Od kilku tygodni Sejm jest wielkim placem budowy. Spowodowało to zamknięcie części wejść. W tych, które są czynne, tworzą się ogromne kolejki.

W środę, gdy w Sejmie była m.in. debata nad wotum nieufności dla rządu, dziennikarze czekali na wejście kilkadziesiąt minut. – Przez to się spóźniłam – mówi nam jedna z dziennikarek.

Szefostwo Kancelarii Sejmu przekonuje, że ma to związek z remontem. – Prowadzimy budowę, na której pracuje niemal 100 robotników, wykonawców i podwykonawców. Na terenie Sejmu pojawiło się więc więcej osób, których nie znamy. Na to nałożyło się zmniejszenie liczby wejść – zapewnia „Rz" wiceszef Kancelarii Sejmu Jan Węgrzyn.

– BOR konsekwentnie realizuje swoje działania z najwyższą starannością – dodaje por. Grzegorz Bilski zastępujący rzecznika BOR.

Jednak wśród sejmowych urzędników krąży inna wersja. Jak mówi nam jeden z nich, funkcjonariusze Straży Marszałkowskiej i BOR boleśnie odczuli „pseudoprowokację TVP Info" i postanowili odpowiedzieć strajkiem włoskim na medialne zarzuty, że nie wywiązują się z obowiązków.

O co chodzi? Po aferze z podsłuchiwaniem polityków redakcja TVP Info wniosła do Sejmu szpiegowską kamerę i zamontowała dyktafon w jednej z restauracji.

Były szef BOR płk Andrzej Pawlikowski nie rozumie formy protestu, ale przekonuje, że głównym zadaniem BOR w Sejmie jest kontrola pirotechniczna. – Skandalem byłoby, gdyby wniesiono bombę albo nóż – tłumaczy.