W polskim wojsku brakuje aż 20 tys. szeregowych. Wakaty resort obrony chce zmniejszyć rozpoczętą właśnie kampanią.
W środę w dniu święta polskiej armii w telewizji publicznej premierę miał 26-minutowy reklamowy film zamówiony przez MON „Szeregowi zawodowi. Siła charakteru. Moc możliwości".
Można na nim zobaczyć m.in. wojskowego, który zapewnia, że „fajnie jest być żołnierzem". – Służba jest moim życiem i przyszłość wiążę na pewno z wojskiem. A to, że mogę tę służbę pełnić z tak wspaniałymi kolegami, też jest dla mnie zaszczytem – dodaje.
Na kampanię poza filmem składają się telewizyjne spoty reklamowe – w TVP i w Polsacie – w sumie 167, reklamy w radiu, prasie i Internecie. Mają one kosztować MON razem z badaniami społecznymi ponad 1,4 mln zł.
Resort obrony rozpoczął kampanię teraz, na 4,5 miesiąca przed wejściem w życie zmian emerytalnych dla wojskowych.
– Premiera filmu miała związek z uroczystymi obchodami Święta Wojska Polskiego i zwiększonym zainteresowaniem społeczeństwa tematem polskiej armii – tłumaczy biuro prasowe resortu.
Zawodowym żołnierzem nie można zostać tak wprost z ulicy. – Wcześniej trzeba dostać skierowanie z WKU na czteromiesięczny kurs przygotowawczy, a potem zostać przeniesionym do Narodowych Sił Rezerwy – mówi Sławomir Ratyńsk ze Sztabu Generalnego.
Teoretycznie więc większość nowych szeregowych zasili armię w przyszłym roku. Ale z marszu mundur mogą założyć ci, którzy już szkolenia mają za sobą, np. byli żołnierze, którzy w czasie kryzysu zechcą wrócić. Ci będą musieli odsłużyć jedynie 15 lat.
Opozycja widzi jeszcze inny problem. – Kampania jest nieporozumieniem, bo z jednej strony zachęca się do zostania żołnierzem zawodowym, a z drugiej nie rozwiązano kwestii żołnierzy kontraktowych – tłumaczy Stanisław Wziątek, poseł SLD, wiceszef Sejmowej Komisji Obrony.
Dodaje, że żołnierze po dwóch, trzech latach służby, a nie po 12 powinni wiedzieć, czy mogą na stałe zostać w wojsku. – Są już wykształceni i jeszcze nie powinni odchodzić z armii – zauważa poseł.