Dla Portugalczyków problemem jest ryzyko rozpadu rządu. Wczoraj premier Pedro Passos Coelho starał się odwieść swojego ministra spraw zagranicznych i jednocześnie lidera koalicyjnej Partii Ludowej CDS Paulo Portasa od złożenia rezygnacji. Już na początku tygodnia ze stanowiska ustąpił minister finansów Vitor Gaspar.
– To był jeden z najbardziej szanowanych ministrów, człowiek, który co do litery wypełniał zalecenia Brukseli. Jego dymisja jest więc wyjątkowo niepokojąca dla rynków finansowych – mówi „Rz" Nicolas Veron, ekonomista brukselskiego Instytutu Bruegla. Ekipa Coelho się sypie, bo wyborcy coraz gorzej przyjmują kolejne cięcia w wydatkach, gdy nie widać ich efektów. Kraj jest pogrążony w głębokiej recesji, dług publiczny (120 proc. PKB) narasta, a bezrobocie zbliża się do 18 proc. (wobec 10,7 proc. w Polsce wg metodologii Eurostatu). Eksperci mają coraz więcej wątpliwości, czy do czerwca przyszłego roku Portugalia będzie w stanie samodzielnie zaciągać długi na rynkach finansowych i obędzie się bez wsparcia Brukseli. A tak właśnie zakłada unijny plan ratunkowy.