Po awariach Boeinga pasażerowie chcą wybrać samolot, którym polecą. To kosztuje

Prezes Ryanaira Michael O’Leary przekonywał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, już po incydencie w Alaska Airlines, że pasażerowie nie mają wątpliwości, iż maszyna, którą polecą, jest bezpieczna. Ale jest inaczej.

Publikacja: 06.02.2024 14:16

Po awariach Boeinga pasażerowie chcą wybrać samolot, którym polecą. To kosztuje

Foto: Bloomberg

Po incydencie z samolotem Alaska Airlines, rezerwujący bilety coraz częściej sprawdzają, jaka maszyna obsługuje to połączenie. I nie jest to skomplikowane.

Kłopoty dotyczyły modelu B737 MAX-9, którego nie ma w Europie. W MAX-9 wyleciały zapasowe drzwi, MAX-8 i MAX-10, jakimi lata Ryanair i kilka innych linii europejskich, mają inną konstrukcję. W naszych samolotach nie ma drzwi zapasowych, tylko normalne drzwi ze wszystkimi odpowiednimi zabezpieczeniami i czujnikami. W ubiegłym roku nasze MAX-y wykonały milion rejsów bez jakichkolwiek problemów — tłumaczył prezes Ryanaira.

Czytaj więcej

Nowy problem w Boeingu i cios w reputację. Kolejnych 50 maszyn do poprawki

Przyznał jednocześnie, że jego linia także miała kłopoty z MAX-ami dwa lata temu. — Wtedy Boeing wracał z nimi po pandemii Covid-19. Poinformowaliśmy wówczas pasażerów, że jeśli ktokolwiek z nich obawia się polecieć MAX-em, może bez jakichkolwiek dodatkowych opłat wybrać rejs obsługiwany przez B737NG. Nikt się nie zgłosił — dodał Michael O’Leary.

Był to nie tylko powrót MAX-ów po pandemii, ale i po 20-miesięcznym uziemieniu B737 MAX-8 po dwóch katastrofachindonezyjskich LionAir 31 października 2018 roku i etiopskich Ethiopian Airlines 10 marca 2019. Łącznie w obu wypadkach zginęło 346 osób. Boeing długo wówczas nie chciał się przyznać do błędów konstrukcyjnych i wspierał go w tym ówczesny prezydent Donald Trump, podtrzymujący teorię o braku wyszkolenia pilotów.

Jak sprawdzić, jakim samolotem polecimy

Pasażerowie rezerwujący bilety mają możliwość sprawdzenia, jakim modelem samolotu polecą, jeśli skorzystają ze specjalnej aplikacji. Platforma rezerwacyjna Kayak.com informuje teraz, że na jej stronie internetowej sprawdzanie, czy dany rejs obsługuje B737 MAX, zwiększyło się 15-krotnie od czasu, kiedy 5 stycznia źle umocowane drzwi zapasowe zostały wyrwane z samolotu zostawiając ogromną wyrwę w kadłubie (do tragedii nie doszło tylko dlatego, że samolot był w fazie wznoszącej lotu, a koło wyrwanych drzwi nikt nie siedział).

Ten filtr został zainstalowany w marcu 2019, po katastrofie B737-MAX-8 należącego do Ethiopian Airlines. Pozwala on rezerwującym przeloty pominąć połączenia obsługiwane przez modele samolotów, którymi nie chcą lecieć. Według Kayak.com, wyszukiwane są nie tylko modele B737 MAX-9, który miał awarię w styczniu 2024, ale i MAX-8, który po 20-miesięcznym uziemieniu i dokonanych zmianach, został uznany za najbezpieczniejszy samolot na świecie.

Czytaj więcej

Kryzys w Boeingu. Przewoźnicy doceniają starsze samoloty

Model samolotu, jakim mamy polecieć, można także sprawdzić wówczas, gdy kupujemy bilet bezpośrednio na stronie internetowej przewoźnika. Jest to również proste. Wystarczy kliknąć w napis „details”, a w przypadku LOT-u - „szczegóły”. Tam podany jest typ i model maszyny obsługującej dane połączenie.

Prezes Kayaka, Steve Hafner sugeruje pasażerom, aby także na lotnisku sprawdzali, jaki typ maszyny został podstawiony, ponieważ zdarza się, że przewoźnicy zmieniają maszyny w ostatniej chwili.

Alaska Airlines i United Airlines, dwaj przewoźnicy, którzy mają w swojej flocie łącznie 171 maszyn B737 MAX-9, dopuszczają możliwość rezygnacji z podróży, bądź zmiany na inne połączenie, jeśli pasażerowie odmawiają wejścia do tej maszyny.

W Europie pięć maszyn B737 MAX-9 mają tylko Turkish Airlines. Tak samo, jak pozostali przewoźnicy - Copa i Aeromexico - Turcy zastosowali się do zaleceń amerykańskiego regulatora ruchu lotniczego FAA i uziemili je 6 stycznia. Wróciły 26 stycznia. Turkish lata teraz samolotami MAX-9 na połączeniach krajowych oraz ze Stambułu do Baku, Wenecji i Lublany.

Dopłacą, aby nie lecieć MAX-9

Dyskusja na temat bezpieczeństwa lotów trwa także w mediach społecznościowych. Nie brakuje tam informacji od pasażerów, którzy przyznają, że wolą więcej zapłacić, polecieć z przesiadką, byle tylko nie MAX-em-9. Mimo że to maszyny, które zostały już sprawdzone i dopuszczone do operacji, więc są uznane za bezpieczne.

Nie polecę MAX-9. Jestem gotowa zapłacić więcej nawet za środkowe miejsce w rejsie o porze, która mi zupełnie nie pasuje. Jeśli już mam lecieć, to chcę dolecieć do celu, a nie być świadkiem dekompresji czy niekontrolowanego spadku” – napisała na platformie X jedna z niedoszłych pasażerek United Airlines.

„Zapłaciłem o tysiąc dolarów więcej za lot na tej samej trasie. Tylko dlatego, żeby uniknąć lotu MAX-em” — wtórował jej inny uczestnik dyskusji.

„To prawda. Mnie taka zamiana kosztowała 300 dolarów, musiałem się przesiadać w Charlotte i ledwo zdążyłem na kolejne połączenie. Mogłem lecieć przez Miami MAX-em i dotrzeć na miejsce trzy godziny wcześniej” — pisał kolejny.

Inni tłumaczyli, że z pewnością nie wsiądą do MAX-a, jeśli trasa przelotu prowadzi nad wodą.

Transport
Boom na rynku rowerów. Coraz większą popularnością cieszą się elektryczne
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Transport
Prezes Lufthansy pod specjalnym nadzorem
Transport
Ukraińcy polecą dla Wizz Aira
Transport
Airbus produkuje coraz więcej, w Boeingu nadal problemy
Transport
Kraków: podróżny hub dla Ukraińców. Cenią wygodę, czystość i urodę miasta