Reporter CNN relacjonuje wydarzenia na polsko-białoruskiej granicy przebywając po stronie białoruskiej.
W jego relacji czytam, że "setki coraz bardziej sfrustrowanych imigrantów zaatakowały we wtorek przejście graniczne (Kuźnica-Bruzgi - red.) rzucając kamieniami i kawałkami drewna w polskich funkcjonariuszy stojących zaledwie kilka metrów dalej. "Próby przełamania ogrodzenia na granicy przerodziły się w groźne starcie, w czasie którego polscy funkcjonariusze użyli armatek wodnych i gazu łzawiącego" - relacjonuje CNN.
Następnie, jak czytamy, "białoruska straż graniczna zabrała migrantów do znajdującego się w pobliżu magazynu, gdzie spędzili noc na materacach i otrzymali gorącą herbatę, chleb i pomoc medyczną od Białoruskiego Czerwonego Krzyża, Agencji ONZ ds. uchodźców i innych organizacji pomocowych.
"Ale nie jest jasne jaki będzie kolejny krok wobec migrantów, z których wielu obawia się, że przeniesienie ich do nowego miejsca to pierwszy krok na drodze do deportowania ich do ich ojczyzn" - podkreśla reporter CNN.
Jeden z mężczyzn opuszczających okolice przejścia Kuźnica-Bruzgi we wtorek wieczorem na pytanie reportera CNN, dokąd się udaje odpowiedział: "Z powrotem do Iraku. Żegnaj Białorusi!".
Czytaj więcej
- Obserwujemy grupę, która była wczoraj w Kuźnicy, potem przeniosła się na teren dawnego koczowiska. Te osoby spakowały się, przemieszczają się - n...
Następnie CNN cytuje 27-letnią Heshw Muhammad z irackiego Kurdystanu, która koczuje na granicy od ponad dwóch tygodni z mężem i córkami w wieku 2, 4 i 7 lat. Kobieta mówi, że rodzina nie ma do czego wracać w Iraku Kobieta jest przerażona perspektywą powrotu do Iraku.
- Zanim moje dzieci umrą, chcemy pomocy. Chcemy prosić, by pozwolono nam jechać do Niemiec - mówi.
CNN opisuje następnie historię 19-letniego Ahmeda al-Hassana, Syryjczyka, który utonął w październiku w Bugu próbując nielegalnie przekroczyć granicę Białorusi z Polską. We wtorek młody mężczyzna został pochowany na terytorium Polski - a jego rodzina oglądała transmisję z pogrzebu w sieci.
Zanim moje dzieci umrą, chcemy pomocy. Chcemy prosić, by pozwolono nam jechać do Niemiec
"Tysiące imigrantów, jak al-Hassan - w większości z Bliskiego Wschodu i Azji - zaczęły pojawiać się po białoruskiej stronie granicy latem próbując pokonać granicę pieszo przez lasy, rzeki i bagna, aby dotrzeć do Polski, Litwy i Łotwy w poszukiwaniu lepszego życia w Europie. Niewielu się udało" - relacjonuje CNN. "A nawet ci, którym udało się dostać do Polski, nie są pewni, czy będą mogli pozostać" - czytamy na stronie stacji.
CNN rozmawiał z dwoma Afgańczykami, 20 i 21-letnim, którzy przedostali się do Polski i trafili do szpitala w związku z wychłodzeniem organizmu. Jak mówią są zdesperowani, by dotrzeć do swojego wuja w Niemczech, ale "nie wiedzą czy polskie władze pozwolą im kontynuować podróż".
- Kiedy rząd się zmienił i talibowie przejęli władzę, wszyscy stracili pracę i moi rodzice nie pracują w tej chwili, nie ma pieniędzy, nie ma jedzenia... Nie mogę się uczyć, szkoły i uniwersytety są od dawna zamknięte - mówi jeden z braci. - Dlatego chcemy udać się do Niemiec.
Dziennikarz CNN rozmawiał też z imigrantami, którzy znaleźli się w magazynie w pobliżu przejścia granicznego Kuźnica-Bruzgi. 28-letnia Shoxan Bapir Hussain i jej mąż oraz czteroletni syn Azhi Ali Xder chcą dostać się do Niemiec, ponieważ czterolatek potrzebuje operacji nerki. Azhi, który ma nogi usztywnione szynami, nie może chodzić - podaje CNN.
- Chcę dostać się do Niemiec - myślę, że Niemcy są humanitarne - mówi 28-latka.