Drugi zespół Serie A oficjalnie zaprezentował stroje na nadchodzący sezon podczas meczu z Galatasaray Stambuł (wygranego przez włoski klub 3:1). Zawodnicy pokazali tradycyjne błękitne koszulki, w których będą rozgrywać spotkania w roli gospodarzy, żółte ze skośnym niebieskim pasem, które będą trzecim kompletem, oraz wyjazdowe – w barwach moro.

Te ostatnie wywołały we Włoszech burzę. Kombinacja khaki, brązowego, szarego i czarnego nie spodobała się przede wszystkim żołnierzom. Jeden z oficerów, który niegdyś służył w misjach NATO, powiedział, że takie kolory są przeznaczone jedynie dla wojska. Ubieranie w nie piłkarzy jest profanacją. Innego zdania jest właściciel Napoli, Aurelio De Laurentiis.

Producent filmowy nazwał koszulki „wojennymi" i stwierdził, że podkreślają bojowego ducha zespołu. Poza tym przed dwoma laty w podobnym stroju występował bramkarz Evertonu Tim Howard i wtedy nie było słychać żadnych protestów. W internecie już pojawiły się pierwsze złośliwe komentarze. Na włoskich stronach można przeczytać, że twórców koszulek drużyny z Neapolu zainspirował zapewne Mario Balotelli, który przemalował swojego bentleya w kolory moro. Lecz sympatycy klubu z Neapolu nie przejmują się uszczypliwymi uwagami. Sprzedaż nowych strojów już bije rekordy.

Jednak to nie wicemistrzowie Włoch jako pierwsi zaskoczyli kompletami wyjazdowymi. W ubiegłym sezonie władze Interu Mediolan postanowiły, że poza San Siro piłkarze będą grać ubrani na czerwono. To doprowadziło kibiców do wściekłości. Byli oburzeni tym, że klub odszedł od tradycyjnych barw dodatkowych, którymi od zawsze były biel i złoto. Poza tym czerwień kojarzy się z derbowym rywalem Interu – AC Milan. Sympatycy napisali nawet list do działaczy, w którym prosili o zmianę decyzji. Ale mimo początkowych protestów koszulka wyjątkowo przypadła kibicom do gustu. W poprzednim sezonie na 100 sprzedanych strojów meczowych, 70 było czerwonych.

To nie jedyna afera związana z kompletami wyjazdowymi Interu. Przed sześcioma laty, w spotkaniu przeciwko Fenerbahce Stambuł, piłkarze z Mediolanu wystąpili w białych koszulkach z czerwonym krzyżem. Turcy poczuli się urażeni. Uważali, że to atak na muzułmańskich kibiców, ponieważ krzyż jednoznacznie kojarzy się z chrześcijaństwem, a czerwony na białym tle z zakonem templariuszy, który brał udział w krucjatach.

Władze Interu tłumaczyły się, że ich celem nie była obraza wyznawców islamu. Stroje nawiązywały do herbu miasta. Sprawa trafiła nawet do tureckiego sądu, który domagał się od FIFA i UEFA wykluczenia włoskiej drużyny z europejskich rozgrywek oraz przyznania walkoweru Fenerbahce. Sędziowie swoje żądanie argumentowali tym, że prawo światowej federacji zabrania umieszczenia symboli religijnych na koszulkach zawodników. Ostatecznie Inter nie poniósł żadnych konsekwencji.