Palu, najbardziej dotkniętym przez trzęsienie ziemi, przywrócono już elektryczność. Od czwartku działają tam sklepy i banki.

Według aktualnych szacunków ok. 1,5 mln osób zostało dotkniętych przez skutki trzęsienia ziemi i będącego jego następstwem tsunami.