Setki tysięcy Ukraińców uciekły do Polski i muszą załatwiać wiele spraw urzędowych, ale mają też trudności z językiem polskim lub w ogóle go nie znają. Czy muszą pisać podania, pisma po polsku?

Taki jest wymóg. Mamy ustawę o języku polskim, która wymaga, by sprawy urzędowe, sądowe etc. były procedowane po polsku. Nie ma od tego ucieczki. Każdy więc ważny dokument po ukraińsku w postępowaniu będzie wymagał przetłumaczenia na język polski. Na pewno będzie to problem. Już dzisiaj tłumaczenia na polski z ukraińskiego to co najmniej kilkunastodniowe oczekiwanie. A czasem i niemały wydatek.

Nie wystarczy podpis na piśmie napisanym po polsku przez znajomego?

Moim zdaniem tak będzie musiało się dziać. Ważne, żeby znajomy był zaufany. No i zainteresowany musi być pewny, że to, co jest w piśmie, odpowiada jego intencjom. W szerszym kontekście będziemy musieli szukać praktycznych rozwiązań, by osoby, którym chcemy pomóc, były w stanie przezwyciężyć barierę językową. Przynajmniej na początku. Samorząd terytorialny, zwłaszcza gminy, musi być tutaj proaktywny, bo zdaje się, że na niego spadnie główny ciężar pomocy. Punkty konsultacyjne prowadzone przez osoby z diaspory ukraińskiej wydają się najprostszym rozwiązaniem. Mamy całą masę studentów z ukraińskimi korzeniami. Mamy też świetnie wykształconych Ukraińców, którzy pracują w Polsce poniżej swoich kwalifikacji i dobrze mówią po polsku.

A kto może być pełnomocnikiem w postępowaniu administracyjnym przed urzędem? I czy musi znać język polski i ukraiński?

Każda osoba fizyczna może być pełnomocnikiem w postępowaniu administracyjnym. Pełnomocnik musi mieć możliwość swobodnego porozumiewania się z mocodawcą, ale nie musi znać ukraińskiego. Znowu korzystałbym z ludzi, którzy mówią po ukraińsku czy rosyjsku. Dla wielu Ukraińców ten drugi język jest równorzędny z ukraińskim, albo nawet pierwszy. Swoją drogą można pomyśleć, by osoby, które skończyły filologie wschodniosłowiańskie, włączyć w ten proces. Przecież jeszcze w latach 90. uczono języka rosyjskiego w szkołach i uczelniach wyższych. Gdzieś ci ludzie są i są dostępni. Część z nich jest na emeryturach. Również mogą być pomocni.

Pisząc do urzędu, trzeba podać adres, choćby do korespondencji. Te osoby zwykle go nie mają. Co radzi pan podać? Może to być pocztowa skrzynka odbiorcza?

Znowu nieocenieni będą ludzie z Ukrainy, którzy już u nas są. Zwykle mają stałe adresy w Polsce. Pomóc też mogą Polacy, którzy udzielają Ukraińcom wsparcia. Natomiast adres musi być związany z lokalem lub nieruchomością. Skrytki pocztowe nie wchodzą w grę. Rozwiązaniem może też być otoczenie opieką potrzebujących przez kancelarie prawne. Wtedy adresem do korespondencji będzie adres kancelarii. Zobaczymy też, czy nasze nowoczesne portale rządowe z użyciem profilów zaufanych zostaną szybko dostosowane do nowych potrzeb. Wiele zależy od banków, które uwierzytelniają tożsamość.

A co z osobami znającymi język polski na tyle, by wzajemnie zrozumieć się z urzędnikiem? Kto decyduje, czy znajomość jest wystarczająca? Jak do tego podchodzić w prostych sprawach?

W praktyce decyduje o tym urzędnik. I mam nadzieję, że będą wykazywać elastyczne stanowisko, a nie bardzo formalne podejście. Jak jednak wspomniałem, wszystko musi być utrwalone po polsku. Od tego nie uciekniemy. Komunikację mogą zaś usprawnić osoby przybrane do pomocy w czynnościach. Takie ze znajomością i polskiego, i ukraińskiego. Zwłaszcza w prostych sprawach, tak jak wskazuje redaktor.

W sądzie ten rygoryzm zapewne jest większy?

Tak. Takie jest orzecznictwo Sądu Najwyższego w ostatnich latach. Niewłaściwa komunikacja językowa ze stronami w sprawie to powód, by uznać, że postępowanie było wadliwe. Choć mam nadzieję, że także sądy i sędziowie dostosują sposób działania do warunków, w których wszyscy się znaleźliśmy.

Czytaj więcej

Obowiązkowe szczepienia dla dzieci z Ukrainy