Reklama

Sławomir Wikariak: Prezydent ufa big techom, nie państwu

Po raz kolejny odnoszę wrażenie, że urzędnicy Kancelarii Prezydenta nie czytają ustaw, które rekomendują głowie państwa do zawetowania.

Publikacja: 11.01.2026 07:58

Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki

Foto: PAP/Leszek Szymański

Jak można bowiem twierdzić, że o blokowaniu treści w internecie będzie autorytarnie decydować urzędnik, skoro w ustawie wdrażającej akt o usługach cyfrowych wprost zapisano, że decyzje prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej nie podlegają wykonaniu do czasu rozpoznania ich przez sąd?

Dlaczego prezydent zawetował nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną?

„Chcę, aby to mocno wybrzmiało: sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie, decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję Ministerstwa Prawdy z książki Orwella »Rok 1984«” – napisano w komunikacie uzasadniającym weto prezydenta do ustawy wdrażającej akt o usługach cyfrowych (DSA). Alegoria tyleż mocna, co nieprawdziwa. Bo o ile zgodnie z pierwotnym projektem ustawy prezes UKE rzeczywiście mógł nadawać decyzjom nakazującym zablokowanie nielegalnych treści rygor natychmiastowej wykonalności, o tyle pod wpływem krytyki opozycji ostatecznie usunięto ten przepis, wskazując wprost, że decyzje nie są wykonywane do upłynięcia terminu sprzeciwu.

Czytaj więcej

Katarzyna Szymielewicz: Kto obroni wolność słowa w sieci?

O zablokowaniu strony internetowej decydować miał sąd

Jak więc miała wyglądać ta orwellowska procedura? Policja, prokurator albo zwykły internauta zawiadamia o tym, że jakaś treść łamie prawo (chodzi bowiem wyłącznie o treści zakazane przez kodeks karny) i wnosi o ich zablokowanie. Prezes UKE decyduje, czy je zablokować, o czym jest informowany autor spornego wpisu. Jeśli nie zgadza się z decyzją, to wnosi sprzeciw do sądu. I dopiero sąd rozstrzyga, czy dana strona rzeczywiście zniknie z sieci. Do tego czasu cały czas jest ona dostępna w internecie, chyba że autor nie złoży sprzeciwu. Wówczas rzeczywiście jest blokowana po upłynięciu terminu na jego wniesienie.

Czytaj więcej

Kolejne weta prezydenta Karola Nawrockiego. „Są granice, których przekroczyć nie wolno”
Reklama
Reklama

Władza pozostawiona w rękach platform internetowych

– Jeśli władza decyduje, co jest „prawdą”, co „dezinformacją”, kto może mówić, a kto nie, wolność znika krok po kroku – czytamy dalej w komunikacie. Z tym akurat nie sposób się nie zgodzić, tyle że władzę tę sprawują dzisiaj big techy. Bo to one, rzeczywiście autorytarnie, decydują, co zablokować. Ustawa wdrażająca DSA przewidywała możliwość odwołania się od tych decyzji do prezesa UKE. Dawała więc realną szansę na szybkie przywrócenie usuniętych przez X, Facebooka czy YouTube treści. Prezydent zdecydował, że lepiej pozostawić władzę w rękach cyfrowych gigantów niż przekazać jej część w ręce państwa.

Opinie Prawne
Jakub Królikowski: Sygnaliści dbają o dobro wspólne
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Bellum iustum czyli wojna sprawiedliwa
Opinie Prawne
Katarzyna Szymielewicz: Kto obroni wolność słowa w sieci?
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Panie ministrze, a co z art. 212 Kodeksu karnego?
Opinie Prawne
Andrzej Tatara, Piotr Stanisławiszyn: „Lex 1 procent”, czyli kto sieje prawny chaos
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama