Ukraiński ekspert o pomocy USA: Straciliśmy blisko pół roku. Liczy się każdy dzień

To nie jest jeszcze ten moment, byśmy mówili o jakimś przełomie. Rosja codziennie wydaje około 500 mln dolarów na wojnę – mówi „Rzeczpospolitej” Ołeksij Melnyk, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z kijowskiego Centrum Razumkowa.

Publikacja: 22.04.2024 04:30

Żołnierze z 43. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej Sił Zbrojnych Ukrainy ostrzeliwują pozycje rosy

Żołnierze z 43. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej Sił Zbrojnych Ukrainy ostrzeliwują pozycje rosyjskie z haubicy samobieżnej 155 mm 2C22 „Bogdana” w obwodzie charkowskim

Foto: ANATOLII STEPANOV / AFP

Pakiet pomocy Ukrainie przegłosowany w Izbie Reprezentantów. Jak w Kijowie przyjęto tę oczekiwaną od miesięcy wiadomość?

Stuprocentowej pewności nie było, ale ostatnie wypowiedzi Mike’a Johnsona dawały nadzieję, że do tego dojdzie. Ukraińskie media i sieci społecznościowe śledziły to głosowanie na żywo, bo to niezmiernie ważna dla nas decyzja. Przyjęta z wielką radością. W pierwszej kolejności czekali na to wojskowi, którzy siedzą w okopach. Wiedzą, jak ważna dla nas jest pomoc amerykańska.

Prezydent Wołodymyr Zełenski wprost mówił, że bez tej pomocy Ukraina przegra wojnę z Rosją. Jest aż tak źle?

W Ukrainie ta wypowiedź była komentowana, bo dotychczas rządzący w Kijowie nie podważali tego, że Rosja przegra tę wojnę. Wygramy tę wojnę, ale nie wiemy, jaką cenę będziemy musieli za to zapłacić. Myślę, że ta wiadomość była skierowana przede wszystkim do zachodniego odbiorcy, by obudzić Zachód. Na froncie mamy co najmniej pięciokrotnie mniej pocisków artyleryjskich od Rosjan. Po drugie Zełenski mówił, że kończą nam się rakiety do systemów obrony przeciwlotniczej. Nie trzeba być ekspertem czy mieć dostęp do tajnych informacji, by zobaczyć, co się działo. W ciągu ostatnich dni Rosjanie – jak w tarczy na strzelnicy – uderzali w krytyczną infrastrukturę w Ukrainie. Jeżeli wcześniej obrona przeciwlotnicza przechwytywała od 85–100 proc. rakiet i dronów, to ostatnio z dziesięciu rakiet zestrzeliwano tylko dwie. Owszem, wszystko zależy od rodzaju wystrzeliwanej przez Rosjan broni i konkretnej sytuacji, ale wszystko wskazywało na to, że brakuje nam rakiet.

W ciągu ostatnich dni Rosjanie jak do tarczy na strzelnicy rozstrzeliwali krytyczną infrastrukturę w Ukrainie. 

Ołeksij Melnyk, kijowski ekspert z Centrum Razumkowa

Jaka jest sytuacja na froncie?

Na linii frontu w ciągu kilku ostatnich miesięcy jednym z najgorszych problemów jest to, że Rosja używa sterowanych bomb lotniczych typu KAB-500. Rosyjskie lotnictwo taktyczne uderza nimi z odległości mniej więcej 70 kilometrów. Nie da się z tym walczyć, na linii frontu brakuje systemów obrony przeciwlotniczej.

Ostatnio ukraińskim siłom udało się zestrzelić rosyjski bombowiec Tu-22M3, po raz pierwszy od początku wojny.

To była pojedyncza operacja, bo liczba wyrzutni jest bardzo ograniczona. I wiąże się z dużym ryzykiem, bo taką wyrzutnię trzeba zabrać z jakiegoś obiektu na czas takiej operacji. Wiąże się to z ryzykiem utraty takiego systemu i jednocześnie narażony jest obiekt, który był przez niego chroniony. Systemów obrony przeciwlotniczej na linii frontu powinno być znacznie więcej. Bo ostatnio rosyjskie samoloty przelatywały już przez linię frontu i bombardowały nasze pozycje. Widocznie czuły się bezpiecznie, bo wcześniej nie zbliżali się aż tak bardzo.

Rozumiem, że pomoc USA o wartości prawie 61 mld dolarów ma radykalnie zmienić tę sytuację?

To nie jest jeszcze ten moment, byśmy mówili o jakimś przełomie. Rosja codziennie wydaje około 500 mln dolarów na wojnę. Pomoc amerykańska jest szczegółowo rozpisana, to nie czek na 61 mld dolarów. Część tych pieniędzy pójdzie na broń dla Ukrainy i będzie pochodziła przeważnie z magazynów Pentagonu. Osobiście uważam, że cała pomoc, niezależnie od tego, ile pójdzie na cele wojskowe, jest ważna. Część ma zasilić nasz budżet. W przeciwnym wypadku trzeba byłoby dokonać trudnego wyboru. Czy pozostawić bez pensji lekarzy i nauczycieli, a emerytów bez emerytur, by móc kupować pociski i wypłacać wynagrodzenia żołnierzom. Straciliśmy blisko pół roku, to były bardzo krytyczne dla Ukrainy dni, miesiące. Najważniejsze jest to, by ta pomoc jak najszybciej nadeszła, by nie było zwłoki.

W przeciwnym wypadku trzeba byłoby dokonać trudnego wyboru. Czy pozostawić bez pensji lekarzy i nauczycieli, a emerytów bez emerytur, by móc kupować pociski i wypłacać wynagrodzenia żołnierzom.

Ołeksij Melnyk, kijowski ekspert z Centrum Razumkowa

Liczy się każdy tydzień?

Z doniesień Sztabu Generalnego Ukrainy wynika, że tylko w sobotę doszło do 130 starć na linii frontu. W ciągu ostatniego miesiąca średnio dziennie było około 100 takich starć. Widać, że Rosja próbuje maksymalnie wykorzystać to, że Ukraina jest osłabiona i armii brakuje pocisków, chcą jak najdalej przesunąć się w głąb naszego kraju. Liczy się każdy dzień.

Coraz więcej pojawia się informacji, że Władimir Putin domaga się „sukcesów” od swoich dowódców wojskowych przed obchodzonym w Rosji 9 maja Dniem Zwycięstwa i paradą w Moskwie. W którym miejscu Ukraina spodziewa się rosyjskiej ofensywy?

Rosjanie mają takie przywiązanie do pewnych dat. Przed wyborami prezydenckimi w Rosji musieli zdobyć Awdijiwkę. Tam Moskwa nie liczyła się ze stratami. Niewykluczone, że przed 9 maja do czegoś podobnego dążą. Strategiczne cele Rosji pozostają niezmienne. Chcą zniszczyć Ukrainę. Celem taktycznym natomiast obecnie jest zdobycie miejscowości Czasiw Jar (obwód doniecki – red.), przerabiali to już w Bachmucie i Awdijiwce. Koncentrują całą uwagę w jednym miejscu, non stop zrzucają 500-kilogramowe bomby. Jedna pozostawia po sobie 10-metrową dziurę w ziemi.

Tam nie da się przebywać, nie mówiąc już o tym, by walczyć. Żadne fortyfikacje obronne, nawet podziemne, nie pomogą, wszystko jest równane z ziemią. Do tego nacierają wojska lądowe, naciskają i naciskają. Trudno jest powstrzymywać siły wroga, oszczędzając pociski artyleryjskie, nie mając systemów obrony przeciwlotniczej i lotnictwa, które może wypędzić z naszego nieba rosyjskie bombowce.

Podobno, gdyby Rosjanom udało się zająć Czasiw Jar, mieliby otwartą drogę do Słowiańska i Kramatorska, ostatnich ważnych miejscowości pod kontrolą Ukrainy w obwodzie donieckim. Jest takie ryzyko?

Tak, to priorytetowy cel Rosjan, chcą okupować całe terytorium obwodu donieckiego. Obwód ługański okupowano niemal w całości, w donieckim jest inaczej. To może być ich cel w ciągu najbliższych miesięcy.

A co z Charkowem, który armia Putina bombarduje niemal codziennie?

Jest takie ryzyko, że poprzez te nieustające ostrzały Rosja sprowokuje kolejny kryzys migracyjny. Jeżeli doprowadzą miasto do ruiny i nie da się w nim żyć, to możemy się spodziewać fali uchodźców stamtąd. Chodzi o około milion ludzi, którzy pojadą do innych miast kraju albo dalej na Zachód. Nie sądzę jednak, że Rosjanom uda się okupować miasto, bo do okupacji Bachmutu dążyli około dziewięciu miesięcy, do Awdijiwki wkraczali przez pół roku. A to znacznie mniejsze miejscowości. Jeżeli nie dojdzie do jakiejś nadzwyczajnej sytuacji i np. nie zostanie wstrzymana pomoc z Zachodu, to Rosjanie nie będą mieli szans wkroczyć do Charkowa.

Czytaj więcej

Ukraiński ekspert ds. bezpieczeństwa: To nieprzewidywalna wojna

Niedawno Rada Najwyższa przyjęła ustawę o mobilizacji. Już w maju ruszy na nowych zasadach. Uda się pozyskać tysiące nowych żołnierzy?

Sama ustawa o mobilizacji problemu nie rozwiązuje. Jest masa kłopotów, które gromadziły się w ciągu ostatniego roku. Sondaże dotyczące mobilizacji pokazują różne nastroje. Jedni boją się zginąć czy wrócić jako kaleka. Inni pytają o zaplecze socjalne i o to, kto będzie karmił ich rodziny, jeżeli zginą na froncie. Zarobki ukraińskich wojskowych są znacząco wyższe od zarobków w zawodach cywilnych. Ale Ukraina to nie Rosja, to tam idą na wojnę dla pieniędzy. U nas jest inaczej. Problem jest inny.

Z projektu ustawy zniknął wpis dotyczący terminu służby. To jedna z najbardziej demotywujących kwestii. W pierwsze dni wojny myślano, że to potrwa jeszcze najwyżej kilka miesięcy. Dzisiaj wojskowi pytają, ile to jeszcze potrwa: dopóki zginę czy stracę nogi? Wielu walczy od ponad dwóch lat i miało jedynie krótką 15-dniową przepustkę. To ważna kwestia. I tu nie chodzi o to, że ktoś nie chce walczyć. 

Czytaj więcej

Ukraiński ekspert o przebiegu wojny: Nie znamy całej sytuacji

Podobno obawiano się, że Ukraina nie zdąży w tak krótkim czasie zmobilizować i przygotować nowych żołnierzy.

Początkowo w projekcie ustawy zakładano, że żołnierze otrzymają prawo do zwolnienia po 36 miesiącach służby, a to oznacza, że wielu miałoby takie prawo już za dziesięć miesięcy. To jednak nie oznacza, że wszyscy w jednym momencie by z tego skorzystali. Ale widocznie uznano, że na razie nie byłoby kim zastąpić tych najbardziej doświadczonych i najdłużej walczących. To długotrwały proces. Nie wystarczy zmobilizować, trzeba w odpowiedni sposób przygotować żołnierzy, zintegrować z zespołem. Musi być też spójność jednostek.

Pakiet pomocy Ukrainie przegłosowany w Izbie Reprezentantów. Jak w Kijowie przyjęto tę oczekiwaną od miesięcy wiadomość?

Stuprocentowej pewności nie było, ale ostatnie wypowiedzi Mike’a Johnsona dawały nadzieję, że do tego dojdzie. Ukraińskie media i sieci społecznościowe śledziły to głosowanie na żywo, bo to niezmiernie ważna dla nas decyzja. Przyjęta z wielką radością. W pierwszej kolejności czekali na to wojskowi, którzy siedzą w okopach. Wiedzą, jak ważna dla nas jest pomoc amerykańska.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konflikty zbrojne
Rosyjska ofensywa ostatecznie utknęła. Eksperci jednak nie chcą uwierzyć, że to już jej koniec
Konflikty zbrojne
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 815
Konflikty zbrojne
Jak duże jest rosyjskie zagrożenie? Niemieccy politycy przestrzegają, obywatele się nie boją
Konflikty zbrojne
Ukraina upamiętnia ofiary ludobójstwa na Tatarach krymskich
Konflikty zbrojne
Rosjanie po raz pierwszy skutecznie uderzyli w Starlinki. Ukraińska brygada "oślepiona"