Stawka jest ogromna. O tym przypomniał w minionym tygodniu na szczycie przywódców UE w Rydze Cameron.
– Jestem przekonany, że powodzenie tych negocjacji jest w interesie wszystkich. W interesie Wielkiej Brytanii jest z pewnością zreformowana Unia, ale także w interesie Unii jest zachowanie na pokładzie Wielkiej Brytanii: drugiej największej gospodarki Wspólnoty, pierwszej potęgi wojskowej, jednego z największych płatników netto – wymienia szef brytyjskiego rządu.
Przyjęcie z honorami
Do tych argumentów Angela Merkel dodaje jeszcze cenny sojusz w walce z protekcjonizmem Francji i Włoch, czołowy ośrodek finansowy świata, ważnego pośrednika w kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi, a także, gdy trzeba, kraj gotowy stawić czoło Rosji.
Właśnie dlatego kanclerz przyjmie w piątek po południu Camerona w Berlinie ze wszystkimi honorami: przed kancelarią federalną premiera powitają oddziały Bundeswehry.
Jednak już wewnątrz budynku, podobnie jak w czwartek wieczorem w Pałacu Elizejskim, Brytyjczyk nie usłyszy samych miłych rzeczy.
– Niemcy, podobnie jak Francja, uważają, że otwieranie traktatu to misja wysokiego ryzyka, bo wymaga potem ratyfikacji przez wszystkie kraje Unii. Dlatego Merkel będzie temu zdecydowanie przeciwna – mówi „Rz" wysoki rangą przedstawiciel współrządzącej SPD.
W wychodzącej z kryzysu Unii nastroje polityczne są mocno rozchwiane. W Grecji rządzi populistyczna Syriza, do władzy w koalicji populiści mogą także dojść w Danii, Hiszpanii, a w Finlandii już w niej są. Merkel nie chce zostać zakładnikiem krajów, które mają jej za złe narzucenie polityki drastycznych oszczędności.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Problemem jest też Polska. Współpracownicy Andrzeja Dudy przyznają, że w razie modyfikacji z powodu Brytyjczyków traktatu o UE także nasz kraj powinien wystąpić z listą własnych modyfikacji. W szczególności chodzi o wprowadzenie zasady jednomyślności (dziś kwalifikowana większość) przy podejmowaniu przez Radę UE decyzji o ochronie środowiska i energii.
Bez zmiany traktatu
– To rzecz absolutnie nie do przyjęcia przez Niemcy, Francję i ogromną większość krajów Unii, bo oznaczałaby cofnięcie integracji o wiele dziesięcioleci – mówi „Rz" dyplomata Rady UE.
Stanowisko Merkel, potencjalnie najważniejszego sojusznika Londynu w walce o zmianę warunków członkostwa, mocno utrudnia misję Camerona. Traktat bowiem mówi wyraźnie, że obywatele Unii pracujący w Wielkiej Brytanii muszą być traktowani na równi z rodzimymi obywatelami.
Szansą dla brytyjskiego premiera jest natomiast orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS), które już od dłuższego czasu mocno zawęża subwencje socjalne dla emigrantów. To właśnie sędziowie z Luksemburga uznali, że jeśli danej osobie nie przysługuje świadczenie we własnym kraju, nie może go także otrzymać w nowej ojczyźnie.
Cameron ma większe szanse na spełnienie tych postulatów, które nie dotyczą imigracji. Jeden z nich dotyczy możliwości blokowania przez parlamenty narodowe prawa europejskiego.
– Jesteśmy gotowi zwiększyć uprawnienia parlamentów, ale blokowanie to za dużo – mówi źródło w polskim rządzie.
Polska będzie się także mocno sprzeciwiała ograniczeniu składki Wielkiej Brytanii do budżetu Unii. To oznaczałoby bowiem zwiększenie wkładu biedniejszych państw Wspólnoty, w tym naszego kraju.
Znając stanowisko Niemiec i Francji, Cameron będzie chciał przeprowadzić swoje postulaty w taki sposób, aby nie zmieniać traktatów.
– Premier zatrudnił w tym celu najlepszych prawników – mówi „Rz" Maurice Fraser, doradca premiera Johna Majora, a dziś wykładowca London School of Economics.
Wspólny front Unii
Czy taki manewr się uda?
Gdy w grę nie wchodzi zmiana traktatu o Unii Europejskiej, decyzje Rady UE są podejmowane kwalifikowaną większością głosów, a nie jednomyślnie. To stwarza teoretycznie możliwość przegłosowania Polski.
Jednak źródło w polskim rządzie zapewnia: prowadzimy stałe konsultacje z innymi krajami Unii. Chcemy, aby cała Rada UE uzgodniła kompromisowy pakiet z Wielką Brytanią, bez głosowania kwalifikowaną większością głosów.
Problemem dla Camerona jest także unijna biurokracja. Przewodniczący Rady UE, Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i Europejskiego Banku Centralnego (EBC) wystąpili niedawno ze wspólnym dokumentem, w którym domagają się daleko idącej integracji strefy euro. A więc działa w odwrotnym kierunku, niż chce Londyn.
Co prawda Merkel i Hollande odłożyli te plany na 2016 r., gdy „brytyjski problem" zostanie rozwiązany. Ale przywódcy obu krajów przygotowali na unijny szczyt własny projekt przebudowy eurolandu. Choć nie ma w nim szczegółów, można założyć, że Paryż i Berlin chcą powołania odrębnego budżetu dla unii walutowej, emisji wspólnych obligacji, powołania europejskiego rządu gospodarczego z prawdziwego zdarzenia.
Do tej inicjatywy przyłączyła się Hiszpania. Jej ambicje sięgają jeszcze dalej. Madryt chciałby zmiany mandatu EBC tak, aby poza walką z inflacją bank starał się także o bardziej zrównoważony rozwój w całej Wspólnocie.
– W Unii rośnie pewna irytacja z powodu strategii Camerona. Francja nie da się szantażować Brytyjczykom, chce mieć własny program reform, a nie reagować tylko na pomysły Londynu – mówi „Rz" Pierre Verluise, wykładowca politologii na uniwersytecie Paris I.