Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego lekarza Weterynarii.

Krzysztof Jażdżewski, zastępca Głównego lekarza Weterynarii.

Paweł Rochowicz

Ostatnio głośno było o ewakuacji zwierząt z ZOO w Charkowie. Inne takie miejsca na Ukrainie tez mogą być zagrożone zbombardowaniem. Czy obecnie są jakieś specjalne procedury dotyczące sprowadzania takich zwierząt, by je sprawnie ewakuować do polskich ogrodów zoologicznych?

Zacznijmy od tego, że dotychczas do Polski ewakuowano zwierzęta nie tyle z ogrodów zoologicznych co raczej z parków pokazowych. To różnica, bo zadaniem ogrodu zoologicznego jest, oprócz pokazywania zwierząt, także ich hodowla i badania naukowe. Co się tyczy procedur, to na razie mamy jedynie uproszczone tymczasowe procedury przywozu z Ukrainy psów, kotów i fretek. Co do zasady jest wymagane, by takie zwierzę było zaszczepione przeciwko wściekliźnie, miało wszczepiony czip identyfikacyjny, miało ważny wynik tzw. miareczkowania przeciwciał, było odrobaczone oraz było zaopatrzone w ważny paszport zwierzęcy i świadectwo zdrowia. Obecnie można te warunki spełnić już po przywiezieniu zwierzęcia do Polski. Jednak nie ma specjalnej procedury przywozu innych zwierząt. Wciąż są wymagane różne pozwolenia, w tym Głównego Lekarza Weterynarii. Jednak jesteśmy w stałym kontakcie zarówno z ukraińską inspekcją weterynaryjną, jak też z ogrodami zoologicznymi po obu stronach granicy. Współpracujemy też ze Służbą Celną odpowiedzialną między innymi za egzekwowanie Konwencji Waszyngtońskiej i Ministerstwem Klimatu i Środowiska gdzie rozstrzygane są regulacja dotyczące tzw. gatunków inwazyjnych. Jeśli zajdzie potrzeba ewakuacji, postaramy się naj najsprawniej przeprowadzić wszystkie formalności.

Czy może się zdarzyć, że nie wydacie zezwolenia na przywóz?

To zależy, o jakich konkretnie gatunkach mówimy. Nie możemy pozwolić na przykład na przywóz zwierząt parzystokopytnych, np. antylop, jeśli nie mają świadectwa zdrowia. W przypadku takich zwierząt istnieje duże ryzyko przenoszenia wielu chorób, które mogą zdewastować polską hodowlę zwierząt gospodarskich. Przebadanie takiego zwierzęcia na Ukrainie, w warunkach wojennych, może być utrudnione. Musimy też pamiętać o warunkach przywozu i specjalnych zezwoleniach dla gatunków inwazyjnych. Chodzi np. o szopa pracza. Gdyby przypadkiem takie zwierzęta uciekły w trakcie transportu, mogłoby zagrozić populacji wolno żyjących borsuków. Są tez inne ograniczenia, dotyczące np. małp człekokształtnych. W pewnych sytuacjach wymagana jest zatem zgoda Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, a oprócz tego oczywiście trzeba przejść formalności celne.

Dlatego, że zwierzęta są towarem?

Jakby to osobliwie nie brzmiało, w rozumieniu przepisów celnych są towarem i to często – jak np. tygrysy i lwy – bardzo wartościowym. Krajowa Administracja Skarbowa stosuje tu procedurę czasowego importu, przy której nie trzeba płacić cła od przywozu, a jedynie złożyć zabezpieczenie na poczet jego płatności. Jest to import czasowy, bo przecież ci „czworonożni uchodźcy”, podobnie jak ludzie, prawdopodobnie kiedyś wrócą do swojego kraju.

Tak czy inaczej, może pan zapewnić, ze nie będzie zbędnych biurokratycznych barier dla takich uchodźców?

Na ile to będzie możliwe, będziemy się starali wraz z innymi urzędami działać tak, by wszystko poszło jak najsprawniej. Zresztą oprócz ewakuacji dzikich zwierząt były już przypadki udanego przywozu psów i kotów z hodowli. Nie wszystko zależy jednak od procedur, o których mówimy. Transport niektórych zwierząt jest trudny organizacyjnie, Na przykład duże zwierzęta trzeba uśpić na czas transportu i wybudzić po przyjeździe – inaczej mogą nie znieść podróży. Transport innych, takich jak żyrafy czy słonie w ogóle stoi pod znakiem zapytania, bo nie zawsze można im zapewnić odpowiedni środek transportu. Niemniej jednak, jeśli będziemy mieli zgłoszenia od konkretnego ogrodu zoologicznego i władz weterynaryjnych Ukrainy – postaramy się wszystko załatwić tak, by te zwierzęta uratować.