Do warszawskiej siedziby firmy PIMCO zajmującej się handlem bronią wkroczyli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego – dowiedziała się "Rz".
Zabezpieczyli komputery i dokumenty, m.in. systemu wykrywania skażeń chemicznych Cherdes. Te urządzenia od PIMCO kupiło wojsko. Są montowane na rosomakach używanych w Afganistanie.
Z informacji "Rz" wynika, że ABW działała na polecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
– Nie mogę ujawnić żadnych informacji, śledztwo objęte jest klauzulą ściśle tajne – ucina płk Dariusz Knapczyński z prokuratury. Podkreśla, że nikomu nie postawiono zarzutów.
[srodtytul]Wątpliwe systemy [/srodtytul]
Z informacji "Rz" wynika, że wojskowi śledczy badają m.in. dwa wątki: narażenia polskich żołnierzy na niebezpieczeństwo oraz korupcji. Z ustaleń "Rz" wynika, że sprawa rozpoczęła się rok temu. Wówczas do SKW zgłosił się były pracownik firmy PIMCO. Twierdził, że urządzenia Cherdes działają źle.
– Zostało to potraktowane bardzo poważnie, ponieważ dotyczy bezpieczeństwa naszych żołnierzy – mówi "Rz" osoba znająca sprawę.
Kontrwywiad stwierdził, że system bywa zawodny.
Również odpowiedzialne za misję w Afganistanie Dowództwo Operacyjne przyznało "Rz", że część urządzeń zamontowanych na rosomakach jest niesprawna. Jednak nie chce podawać szczegółów. – Z uwagi na bezpieczeństwo żołnierzy oraz prowadzonych operacji – tłumaczy mjr Mirosław Ochyra, rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego. Przedstawiciele firmy PIMCO nie chcieli oficjalnie rozmawiać z "Rz". Nieoficjalnie zapewniają, że system działa dobrze.
Przed zakupem tego sprzętu pozytywne opinie na jego temat wydał gen. Marek Witczak, ówczesny szef Obrony przed Bronią Masowego Rażenia Sztabu Generalnego (był nim w latach 2002 – 2008).
[srodtytul]Generał: nic nie wiem, jestem w szpitalu [/srodtytul]
[link=http://www.rp.pl/artykul/182403,551852-Zawieszony-szef-zandarmerii.html]Jak w środę pisała "Rz"[/link], obecny szef Żandarmerii Wojskowej został zawieszony w pełnieniu obowiązków. Minister obrony na wniosek SKW cofnął mu bowiem dostęp do informacji niejawnych. Jak ustaliła "Rz", właśnie w związku ze sprawą systemu Cherdes.
– Nic nie wiem o śledztwie, jestem w szpitalu – mówi "Rz" gen. Witczak. Jednak on sam w kwietniu zawiadomił prokuraturę wojskową o możliwych nieprawidłowościach przy zamawianiu przez wojsko systemów wykrywania skażeń. – Potwierdzam, że takie postępowanie się toczy – mówi płk Knapczyński. Na razie efektem działań SKW i wojskowej prokuratury jest m.in. zawieszenie przez producenta rosomaków –Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich – kontraktu z firmą PIMCO na dostarczenie systemu Cherdes.
Zakłady sprawy nie komentują. Jak napisał "Rz" ich przedstawiciel Michał Rumin, jest to niejawne "z uwagi na zadania i bezpieczeństwo polskich żołnierzy".
Z ustaleń "Rz" wynika, że prokuratorzy przesłuchali już m.in. pracowników zakładów w Siemianowicach Śląskich oraz firmy PIMCO. Jeden z członków zarządu miał zeznać, że zna gen. Witczaka, spotykał się z nim towarzysko m.in. w warszawskich restauracjach i płacił rachunki.
Potem jednak – jak ustaliła "Rz" – próbował się wycofać z tych zeznań. Poza tym prokuratura ma dowody na pozasłużbowe kontakty gen. Witczaka z przedstawicielami firmy PMKO.
O spotkania z przedstawicielami firmy zbrojeniowej zapytaliśmy na początku sierpnia gen. Witczaka. Nie odniósł się do nich. I skierował do prokuratury zawiadomienie. Uznał, że informacje zawarte w pytaniach "Rz" to ujawnienie tajemnicy śledztwa. Pod koniec sierpnia 2010 r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu zaczęła badać, czy doszło do przecieku. Ppłk Sławomir Schewe z prokuratury potwierdził, że śledztwo trwa. Nie chciał jednak udzielić żadnych informacji.