Li Keqiang starał się uspokoić opinię publiczną przekonując, że nowe władze kraju zwrócą większą uwagę na bardzo niepokojący Chińczyków problem zanieczyszczenia środowiska naturalnego.
Obiecał, że zwiększone zostaną kontrole, a w ciągu najbliższej dekady na poprawę stanu ekologicznego państwa władze wydadzą równowartość 850 mld dolarów.
Ekolodzy ostrzegają jednak, że może to być zbyt mało i zbyt późno. Od dawna wiadomo bowiem, że jedną z tajemnic niskich kosztów produkcji w Chinach było ignorowanie zagrożeń ekologicznych.
Powszechne zaniepokojenie Chińczyków wzbudziło zanieczyszczenie powietrza w Pekinie, przekraczające wielokrotnie wszelkie normy. Chińska stolica przez długie tygodnie spowita była gęstym smogiem, który wywoływał duszności i inne objawy chorobowe. Próby uspokajania opinii publicznej nie powiodły się, a chiński Internet zalały ostre komentarze, w których oskarżano władze o bezczynność i ignorowanie warunków życia obywateli.
Akcje protestu organizowali działacze społeczni i znani chińscy przedsiębiorcy. Milioner Chen Guangbiao (majątek zrobił na przetwarzaniu śmieci), by zwrócić uwagę na problem, zaczął sprzedawać w Pekinie „puszki z czystym powietrzem". Jack Ma, twórca największej sieci handlu internetowego ostrzegł, że w ciągu dekady praktycznie w każdej chińskiej rodzinie będzie przynajmniej jedna osoba chora na raka z powodu skażenia środowiska.
Chińskie władze przez pięć lat prowadziły zakrojony na wielką skalę program badań stanu środowiska naturalnego (o jego skali świadczą koszty przekraczające 130 mln dolarów). Jeden z czołowych ekologów, prawnik Dong Zhengwei zwrócił się do ministerstwa ochrony środowiska z prośbą o ujawnienie wyników tych badań, ale otrzymał informację, że szczegółowe dane „stanowią tajemnicę państwową".
Nawet z dostępnych obecnie fragmentarycznych danych wyłania się przerażający obraz dewastacji naturalnego środowiska w Chinach.
Już w 2006 r. okazało się, że dziesiąta część gruntów ornych jest skażona metalami ciężkimi w stopniu uniemożliwiającym uprawy do celów spożywczych. Ekolodzy podejrzewają, że obecnie może to być już nawet jedna czwarta areału, tym bardziej, że lokalne władze w wielu regionach przemysłowych fałszują dane.
Powszechny jest niedostatek lub zła jakość wody pitnej. Nawet 40 proc. wód powierzchniowych zawiera zanieczyszczenia przemysłowe lub biologiczne.
Najnowszy skandal wywołało odnalezienie w rzece Huangpu, będącej źródłem wody pitnej dla Szanghaju, kilkunastu tysięcy padłych świń, które wrzucono do wody po epidemii trzody chlewnej w środkowych Chinach. Chińczyków oburzały też skandale związane z wykrywaniem toksycznych składników w mleku w proszku dla niemowląt i w tworzywach sztucznych, z których produkowano zabawki.
Z zanieczyszczeniem środowiska związany jest zauważalny wzrost zapadalności na choroby płuc, wątroby i nowotwory. Od początku rewolucji przemysłowej w latach 80. ilość przypadków raka wzrosła w Chinach o 80 proc. Dopiero w tym roku władze potwierdziły istnienie „rakowych wsi", o których niezależne media donosiły już trzy lata temu. Chodzi o miejscowości w pobliżu zakładów przemysłowych, dotknięte masowym występowaniem nowotworów.