Choć po tym, gdy zakończyła się okupacja gabinetu prezydent Warszawy, sprawa zniknęła z mediów, warszawscy kupcy nie odpuszczają. Aż w 12 lokalach trwa okupacja dotychczasowych najemców, którzy czują się oszukani przez urzędników i dzierżawcę.

Reporterzy „Rz" i programu „Państwo w państwie" w telewizji Polsat bliżej przyjrzeli się sporowi między kupcami z pawilonów handlowych w przejściu podziemnym przy warszawskim Dworcu Centralnym a spółką WPP, który rozpoczął się w połowie ubiegłego roku. Wtedy trwająca 20 lat umowa dzierżawy tego terenu wygasła. Zarząd Dróg Miejskich przyznał wówczas prawo do zarządzania tym terenem spółce WPP, która wcześniej też go dzierżawiła.

ZDM zgodził się przedłużyć umowę o kolejne trzy lata, bez przetargu, w trybie zgody na zajęcie pasa drogowego. Choć właścicielem pawilonów jest miasto, to spółka WPP wynajmuje teraz kupcom ok. 120 pawilonów w przejściu pod dworcem.

Spółka postanowiła zmienić wizerunek przejścia podziemnego, tak aby komponował się z odnowionym na Euro budynkiem dworca.

Jednak według handlowców spółka wykorzystała ten moment na to, aby usunąć niewygodnych kupców. I ich zdaniem podniosła stawki za czynsz nawet o 400 procent.

– Prowadziłam lokal o powierzchni 27 mkw. Do 15 czerwca płaciłam za niego 5 tys. zł, natomiast potem koszty utrzymania tego lokalu wzrosły już do ponad 20 tys. zł – mówi Hanna Wiśniewska. Część kupców nie podpisała umów z najemcą. Konflikt się zaostrzał. Wynajęci przez WPP ochroniarze zablokowali wejścia do lokalów. A handlarze nie chcieli opuścić swoich miejsc pracy w obawie, że już do nich nie powrócą – niektórzy z nich zostali więc zamknięci w środku. Kilka miesięcy temu, gdy ochroniarze próbowali usunąć przebywających w lokalach kupców, doszło do starć. Jeden z handlarzy twierdził, że został pobity przez ochroniarzy. – Bezprawnie zabrano nam towar. Męża pobito, znalazł się w szpitalu. To bandycki kraj, bez żadnych praw – mówi wzburzona kobieta.

W styczniu tego roku zdesperowani kupcy na znak protestu zajęli sekretariat prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która odmówiła im pomocy w rozwiązaniu sporu. Uznała, że podległy jej Zarząd Dróg Miejskich nie jest stroną w sporze, a WPP ma pełną swobodę decydowania, w jakiej formie będzie prowadziła w podziemiach działalność handlowo-usługową.

– Protestujemy w interesie społecznym. Tu nie chodzi już tylko o czynsz. Mówimy w imieniu małych przedsiębiorstw, ale także mieszkańców Warszawy – tłumaczył jeden z kupców. – Po co miastu pośrednik, który zarabia na nas 20 mln rocznie? Chcemy, aby to miasto rozporządzało podziemiami, a nie prywatna spółka. Wtedy, nawet jeżeli musielibyśmy płacić dużo, to przynajmniej ze świadomością, że pieniądze zostają w kasie miejskiej – dodał.

– Uważam, że wobec podejrzeń o korupcję kwestia dzierżawy tych terenów powinna być zbadana przez organy powołane do takiej kontroli. Miasto potrzebuje pieniędzy, a w tym wypadku olbrzymie pieniądze trafiają do prywatnej kieszeni, a nie do kasy miejskiej – tłumaczy poseł Artur Górski (PiS), który w imieniu kupców wystosował list do prezydent Warszawy.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Jarosław Jóźwiak, zastępca dyrektor gabinetu prezydenta miasta, nie widzi jednak problemu: – My się cieszymy z tego, że znalazł się podmiot, który zajął pas ruchu drogowego, i zgodnie z prawem dostarcza dochodów do miasta – wyjaśnia Jóźwiak. – Spółka WPP na mocy tej decyzji otrzymała określony pas ruchu drogowego i może nim dysponować według własnego uznania – dodaje.

Więcej w programie „Państwo w państwie"

Polsat, 3.02.2013 godz. 19.30