Plac Zamkowy pełen był ludzi, ale nie wszyscy z entuzjazmem fetowali wydarzenie. Kamera pokazuje transparenty z napisami: „UE NIE!”. – Unia Europejska likwiduje państwo narodowe – mówił jeden z uczestników demonstracji protestujących przeciw wejściu Polski do UE. – Jestem przeciw UE, bo jestem za wolną suwerenną ojczyzną, gdzie Polakom żyje się dostatnio i która rośnie w siłę. – Złoty cielec pięcioramienny – określali inni unijną gwiazdę.

O wielkiej szansie dla Polski i nadziei mówili za to przedstawiciele stowarzyszenia młodych popierającego mariaż naszego kraju z Unią. – Mamy szansę zawalczyć i wnieść coś nowego do Europy – woła z zapałem jeden z nich. Ale już jego koleżanka jest bardziej sceptyczna. Nie wierzy, by cokolwiek się zmieniło.

Filmowcy mieli swoje „punkty obserwacyjne” w różnych miejscach Warszawy. Odwiedzili m.in. ekipę remontową przeprowadzającą renowację nawierzchni ulicy Grochowskiej. – Żeby wszystkie ulice w Warszawie wyglądały, tak jak ta będzie wyglądała we wtorek – odpowiedział zapytany o swoje marzenia szef grupy.

W szpitalu na Czerniakowskiej wzruszeni rodzice cieszyli się urodzonym minutę po północy synkiem. Za to właściciel niedużego sklepu 1 maja nie świętował, stał za ladą. – W referendum głosowałem na tak, niestety – zwierza się przed kamerą. – Myślałem, że będzie lepiej, a odczuwam, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Widzę to po klientach – nie mają pieniędzy.

Najradośniejszy nastrój zarejestrowały kamery towarzyszące półoficjalnej fecie zorganizowanej przez Fundację Róży Thun. – Dzień dobry, Europo! – emocjonowały się telewizyjne prezenterki. – Byłem wczoraj na podniesieniu unijnej flagi i myślę, że stało się coś bardzo ważnego – zwierzał się Kazimierz Kutz. – Ja to wręcz przyrównuję do przyjęcia chrześcijaństwa.

Bardziej sceptyczny był ks. Adam Boniecki, naczelny „Tygodnika Powszechnego”: – Unia będzie się rozwijała w kierunku coraz większej laicyzacji, postawienia na najwyższym poziomie wartości hedonistycznych, konsumpcyjnych, na najniższym – duchowych i religijnych.

Wierzył jednak, że Polska ominie te rafy. Swoimi odczuciami dzielili się z autorem filmu architekci, taksówkarze, policjanci, emeryci, przedsiębiorcy i artyści. Entuzjazmu w ich refleksjach niewiele, znacznie więcej sceptycyzmu, ale i nadziei, że powoli Polska będzie się zmieniać na lepsze.

1 maja 2004 roku dla warszawskich służb publicznych także okazał się niestandardowy, mniej niż zazwyczaj potrzebnych było interwencji pogotowia, straży pożarnej i policji. Tylko Izba Wytrzeźwień odnotowała taki sam dzień jak zawsze – od 5 nie było już wolnych miejsc.