Polskie aglomeracje zamieniły się ostatnio w wielkie place budowy. Z wyliczeń "Rzeczpospolitej" wynika, że 22 największe i wojewódzkie miasta w latach 2007–2009 przeznaczyły na inwestycje aż 24 mld zł.
Najwięcej wydała Warszawa – wydatki na inwestycje sięgające niemal 6 mld zł robią wrażenie. Ale w przeliczeniu na jednego mieszkańca to Wrocław okazał się liderem – nakłady per capita na inwestycje wyniosły tam aż 4,8 tys. zł, podczas gdy w stolicy ok. 3,4 tys. zł.
– Inwestycje prowadzone w ostatnich latach były rekordowe w powojennej historii Wrocławia – ocenia ostatnią kadencję prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.
Władze miasta postawiły przede wszystkim na rozwój sieci drogowej. Ale w związku z przygotowaniami do Euro 2012 w połowie 2011 r. gotowy będzie też stadion miejski, który ma kosztować ok. 850 mln zł. Gigantyczna inwestycja w większości finansowana jest kredytem.
Realizacja tych projektów odbija się jednak na poziomie zadłużenia miasta. Od końca 2006 r. do końca 2009 r. dług wzrósł aż o 1,3 mld zł (do 1,8 mld zł). Każdy wrocławianin ma więc do spłaty o 2 tys. zł więcej (w sumie ok. 2900 zł) niż trzy lata wcześniej.
– Zadłużanie się miast jest pozytywnym zjawiskiem, jeśli pieniądze są przeznaczane na inwestycje poprawiające jakość życia mieszkańców – komentuje dr hab. Wojciech Dziemianowicz z UW. – Jednym ze wskaźników oceny tych inwestycji są właśnie wybory samorządowe – dodaje.
Wśród miast, które wydawały najmniej, jest Bydgoszcz. Prezydent tego miasta Konstanty Dombrowicz podkreśla, że inwestowałby więcej, gdyby rząd w dostatecznym stopniu finansował np. edukację. – W ciągu ośmiu lat dołożyliśmy do oświaty 640 mln zł z budżetu miasta – dowodzi.
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/565868.html]Anna Cieślak-Wróblewska: Samorządy inwestują na potęgę. Ocenią wyborcy[/link][/b]