– Zebraliśmy się na boisku na osiedlu, śnieg, błoto, my w dresach, dżinsach – tak linebacker (obrońca) Mikołaj Szczepański wspomina listopad 2005 r. Ale ustalili, że zakładają drużynę. – Żartowaliśmy, że czeka nas wielka kariera, pieniądze – uśmiecha się Michał Parowicz grający na pozycji free-safety (też obrona). – Do dziś je wykładamy sami: na kaski, ochraniacze, siłownię. Składka, 30 zł miesięcznie, musi wystarczyć na wynajęcie boiska na treningi i wyjazdy na mecze.
W czwartkowy wieczór 55 zawodników The Crew Wrocław w profesjonalnych kaskach i ochraniaczach trenuje przy sztucznym oświetleniu pod okiem Amerykanina Marka Grocholskiego zajmującego się od ćwierćwiecza futbolem amerykańskim w USA i Europie. W sobotę jako pierwszy polski zespół w historii zagrają w Pucharze Europy. – Mieliśmy szczęście – tak prezes klubu Marcin Wyszkowski tłumaczy błyskawiczny rozwój drużyny. – Nawet nie marzyliśmy, że pomoże nam za darmo człowiek, który ma sukcesy w lidze uniwersyteckiej w USA i niemieckiej, gdzie w 1999 r. został uznany za najlepszego trenera obrony w Europie.
Mark Grocholski od dwóch tygodni przygotowuje ich do meczu z Praha Panthers. Informacje o wrocławianach znalazł w Internecie. – Mogą sporo osiągnąć – mówi. – Ten sport rozwija się w Polsce błyskawicznie. W dwa lata doszliście do tego, na co Bundesliga potrzebowała aż pięciu.
Trener jest pod wrażeniem umiejętności drużyny. – Niewiarygodne, ile można się nauczyć w tak krótkim czasie z książek i telewizji. I do czego dojść przy tak skromnym budżecie.
Grocholski to drugi Amerykanin, który zainteresował się futbolistami z Wrocławia. W 2006 r. odszukał ich Lowell Hussey, który ożenił się z Polką i w naszym kraju zamieszkał. – Grał w drużynach uniwersyteckich. To pasjonat. Kupił nam trochę sprzętu, podpowiedział, jak grać. Dzięki niemu z podwórkowej zbieraniny zrobiła się drużyna – twierdzi Jakub Głogowski, student public relations i corner The Crew. – A już wszystko zaczynało się rozłazić, jak to bywa z polskim zapałem.
Amerykański sen wrocławian mógł się nie ziścić z banalnego powodu: nie mieli z kim rozegrać meczu. Polska liga jeszcze nie istniała. Hussey wpadł na pomysł, by wystąpić w drugiej lidze czeskiej. – Na pięć meczów wygraliśmy jeden – uśmiecha się Szczepański.
Wyszkowski: – Ta liga kosztowała nas 80 tys. zł. Składki nie wystarczyły, nadszarpnęliśmy budżety rodziców.
Gdy jesienią 2006 r. ruszyła polska liga, w drugim sezonie zostali mistrzami kraju. – Na mecze przychodziło po 3 tysiące ludzi. – Wyszkowski nie ukrywa, że powinno to zainteresować sponsorów. – Gdyby ktoś pokrył pensję trenera, Mark zostałby z nami dłużej... – rozmarza się prezes.Na razie dostrzegły ich władze Wrocławia. Futboliści są na liście Młodzieżowych Centrów Sportu. Za treningi płacą teraz nie 200, lecz 20 zł, a swoje pucharowe mecze na Stadionie Olimpijskim zagrają za darmo. Ulotki z regułami gry, które będą rozdawane kibicom, zrobili sami na drukarkach.
– Pieniądze? – śmieją się zawodnicy. – Marzymy, by przestać do naszego hobby dokładać.