Kamil Stoch zaczął swój 19. sezon Pucharu Świata. Skąd czerpie motywację człowiek, który wygrał w skokach narciarskich wszystko?

To wyjątkowa umiejętność wynikająca z profesjonalizmu. Kamil wie, że aby odnieść sukces, nie można robić niczego na pół gwizdka. To nie jest proste. Wielu zawodników kończyło kariery, tęskniąc za normalnością. Kamil traktuje skoki nie tylko jako przyjemność, to dla niego również praca. Umie zamykać rozdziały, żeby otwierać nowe. Niewielu to potrafi. Widzę, że jest w nim wciąż ogień.

Czytaj więcej

Kamil Stoch w sobotę był piąty, a w niedzielę nie awansował do finałowej serii.
Puchar Świata: Za Uralem Polacy nie latali

Jak dużo go jeszcze zostało? Stoch przed sezonem właściwie w każdym wywiadzie słyszał pytania o koniec kariery...

Nie ma powodów do zmartwień. Sport się zmienił i skoki wyglądają inaczej niż kiedyś. Zawodnicy wciąż ciężko trenują, ale regeneracja także jest elementem pracy. Oddaje się mniej skoków. Eksploatacja organizmu jest mniejsza, a średni wiek uczestnika zawodów Pucharu Świata wzrósł. Dziś coraz częściej oglądamy skoczków po trzydziestce. Widać, że wciąż są głodni i zdolni do funkcjonowania w świecie, gdzie nieustannie pojawiają się nowe twarze.

Stoch jest dziś zawodnikiem lepszym niż cztery lata temu podczas igrzysk w Pjongczangu?

Na pewno przeżył trochę wymagających startów, nabrał obycia. Jednocześnie jest jednak coraz starszy. Najważniejsze, że skoki nieustannie go cieszą.

Niedawno opowiadał, jak ostatni sezon nauczył go, że trzeba być mocnym przez cały rok i nie wolno skupiać się na konkretnej dacie. To niezwykłe, że tak doświadczony zawodnik wciąż potrafi się rozwijać?

Jego kariera rosła rok po roku. Nie był to krótki rozbłysk, po którym wszystko zgasło. Powoli i konsekwentnie szedł w górę. Wiadomo, że każdemu zdarzają się słabsze okresy, ale on cały czas był w czołówce. Wszyscy skoczkowie wiedzą, że trzeba być mocnym przez cały sezon, a nie skupiać się na jednych zawodach, ale niewielu to potrafi.

Stoch latem przeszedł operację kostki. Jak wpłynęło to na przygotowania do sezonu?

Nie miało większego wpływu. Wiadomo, że tuż po zabiegu nie mógł pracować na pełnych obrotach, powoli wdrażał się w trening. Zaczął przygotowania nieco później, a podczas Letniej Grand Prix musiał zrobić przerwę – doleczyć się, dociągnąć rehabilitację. To także pewnie wskazówka dla kibiców na wypadek słabszego początku sezonu. Chłopaki niejednokrotnie udowadniali przecież, że trzeba w nich wierzyć do samego końca.

Lato jest dla skoczka narciarskiego czasem folgowania czy jeszcze bardziej wytężonej pracy?

Dietę trzeba trzymać cały czas, niezależnie od pory roku. Trening jest ciężki, ale też zupełnie inny niż przed laty. Dziś już nikt nie robi kondycji. Kiedyś na wielu skoczniach nie było wyciągów i musieliśmy chodzić pod górę na piechotę, więc przygotowanie fizyczne było niezbędne. Teraz nie ma takiego problemu, udało się wyeliminować z treningu wiele elementów. Praca jest bardziej specjalistyczna, dostosowana pod konkretnego zawodnika.

Trener Harald Pernitsch mówił, że zawodnicy latem przekroczyli swoje dotychczasowe limity fizyczne. To daje powody do optymizmu?

Obecność Pernitscha w naszym sztabie oraz stworzenie systemu, który powstał dzięki niemu, dało nam możliwość porównywania wyników zawodników. Wiemy, co możemy zmienić: gdzie trzeba dołożyć, co ująć. Dzięki temu cały czas mamy dobre wyniki, a skoczkowie nie są znudzeni treningiem. To bardzo ważne. Rdzeń treningu pozostaje bez zmian, ale nieustannie korygujemy pewne elementy, dzięki czemu w chłopakach nieustannie jest fascynacja i chęć rywalizacji.

Wiele mówi się o wiązaniach, które mają być tajną bronią naszej reprezentacji na sezon olimpijski. To prawda?

Wiem, że po internecie krążą różne plotki. Słyszałem już o kombinezonach, zapięciach, piętkach... Nie mogę niczego zdradzić. Świat nie śpi, każdy próbuje znaleźć coś nowego. Jednocześnie ograniczają nas przepisy, kontrole oraz certyfikaty. Wszędzie są trenerzy techniczni, którzy szukają rozwiązań, podpatrują rywali i testują nowinki w tunelach aerodynamicznych. Skoki są dziś nie tylko rywalizacją zawodników, ale też całych sztabów.

Takie nowinki pokazuje się na początku sezonu czy czeka na najważniejszą imprezę roku?

Byłem zszokowany. Słyszałem oczywiście plotki, że TVP może nie dostać sublicencji, ale ostatecznie takiego rozwiązania się nie spodziewałem

Wiele zależy od tego, jak w konkretnym momencie czuje się dany team. Niektórzy są mocni i niczym się nie przejmują. Inni próbują straszyć. Najtrudniejsza jest sytuacja, kiedy jakiś zawodnik wyskakuje z elementem, którego nie widać. To jest problem i wyzwanie dla innych. Nasz sport zaczął przypominać Formułę 1, gdzie ustawienie spoilera może dać setne części sekundy zysku na okrążeniu. U nas jest podobnie. Na pewno nikomu nie uda się osiągnąć takiego efektu, jaki podczas poprzednich igrzysk osiągnął Simon Ammann, ale liczy się każda przewaga. Pół metra może zadecydować o medalu.

Igrzyska w Pekinie będą randką w ciemno, skoczkowie nie mieli okazji poznać skoczni olimpijskiej. Jak to wpłynie na rywalizację?

Nie będzie miało większego znaczenia. Młodsi zawodnicy mogą mieć pewien problem z dostosowaniem się do warunków, ale doświadczeni sobie poradzą. A jeśli ktoś jest w formie, to skocznia nie ma żadnego znaczenia.

Nasi skoczkowie to kandydaci do walki o medale indywidualnie i w drużynie. Jakie nadzieje wiążemy z mikstem?

Dobre pytanie, bo na pewno spore. Mamy mocnych zawodników i jeśli dziewczyny poskaczą na niezłym poziomie, to w Pekinie wszystko może się zdarzyć. Uważam, że stać byłoby nas nawet na walkę o medal. Wiadomo, że mężczyźni w skokach bywają nieobliczalni, ale co w takim razie powiedzieć o kobietach...

Czytaj więcej

TVN chce zyskać młodzież

Istnieje ryzyko, że sezon olimpijski będzie dla kilku naszych zawodników ostatnim tańcem i ktoś z kadry seniorów zakończy karierę?

Nie prowadzimy takich rozmów. Koniec kariery to indywidualna sprawa każdego zawodnika i nikt z nas nie będzie o to dopytywał ani drążył tematu. Mogę jedynie powiedzieć, że z perspektywy Polskiego Związku Narciarskiego im dłużej będą skakać nasi najbardziej doświadczeni zawodnicy, tym lepiej. Wyniki liderów inspirują młodzież. Musimy też pamiętać, że ci starsi ciągle odnoszą sukcesy.

Perspektywa zakończenia kariery na szczycie, po ewentualnym sukcesie w Pekinie, może być kusząca. Pan tak właśnie zrobił...

Mamy talenty i teraz trzeba je szlifować, aby nie zginęły

Planowałem to od dwóch lat. Postanowiłem sobie, że jeśli uda mi się wywalczyć medal podczas mistrzostw świata w Oslo, to zakończę karierę, bo chcę pożegnać się ze skokami, będąc na szczycie. Udało się. Ewentualne niepowodzenie sprawiłoby z kolei, że po tamtej imprezie po prostu skakałbym dalej.

Wyniki ostatnich mistrzostw Polski i wysokie miejsca Jana Habdasa czy Klemensa Joniaka dają powody do optymizmu?

Jesteśmy bardzo zadowoleni. Widać, że praca naszych trenerów przynosi efekty i wracamy na dobre tory sprzed kilku lat, kiedy mieliśmy zawodników regularnie sięgających po medale mistrzostw świata juniorów. Mamy talenty i teraz trzeba je szlifować, aby nie zginęły.

Jak pan zareagował na informację, że transmisje konkursów Pucharu Świata pokaże TVN?

Byłem zszokowany. Słyszałem oczywiście plotki, że TVP może nie dostać sublicencji, ale ostatecznie takiego rozwiązania się nie spodziewałem. Telewizja Polska wciąż będzie jednak naszym partnerem, bo pokaże zawody krajowe, mistrzostwa świata w lotach i igrzyska olimpijskie.

Nowy nadawca to szansa czy zagrożenie?

Nasza współpraca z TVP wyglądała dobrze i mam nadzieję, że teraz będzie podobnie. Skoki wciąż będą w otwartym kanale, a TVN to bogata stacja. Słyszałem, że chcą brać przykład z wzorców wypracowanych w przeszłości przez niemiecki RTL. Mam nadzieję, że tak będzie. Chcemy, aby nasz sport się rozwijał i był pokazywany w jak najlepszym świetle.