W Brukseli rozpoczął się w czwartek wieczorem szczyt UE. Już 20. od początku 2010 roku, gdy Grecja jako pierwszy kraj w strefie euro musiała poprosić o międzynarodową pomoc w obawie przez bankructwem. Od tej pory programem ratunkowym zostały objęte Irlandia i Portugalia, w trakcie negocjacji o pomocy dla banków jest teraz Hiszpania. Następne w kolejce mogą być Włochy, których premier tnie wydatki budżetowe i przeprowadza rewolucyjne reformy gospodarcze, ale nie jest w stanie przekonać rynków do obniżenia ceny włoskiego długu.
Mario Monti chce, aby europejski fundusz ratunkowy EFSF interweniował na rynku w celu powstrzymania wzrostu rentowności obligacji hiszpańskich czy włoskich, i zapowiedział, że musi dostać obietnice w Brukseli. Jego poprzednik sprzed lat na stanowisku premiera, a jednocześnie były premier Włoch Romano Prodi wspierał w Brukseli swojego rodaka. – Monti nie może zrobić więcej. Inaczej zabije gospodarkę – powiedział Prodi.
Suwerenność i wypłacalność
W planach spotkania długoterminowe reformy UE, których ogólny opis zawiera dokument przygotowany przez przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana Van Rompuya we współpracy z szefami Komisji Europejskiej, Eurogrupy i Europejskiego Banku Centralnego. Mówi on o unii bankowej, czyli wspólnym nadzorze nad instytucjami finansowymi i wspólnych gwarancjach depozytów. I o unii fiskalnej, czyli oddaniu części suwerenności budżetowej na poziom unijny i powołaniu ministra finansów strefy euro.
Fundamentalną reformę strefy euro proponują od miesięcy europejscy eksperci i ci politycy, którzy chwilowo nie są w rządach i nie muszą liczyć się z opinią wyborców.
Wczoraj raport opublikowała tzw. Grupa Spinelli, w skład której wchodzą m.in. Guy Verhofstadt, były belgijski premier, i Romano Prodi. – Tylko unia federalna może rozwiązać kryzys. Inaczej grozi nam dezintegracja – powiedział Verhofstadt. Raport zawiera 12 punktów obejmujących stworzenie unii bankowej, nowych ram fiskalnych oraz unii politycznej. Grupa Spinelli apeluje o tak kontrowersyjne dla Niemców euroobligacje i proponuje utworzenie rządu strefy euro. Za patrona przyjęła Altiero Spinellego, włoskiego polityka, uznawanego za jednego z ojców założycieli UE.
Apel o fiskalny federalizm zawiera raport przygotowany przez ekspertów pod kierunkiem Jacques'a Delorsa, byłego szefa Komisji Europejskiej, oraz Helmuta Schmidta, byłego kanclerza Niemiec. Podobnie jak Grupa Spinelli, również i ten zespół mędrców wybrał sobie patrona z Włoch – Tommaso Padoa-Schioppa, uznawanego za jednego z ojców euro.
Grupa Padoa-Schioppa przekonuje, że trzeba dokończyć budowę unii walutowej poprzez fiskalny federalizm. – Suwerenność kończy się tam, gdzie kończy się wypłacalność – brzmi główne hasło raportu. Czyli kraje zachowują suwerenność, dopóki są same w stanie sfinansować się na rynku. Jeśli będą korzystać z euroobligacji, to będą musiały stopniowo oddawać swoją władzę nad narodowym budżetem. Tym więcej, im bardziej będą się chciały zadłużać.
Tusk o unii bankowej
W każdym z projektów uzdrawiania strefy euro pojawia się dziś pomysł unii bankowej. Pierwszy wiele miesięcy temu zaproponował ją brukselski think tank Bruegel. W tym tygodniu opublikował szczegółowy projekt, jak taka unia miałaby wyglądać. Według jego ekspertów najlepiej, żeby obejmowała tylko kraje strefy euro.
Polski premier komentował wczoraj, że Polska chce brać udział w dyskusji o unii bankowej, a decyzję o ewentualnym uczestnictwie podejmie, jak pojawią się szczegóły.
Tusk uznał, że kolejny szczyt UE nie przyniesie przełomu. – Żaden z elementów nie jest odpowiedzią doraźną na wydarzenia kryzysowe. Unia bankowa, fiskalna, polityczna to pomysły na lata. A potrzeba nam rozwiązań natychmiast – mówił przed rozpoczęciem obrad Donald Tusk. Jak zauważył, dyskusja doraźna sprowadza się do tego, czy niemieckie pieniądze będą finansowały kraje południa i w jakim stopniu. Mogłoby to się odbyć przede wszystkim przez zwiększenie kapitałów i możliwości interwencji funduszu ratunkowego strefy euro EFSF/ESM, w którym Niemcy są głównym udziałowcem.
Na razie Angela Merkel jest temu przeciwna. Przekonuje, że nawet tak silna gospodarka jak niemiecka może w końcu nie wytrzymać rosnących obciążeń finansowych.