Dlaczego Iga Świątek tak gładko przegrała półfinał?

Wynik oddaje to, że Danielle Collins zagrała świetny mecz, a Iga nie do końca. W pierwszym secie była szansa, ale tylko przez jedną, może dwie wymiany. W meczu z Soraną Cirsteą Iga w takiej chwili trafiła raz i drugi w linię, a w półfinale miała małe zawahanie, popełniła drobny błąd i szanse uciekły.

Brak dnia przerwy po ciężkim ćwierćfinale miał znaczenie?

Tak, możemy podejrzewać, że Iga była zmęczona. Niewiele ponad 24 godziny po trzech setach w upale, przy 37 stopniach, to zdecydowanie za mało czasu, by odpocząć. Z drugiej strony patrząc – w meczu z Kaią Kanepi sama sobie zgotowała ten los. To też jest umiejętność, by wygrywać, oszczędzając siły.

Czytaj więcej

Iga Świątek przegrała w półfinale Australian Open. Lekcja pokory

Jak zatem oceniać start Igi Świątek w Australian Open?

Powiedziałbym tak: tenisistka, która wcale nie gra doskonale, ale do półfinału wygrywa, powinna być usatysfakcjonowana. Iga była rozstawiona z nr. 7, z tego wynika, że powinna była przegrać rundę wcześniej, jeśli grałaby na poziomie zadowalającym. Za to, że wygrała ćwierćfinał z Kanepi, grając przeciętnie, należą się jej zatem ukłony i wielkie brawa. Wiadomo, że mierzy wyżej, będzie chciała wygrywać turnieje wielkoszlemowe. Sądzę również, że jej sztab w to głęboko wierzy, choć ostrożność każe powiedzieć, że powinna jeszcze popracować nad elementami tenisowymi i wokół tenisa, bo wciąż rozwija się jako zawodniczka i jako człowiek. Ale w sumie, skoro potrafi już wygrywać tak, jak wygrywała w Melbourne, to nie można powiedzieć złego słowa o starcie w tym turnieju.

Czyli sztuką jest wygrywać, jak nie wychodzi?

Właśnie tak. Obserwowałem wszystkie mecze Igi i widziałem dużo niewymuszonych błędów, niespójnych decyzji, ale i tak Iga wychodziła z tych spotkań zwycięsko, to cechuje mistrzów. Myślę, że gdyby była w stanie podciągnąć w półfinale swą grę o pięć procent, a Collins zagrała o pięć procent słabiej, to ten mecz mógłby wyglądać zupełnie inaczej.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

W finale zagra Ashleigh Barty, czyli nr 1 światowego rankingu, z niespodziewaną rywalką. To kolejny dowód, że tenis kobiecy wymyka się prostym ocenom?

Dziewczyny, które grały najdłużej w minionym sezonie i startowały w Finale WTA, zagrały słabo albo przeciętnie. To kolejny czynnik, który wskazuje, że przegrana Igi w półfinale to nie jest nic złego, całkiem dobrze jest mieć takie problemy. Barty nie grała w WTA Finals i w Melbourne od początku awansowała bez problemów. Collins wreszcie uporządkowała tenisowe i pozatenisowe życie. Wiem zza kulis, że wreszcie porządnie potrenowała, a nie, jak np. przed Indian Wells w Nowym Jorku, chodziła do parku i grała z maszyną do wyrzucania piłek. Na tym poziomie nie można tak trenować. Ma potencjał, gdy jest w formie, gra fantastycznie, ale zbiegło się tu parę innych spraw: wśród nich dobre losowanie i wyniki rywalek.

Kto wygra finał?

Powiedziałbym, że Barty, jej wynik półfinału trafiłem niemal co do gema, ale też mogę sobie wyobrazić, że Australijka może mieć w finale problem ze sobą, bo to pierwszy wielkoszlemowy finał przed własną publicznością. Będzie faworytką, to też dodatkowy ciężar, lecz sądzę, że odskoczyła reszcie świata i bardzo trudno znaleźć słabe miejsce w jej grze.

Kto zrobił największe wrażenie z czwórki półfinalistów turnieju męskiego?

Jestem zdziwiony z powodu awansu Nadala. Myślę, że on sam jest też trochę zdziwiony, że po zakażeniu koronawirusem i po operacji jest tak wysoko, zresztą wspominał o tym kilka razy. To tylko pokazuje, jak wielki to tenisista i człowiek. Matteo Berrettini był długo moim głównym kandydatem do zwycięstwa, ale pewne wątpliwości zasiał we mnie jego mecz z Gaelem Monfilsem. Rywalizacja Stefanosa Tsitsipasa i Daniiła Miedwiediewa jest ciekawa sportowo, ale także z powodu tego, że wychodzi niekiedy poza kort, gdy zdarzają się im potyczki słowne.

Dostrzegł pan cień afery Novaka Djokovicia nad Australian Open?

Pod względem sportowym nie, turniej się broni, jest świetnym widowiskiem. Zdecydowanie nie podzielam poglądów Serba w kwestiach szczepionek, także nie wierzę w zmienianie struktury wody za pomocą myśli, ale sądzę, że część odpowiedzialności za cały chaos z Djokoviciem muszą wziąć na siebie organizatorzy, którzy jednak zaprosili go do Melbourne.

Widzi pan znaczną różnicę między poprzednim Australian Open przeprowadzonym w bańce sanitarnej i bez widzów z tegorocznym turniejem?

Nie poznałem dotychczas żadnego tenisisty, który nie chciałby mieć na trybunach kibiców. Tenisiści są w pewnym sensie gladiatorami, którzy wychodzą na scenę i chcą robić widowisko. Nawet jeśli czasem publiczność jest przeciwko nim. Jestem też zdania, że dopingowanie powinno być dozwolone w każdej chwili meczu, że ludzie powinni móc wchodzić i wychodzić kiedy chcą. Tenisiści mają swą pracę na korcie i na tym powinni się koncentrować. Zresztą sądzę, że perfekcyjna cisza na trybunach za 5-10 lat będzie już reliktem przeszłości.

Jakie ma pan wrażenia po debiucie w zawodzie komentatora, czyli po drugiej stronie barykady?

Widzę ją teraz inaczej. Mam większą od wielu osób wiedzę z wewnątrz środowiska, więc mogę z dużą rzetelnością określić to, co dzieje się na korcie. Z drugiej strony zacząłem jednak lepiej rozumieć oceny tych, powiedzmy, że specjalistów, którzy jednak nie byli i nie są częścią ATP lub WTA Tour. Dobrze by było, żeby mogli zainwestować w siebie, wsiedli w samolot, plecieli na turniej i zobaczyli jak to naprawdę wygląda od środka. Myślę, że wtedy byliby znacznie delikatniejsi w ocenach wydarzeń na korcie. Im więcej zrozumienia, tym lepiej dla wszystkich.