Wkrótce w Sejmie pierwsze czytanie rządowego projektu zmian w ustawie o strażach gminnych.
– Trudno mówić o rewolucji – zastrzega Wioletta Paprocka, rzecznik MSWiA. Zmiany są jednak poważne. Strażnicy nie otrzymają wprawdzie kabur z pistoletami, ale dostaną paralizatory, na które nie jest wymagane pozwolenie na broń. Będą też mogli przeprowadzać rewizje osobiste.
– Chodzi głównie o bezpieczeństwo strażników. Zatrzymany może np. mieć ukryty nóż – mówi Paprocka.
Dlatego niektórzy posłowie poszliby dalej, niż proponuje rząd. – Moim zdaniem strażnicy powinni nosić broń. Tym bardziej że taką możliwość mają obywatele. Dlaczego strażnik miałby być bezbronny w konfrontacji z przestępcami? – pyta Ryszard Zbrzyzny z SLD.
Nie jest w tym przekonaniu odosobniony. Za przyznaniem strażnikom prawa do posiadania broni opowiedziało się 36 proc. badanych w sondażu GfK Polonia dla „Rz”.
Sami strażnicy podchodzą do tego sceptycznie. – Czasem widok broni budzi dodatkową agresję u zatrzymanego – mówi Przemysław Piwecki, rzecznik straży miejskiej w Poznaniu. Obecnie straż może mieć broń tylko podczas konwojowania dokumentów i ochrony budynków komunalnych.
Zbrzyzny, który jest autorem poselskiego projektu ustawy o strażach gminnych, nie umieścił w nim zresztą zapisów o broni. Tłumaczy, że lewica woli najpierw załatwić inne ważne dla strażników sprawy. – Chcemy, by mieli podobne uprawnienia emerytalne jak policjanci – mówi Zbrzyzny.
[srodtytul]Niespójne przepisy[/srodtytul]
W Polsce straże zaczęły powstawać na początku lat 90. Dziś działają w blisko 500 miastach i gminach. Służy w nich prawie 9 tys. funkcjonariuszy. Ich status jest jednak niejasny.
– Mamy pomagać policji, ale przepisy, do których musimy się stosować, są niespójne. Możemy ukarać kierowcę wjeżdżającego do lasu, ale już nie osobę wyrzucającą tam śmieci – opowiada strażnik miejski z Poznania. – Czasem jesteśmy traktowani jak urzędnicy. U nas nikt nie ma prawa przejść na emeryturę po 15 latach służby.
Efekt? Masowe odejścia. – W tym roku był już trzeci nabór, by uzupełnić luki – mówi rzecznik poznańskiej straży.
Tymczasem kolejne gminy chciałyby tworzyć straże. – W naszym miasteczku służbę jednorazowo pełni dwóch policjantów. Bywa, że po prostu nie mają czasu, by czegoś dopilnować – podkreśla Dorota Lew, burmistrz Czempinia w Wielkopolsce. – Straż ułatwiłaby nam życie, ale wszystko rozbija się o koszty. Gdybyśmy mogli bez zbędnych formalności zawierać porozumienia z sąsiednimi gminami, byłoby łatwiej.
Rząd chce więc ułatwić samorządom powoływanie straży. Gminy z jednego województwa mogłyby stworzyć wspólną formację. Wystarczyłaby do tego decyzja wójtów, burmistrzów czy prezydentów.
O potrzebie istnienia straży miejskich jest przekonana większość Polaków. Potwierdza to sondaż dla „Rz”. Przeszło połowa badanych dobrze ocenia pracę strażników w swojej miejscowości. Jednocześnie 25 proc. twierdzi, że uprawnienia tej formacji są zbyt małe.
[srodtytul]Strażnik jak policjant?[/srodtytul]
PO zamierza te uprawnienia zwiększać. – Chcemy, aby straż miejska funkcjonowała na trochę podobnych zasadach jak policja – deklaruje Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy. – Formacje już teraz ściśle ze sobą współdziałają i to często z bardzo dobrym skutkiem, np. podczas zamieszek przed meczem Legii z Polonią Warszawa.
– Byłbym ostrożny, jeśli chodzi o rozszerzanie kompetencji straży miejskiej – mówi natomiast Marek Ast, poseł PiS z Sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. – Polska to nie USA. Od ścigania przestępców mamy policję. A straż? Są samorządy, gdzie funkcjonuje świetnie, a są takie, gdzie mogłaby się stać elementem lokalnych układów.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora [link=mailto:l.zalesinski@rp.pl]l.zalesinski@rp.pl[/link]