Zapytam jak kibic kibica: co szybciej nastąpi – powrót Polonii do Ekstraklasy czy naprawa Trybunału Konstytucyjnego?

Genialne wejście w rozmowę, przyznam, że takiego pytania się nie spodziewałem. Powiem tak: najstarszemu warszawskiemu klubowi piłkarskiemu życzę jak najlepiej, ale oczywiście dużo istotniejsze, także dla mnie, jest to, czy konstytucyjne organy władzy publicznej wykonują prawidłowo swoje zadania. Ze względu na rangę tego, o czym mamy rozmawiać, ale także ze względu na kalendarz działań związanych z funkcjonowaniem tych podmiotów, jestem przekonany, że Trybunał Konstytucyjny zacznie prawidłowo wykonywać swoją funkcję w perspektywie istotnie innej niż ta dotycząca choćby rozgrywek ligowych.

Sędzia Maciej Berek: Zbliżam się do tej umownej granicy okresu oczekiwania na złożenie ślubowania i jestem tego świadomy

Rozumiem zatem, że ma pan już umówionego notariusza?

Jeśli będę postawiony w sytuacji konieczności złożenia ślubowania sędziego Trybunału Konstytucyjnego w innej formie niż ta tradycyjnie przyjęta, to jestem na to gotowy, bo to mój obowiązek. TK w orzeczeniach K 34/15 i K 35/15 wydanych w grudniu 2015 r. wprost wskazywał, że wybrany przez Sejm sędzia TK powinien mieć możliwość złożenia ślubowania niezwłocznie po wyborze i taka możliwość powinna zostać więc stworzona niezwłocznie przez prezydenta. Trybunał podkreślał, że przyjęcie ślubowania od nowo wybranego przez Sejm sędziego Trybunału jest obowiązkiem prezydenta, ale też przypominał, że odmowa złożenia ślubowania przez sędziego oznacza skutek w postaci zrzeczenia się stanowiska i dlatego krytycznie oceniał rozwiązania, które miałyby przedłużać oczekiwanie na złożenie ślubowania przez sędziego. Ja zbliżam się do tej umownej granicy okresu oczekiwania na złożenie ślubowania i jestem tego świadomy.

Oczywiście byłoby znacznie lepiej, gdyby prezydent chciał wrócić do tego, co było dobrym obyczajem i dobrą tradycją, że sędziowie składają ślubowanie w czasie przez niego wyznaczonym i w miejscu, w którym jest fizycznie obecny.

Ale mamy, jak pani redaktor wie, czworo sędziów Trybunału, którzy nie dostąpili tej możliwości, a wypowiedzi przedstawicieli Kancelarii Prezydenta w mojej sprawie zdają się sugerować, że ja podobnie mam być potraktowany. Formułowane są sztuczne argumenty prawne, a wszystko ma w praktyce prowadzić do tego, by sędziowie wybierani przez obecną większość parlamentarną po prostu nie mogli w Trybunale sprawować swoich funkcji ze względu na, jak można to rozumieć, interes osób, które w tym Trybunale już są.

Czytaj więcej

Bogdan Święczkowski chce dyscyplinarek dla nowych sędziów TK

A dopuszcza pan sytuację, w której pana ślubowanie odbędzie się w Sejmie? W przypadku wspomnianej czwórki padał zarzut, że to miejsce dodatkowo upolityczniło cały akt.

Jeśli prezydent nie chce być gospodarzem takiej uroczystości, to marszałek Sejmu, czyli druga osoba w państwie jako organizator – podkreślam: organizator i ktoś, kto udostępnia przestrzeń – wydaje się być jak najbardziej właściwy. Na potrzeby politycznego zamieszania wytworzono z tego konstrukcję, że ślubowanie czworga sędziów odbyło się „wobec marszałka Sejmu”. To nieprawda. Ci sędziowie bardzo wyraźnie mówili, że składają ślubowanie „wobec prezydenta” i dostarczyli rotę tego ślubowania z podpisem notarialnie poświadczonym do Kancelarii Prezydenta.

Może bardziej neutralna byłaby siedziba Krajowej Rady Sądownictwa? Niedawno odbyły się w niej alternatywne wobec tych zorganizowanych przez Bogdana Święczkowskiego obchody 40-lecia TK.

Niczego nie przesądzam, niczego nie wykluczam. Każda przestrzeń, w której miałoby się to odbyć, musi mieć walory miejsca adekwatnego do rangi tej uroczystości.

Sondował pan, czy wygodne są krzesła w przedsionku Trybunału? Bo zapewne zajmie pan piąte.

Chciałbym panią redaktor i czytelników „Rzeczpospolitej” zapewnić, że żaden z sędziów Trybunału nie planuje na długo zasiadywać w tym przedsionku i zrobimy wszystko, żeby sytuacja, której jesteśmy świadkami, się zakończyła. Rozumiem lekką prowokację w pani pytaniu, chociaż tak naprawdę nie powinna ona być skierowana do osób, które starają się robić wszystko, co jest możliwe, by ów okres niedopuszczania sędziów do sprawowania ich obowiązków został zakończony.

Czytaj więcej

Żurek chce odbudować TK w najbliższych tygodniach. Nie wyklucza asysty policji

Robić wszystko, czyli co? W czym pan, mówiąc brutalnie, jest lepszy od pozostałej czwórki, bo w różnych publicznych wypowiedziach pobrzmiewa narracja, że oto przyjdzie Berek i wreszcie zrobi porządek.

A ja w każdej wypowiedzi podkreślam, że nie mam magicznej różdżki, natomiast my razem, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, którzy zostali wybrani przez Sejm w tej kadencji – już ośmioro ze mną po złożeniu ślubowania – mamy sprawę przemyślaną i przygotowaną, jak stosując obowiązujące przepisy, także te uchwalone w poprzedniej kadencji przez obecną opozycję, doprowadzić do tego, żeby Trybunał Konstytucyjny zaczął funkcjonować.

Ale jak Bogdan Święczkowski nie będzie chciał państwa wpuścić do Trybunału, to nie wpuści, a nawet ósemka sędziów, ale zebrana gdzieś poza siedzibą TK i bez formalnej inicjatywy prezesa TK nie sformułuje Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału, niezbędnego do podjęcia wszelkich innych kroków naprawczych.

Powtórzę, ośmioro, a może i większa grupa sędziów jest w stanie doprowadzić do tego, żeby Trybunał Konstytucyjny zaczął funkcjonować i wrócił na tory, z których został wykolejony działaniami przede wszystkim kierującego jego pracami sędziego Święczkowskiego. Z oczywistych względów nie byłoby jednak rozsądne, gdybym na łamach nawet tak szacownego tytułu opowiadał o szczegółach tej konstrukcji prawnej, która jest przemyślana i przygotowana.

Sędzia Maciej Berek o powołaniu Bogdana Święczkowskiego na prezesa TK: To jest wada, która ma charakter nieusuwalny 

Ze sformułowania „kierujący pracami Trybunału” wnioskuję, że nie uważa pan Bogdana Święczkowskiego za legalnego prezesa Trybunału?

To nie jest kwestia mojego uważania, to jest zdolność czytania ze zrozumieniem. Mamy ubiegłoroczne orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które spuentowało pojawiające się już wcześniej zarzuty prawne wobec procedury powoływania prezesa Trybunału Konstytucyjnego i udziału w niej osób, które nie były uprawnione do tego, żeby sprawować funkcję sędziowską w Trybunale. To jest wada, która ma charakter nieusuwalny. Orzeczenie literalnie dotyczyło sędzi Julii Przyłębskiej, ale wady prawne są identyczne w przypadku procedury wyłonienia kandydatury sędziego Święczkowskiego.

Nazywając rzecz po imieniu chodzi o dublerów. A sędzia Bartłomiej Sochański jest legalnym wiceprezesem TK? Pytam, bo wobec braku prezesa to on mógłby zwołać zgromadzenie.

Pani redaktor chciałaby, żebym w naszej rozmowie przesądził wszystkie elementy, natomiast proszę też pamiętać o tym, że jako sędziowie Trybunału Konstytucyjnego być może będziemy musieli się pochylać nad tymi kwestiami już w ramach składów orzekających, zatem nasze wypowiedzi publiczne muszą być miarkowane. Natomiast zaakcentuję jeszcze raz: ci, którym wydawało się, że przygotowali przepisy betonujące różne instytucje, nie byli aż takimi mistrzami sztuki prawnej, jak im się wydawało.

Wszystkie te przepisy są precyzyjnie przeanalizowane i będą zastosowane zgodnie z tym, co z nich wynika, ale z oczywistych względów szczegółów tej konstrukcji nie mogę państwu przedstawić.

Czytaj więcej

TK mógłby zacząć funkcjonować normalnie. Sędzia wskazuje, co musi się stać

Nieuwzględnienie planu wydatków Trybunału Konstytucyjnego w projekcie budżetu państwa to część planu czy złośliwość ze strony ministra finansów? Słyszymy, że powodem jest niezaakceptowanie tego planu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Sprawdziliśmy - w przeszłości takie sytuacje miały już miejsce, a raz trybunalskie zgromadzenie przyjęło stosowna uchwałę już po przyjęciu projektu budżetu przez Radę Ministrów.

Minister finansów, konstruując projekt budżetu państwa, w przypadku podmiotów cieszących się tzw. autonomią budżetową opiera się na materiałach, które są przedstawiane przez szefów tych instytucji. W zwykłej sytuacji nie weryfikuje, czy dochowane zostały procedury przewidziane w odrębnych ustawach, np. czy w przypadku Najwyższej Izby Kontroli w sprawie planu wydatków wypowiedziało się wcześniej Kolegium NIK. Minister domniemywa, że w dobrze funkcjonującym państwie prawa organy władzy publicznej tego prawa przestrzegają.

Ale w tym roku sytuacja była szczególna, bo mieliśmy publicznie dostępną informację, że zgromadzenie się nie odbyło, zatem nie podjęło wymaganej uchwały. Co więcej, mieliśmy zawiadomienie ze strony części sędziów Trybunału Konstytucyjnego, że uniemożliwiono im udział w tym zgromadzeniu. I w tym momencie to domniemanie, na którym normalnie opiera się minister finansów, odpada, bo on nie mógł powiedzieć: ja nie wiedziałem.

A skoro wie, że doszło do naruszenia, to wie, że ten dokument, który otrzymał, nie został przyjęty przez uprawniony podmiot, i w związku z tym nie może go potraktować jako spełniający warunki wynikające z ustawy o finansach publicznych. Zatem nieuwzględnienie w budżecie planu dochodów i wydatków TK było wręcz obowiązkiem prawnym ministra finansów.

21 września wysłał pan list do prezydenta, wnioskując czy apelując o niezwłoczne zaproszenie na ślubowanie. Dostał pan jakąś formalną odpowiedź?

Nie.

A kiedy się panu skończy cierpliwość? Wspomniał pan, że ślubowanie powinno zostać zorganizowane niezwłocznie. Jak pan liczy upływ tego „niezwłocznie”, od dnia wyboru, czyli od 4 września?

Nie, liczę go od momentu, w którym powinna się rozpocząć moja kadencja. Zgodnie z danymi, za które odpowiada Sejm, bo Sejm dokonuje wyboru sędziów Trybunału, kadencja powinna się rozpocząć 16 września.

Jak to możliwe, przecież dopiero 18 września zakończyła się kadencja Justyna Piskorskiego, po którym objął pan miejsce w trybunale. Nie może się rozpocząć kadencja, gdy poprzednia jeszcze trwa.

W przypadku sędziego Piskorskiego trudno mówić o kadencji, bo była to osoba wybrana na stanowisko poprzednio już obsadzone…

…czyli znów dubler.

Tak. Powinniśmy więc raczej wskazywać, że się uwolnił swoisty interwał kadencyjny, bez mówienia o zakończeniu kadencji poprzednika, niestety. Różnica dat wynika z tego, że Sejm od zawsze liczy kadencję sędziów Trybunału Konstytucyjnego od dnia wyboru, jeśli jest to wybór na miejsce już wakujące, lub od dnia wskazanego w uchwale Sejmu, jeśli ten wybór następuje na miejsce zwalniające się za jakiś czas. Natomiast Trybunał w pewnym momencie chyba zaczął tworzyć fikcję, w której objęcie funkcji sędziego jest uzależnione od tego, czy kierujący pracami Trybunału otworzy drzwi i powie: oto ja was wpuszczam. Wtedy zaczęła się pojawiać różnica w datach, a na stronie TK – alternatywny kalendarz wobec tego, który prowadzi Sejm.

Czytaj więcej

TK bez pieniędzy. Sędziowie wzywają do zwołania Zgromadzenia Ogólnego

Z czego pan żyje w tym momencie?

Zostałem wybrany 4 września, zatem moja sytuacja jest naprawdę dobra. Czego nie można powiedzieć o czwórce sędziów, którzy w kwietniu złożyli ślubowanie i dotąd nie zostali dopuszczeni do orzekania. Troje to nauczyciele akademiccy, ale jeden od kwietnia nie ma żadnego innego zatrudnienia. To jest sytuacja niedopuszczalna i alarmująca. Te osoby stają się w jakimś sensie zakładnikami tej dysfunkcji, której ciągle jeszcze w państwie doświadczamy. Mówimy o uposażeniu, ale też o kwestiach ubezpieczeniowych.

A jeżeli ten stan będzie trwał, to uważa pan, że jakieś inne organy państwowe powinny zająć się wypłatą wynagrodzeń sędziom?

Jest coś takiego jak odpowiedzialność Skarbu Państwa za działania jego organów, więc w skrajnym przypadku może wchodzić w grę tego typu ścieżka, ale ja cały czas wracam do – nie chcę tego nawet nazywać nadzieją – tylko uzasadnionego oczekiwania, że obecna sytuacja powinna się w najbliższym czasie zakończyć. I niezależnie od pretekstów, po które się sięga, by nie dopuścić do orzekania prawidłowo wybranych przez Sejm sędziów, problem braku wynagrodzeń zniknie, bo wszyscy wybrani sędziowie zaczną normalnie pracować i otrzymywać wypłaty.

Sędzia Maciej Berek o wątpliwościach dotyczących stażu radcowskiego: Jestem osobą zapewne najbardziej zainteresowaną tym, by problem wyjaśnić i zamknąć

W pana przypadku tym pretekstem, jak pan to ujął, jest wątpliwość, czy spełnia pan wymogi kandydata na sędziego TK, czyli ma 10-letni staż wykonywania zawodu radcy prawnego. Pan przedstawił dokumenty, prezydent uważa, że są one niewystarczające. No i mamy limbo.

Tu dotykamy kilku kwestii. Pamiętajmy, że zarówno ja, jak i pozostała czwórka sędziów Trybunału, byliśmy podmiotem zmiennych opowieści na temat tego, co jest podstawą formułowanych wątpliwości lub zastrzeżeń. W przypadku czwórki sędziów najpierw to były zarzuty proceduralne, potem było twierdzenie o badaniu życiorysów tych sędziów, a ostatnia wypowiedź prezydenta wskazywała, że, jak to z pamięci cytuję, uznał on, że te osoby nie mają wystarczających kwalifikacji prawniczych, bo on to tak ocenił.

W moim przypadku najpierw mieliśmy do czynienia z zarzutem nadmiernej polityczności mojej kandydatury, potem chodziło o nieprzestrzeganie standardu określonego w ustawie, która nie weszła w życie, bo jej nie zaakceptował prezydent Duda, a potem pojawił się wątek związany ze spełnieniem tego wymogu formalnego. I teraz tu są kolejne dwa punkty. Po pierwsze jestem osobą zapewne najbardziej zainteresowaną tym, by problem wyjaśnić i zamknąć. Tylko że Kancelaria Prezydenta, domagając się dodatkowych dowodów, świadomie zaprasza sędziego wybranego przez Sejm do wejścia w procedurę, która nie wynika z przepisów prawa. Organem, który ma prawo zbadać, czy ja spełniam konstytucyjny wymóg wyróżniającej się wiedzy prawniczej, jest Sejm. I Sejm to zbadał. Czy wyobraża pani sobie sytuację, w której prezydent mówi: nie uznaję wyboru rzecznika praw obywatelskich, bo kwestionuję jego kwalifikacje prawnicze?

W przypadku RPO ten wymóg jest nieostro zarysowany, w przypadku kandydata na sędziego TK jest jasny. I albo ma pan 10-letni staż radcowski albo nie.

Zaraz do tego skonkretyzowania dojdę. Uzupełnię tylko poprzednią myśl: prezydent nie jest organem, który kontroluje działalność Sejmu w sprawach związanych z kreacją organu władzy publicznej. To nie to samo co wetowanie ustaw. W procedurze wyboru różnych organów prezydent nie ma uprawnień do stwierdzenia: ja uważam, że oni się pomylili, ja to sprawdzę.

Ale teraz ostatni punkt. Nawet gdybyśmy przyjęli, że taka ścieżka jednak jest, to co ja miałbym zrobić ponad to, co już zrobiłem i co już zostało wyjaśnione? W sprawie mojego stażu wypowiadał się już prezes Krajowej Rady Radców Prawnych pan Włodzimierz Chróścik, a także były wieloletni szef samorządu pan Maciej Bobrowicz. Obydwaj podkreślali, że w świetle ustawy o radcach prawnych jedyną formą wykazania stażu jest wpis na listę radców wykonujących zawód. I ja takie zaświadczenia z okręgowej izby radców prawnych przedstawiłem, ono jest dostępne w domenie publicznej.

Czytaj więcej

Włodzimierz Chróścik o Macieju Berku: jest radcą prawnym i może zostać sędzią TK

Cieszę się, że uważnie czytał pan wywiady z prezesami Chróścikiem i Bobrowiczem, opublikowane w „Rzeczpospolitej”. Ale obydwoje wiemy, że można widnieć w wykazie, ale robić inne rzeczy, np. kierować Rządowym Centrum Legislacji lub być ministrem. Sięgnijmy do Q&A zamieszczonego na stronie OIRP Warszawa, pańskiej izby, jak sądzę. Mamy tam zakładkę „Radca prawny na stanowisku nieradcowskim”, w której czytam: „Osoba posiadająca prawo wykonywania zawodu radcy prawnego, która jest zatrudniona w jednostce organizacyjnej na stanowisku urzędniczym „nieradcowskim”, w tym kierowniczym, nawet jeśli na tym stanowisku realizuje na rzecz pracodawcy jakieś usługi prawnicze, nie wykonuje w ramach tego stosunku pracy zawodu radcy prawnego”. To chyba pasuje do pana sytuacji.

Lecz nie stoi w sprzeczności z tym, o czym rozmawiamy. Bo można pozostawać w stosunku zatrudnienia na stanowisku nieradcowskim i jednocześnie wykonywać zawód radcy prawnego poza tym stanowiskiem, poza tym zatrudnieniem. I to jest właśnie mój przypadek. Są stanowiska, których zajmowanie wyklucza jednoczesne prowadzenie działalności gospodarczej, takiej jak własna kancelaria. Ale nie wyklucza wykonywania zawodu radcy, oczywiście przy zachowaniu wszystkich norm etycznych, zasad dotyczących konkurencji itp. Pomijając brak tego typu procedury „badania”, to oczekiwanie rozliczenia się akurat przeze mnie z konkretnych wykonywanych przeze mnie czynności jako radcy prawnego traktuję jako pozorne także dlatego, że przecież nigdy wcześniej nie oczekiwano tego od innych osób, które powoływały się na swój staż radcowski w analogicznej sytuacji – co miało być podlegać badaniu? Liczba zawartych umów, liczba klientów, a może wartość umów zawieranych w ramach kancelarii radcowskiej? Ta droga prowadziłaby donikąd.

Każdy radca prawny to rozumie. I wielu z nich mówi mi dziś: wpadłeś w kafkowskie klimaty. Bo musisz tłumaczyć coś, co w naszym świecie jest zupełnie naturalne. A ja nie mam wątpliwości, że to wszystko jest pretekstem, wydmuszką, wytworzoną przez określone środowisko polityczne, a podjętą przez przedstawicieli prezydenta. Gdyby nie to, to by wykreowano coś innego.

Maciej Berek o politykach wybieranych na sędziów TK: Doznaliśmy traumy związanej z tym, kogo PiS do Trybunału wskazał

Wspomniał pan o początkowo wytaczanym zarzucie, że jest pan kandydatem politycznym. Tylko jak określić kogoś, kto przychodzi wprost z ław rządowych? To nieczęsta praktyka i z pewnością zła.

Nie zgodzę się z oceną, że przykładem złej praktyki był np. wybór byłej poseł i senator Teresy Liszcz czy byłego senatora Leona Kieresa. Nazwisk osób, które po etapie politycznym potrafiły sprawować funkcję sędziego TK w sposób niezawisły, było więcej. Tylko potem doznaliśmy traumy związanej z tym, kogo Prawo i Sprawiedliwość do Trybunału wskazało i jak te osoby ewidentnie pokazywały niezdolność do przestrzegania wymaganych standardów. Proszę pozwolić mi udowodnić swoją postawą, że ja ów wymóg niezawisłości i niezależności wypełnię. Bo nie mam co do tego wątpliwości.

Łatwo nie będzie, chyba że będzie się pan wyłączał od co drugiej sprawy. Jako minister nadzorujący wdrażanie polityki rządu maczał pan palce w większości uchwalanych przepisów.

Zasady wyłączania sędziego ze składów trybunalskich są wypracowane i obowiązują od lat. I ja oczywiście zawsze będę się wyłączał wtedy, gdy zajdzie taka konieczność. Ale to nie jest tak, że np. w 2027 r. będziemy zajmowali się sprawami dotyczącymi ustaw uchwalonych w 2025 r. Mamy obecnie w TK skargi konstytucyjne obywateli złożone nawet 10 lat temu. Taki jest zastój spraw.

Nie wszystkie tyle czekają, np. wnioski posłów PiS o wydanie zabezpieczenia są rozstrzygane bardzo szybko.

Bardzo dziękuję, że pani to dopowiedziała, bo tak, sprawy ze skarg konstytucyjnych obywateli leżą dziesięć lat, a sprawy osób związanych z Prawem i Sprawiedliwością bywały rozpatrywane w jakimś dziwnym trybie, czasem w ciągu kilkudziesięciu godzin. Dlatego każdy sędzia, który wchodzi do Trybunału, powinien znaczną część swojej aktywności poświęcić na to, żeby zaległości dotyczące skarg konstytucyjnych porozpatrywać, a tam naprawdę okres mojej pracy w strukturach rządowych będzie zupełnie bez znaczenia.

Czytaj więcej

Prof. Ewa Łętowska o sporze wokół TK: Gra na pięciu szachownicach trwa

Zanim pan mi powie, że fotel sędziego TK to marzenie każdego prawnika, proszę o szczerą odpowiedź na pytanie: sam pan wpadł na pomysł, by kandydować, czy premier Donald Tusk panu kazał?

Bycie sędzią Trybunału Konstytucyjnego jest oczywiście dla prawnika wielkim ukoronowaniem jego pracy, ale też powiedzmy sobie szczerze, dzisiaj zdecydowanie się na tę funkcję wiąże się z podjęciem olbrzymiego wyzwania. Wszyscy są dramatycznie zmęczeni tym stanem niefunkcjonowania Trybunału. Do tego dochodzą wypowiedzi polityków odpowiedzialnych za ten stan, którzy stracili władzę i są przerażeni faktem, że obecna większość zastosuje te same przepisy, które obozowi PiS miały zagwarantować wpływ na TK, więc teraz krzyczą: zróbmy reset TK. Ja wiem, że świat polityczny ma swoje reguły, ale nawet w nim powinny być jakieś granice obłudy…

…tylko ja nadal nie słyszę odpowiedzi na moje pytanie o to, czyim pomysłem była pana kandydatura.

Zostałem zgłoszony przez klub parlamentarny, natomiast pomysł mojego kandydowania do Trybunału Konstytucyjnego pojawił się w mojej bezpośredniej rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem. Ta rozmowa miała charakter niepubliczny, więc nie mogę i nie chcę nic więcej o niej opowiedzieć.

Ma pan poczucie, że Donald Tusk naznaczył pana pocałunkiem śmierci? Za taki prof. Ewa Łętowska uznała to, jak premier reklamował pana kandydaturę do TK.

Premier Tusk jest osobą, która niezwykle dużo energii poświęca temu, żeby państwo po latach zapaści, także ustrojowej, postawić na nogi. Pracuje z ludźmi, którzy wierzą, że uda się to zrobić. Natomiast nie dam się namówić na ocenę wypowiedzi pana premiera, które mnie dotyczyły.

Maciej Berek o pomyśle na reset Trybunału Konstytucyjnego: Kluczowe są realne kroki

To może namówię pana na ocenę pomysłu resetu TK, pomysłu niepochodzącego od polityków. Taki plan przedstawiła niedawno Fundacja Batorego, a zakreślił go dr Tomasz Zalasiński.

Bardzo szanuję pana doktora Zalasińskiego, znamy się dobrze, znam jego opracowania. Natomiast jeżeli odnosimy się do inicjatywy środowiska organizacji pozarządowej, trzeba zawsze zapytać o szanse na jej wdrożenie, o to, czy plan jest realny. Nie chodzi o samo hasło, które niektóre środowiska polityczne chętnie podejmą, pozorując chęć uzdrowienia czegokolwiek. Dobrze jest mieć dobry raport, ale życzę jego autorom siły do prowadzenia rozmów w sprawie jego implementacji. W sprawie TK kluczowe są realne kroki.

Czytaj więcej

Alternatywa dla Żurka. Jest nowy plan na reset Trybunału Konstytucyjnego

Czekamy na orzeczenie ETPC i stanowisko Komisji Weneckiej dotyczące kwestii odbierania ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów. To mogą być realne kroki, które posuną nas do przodu, jeśli chodzi o rozwiązanie sporu wokół TK?

Wierzę, że tak, chociaż nie mam też złudzeń, że nie zabraknie osób, dla których to zawsze będzie za mało.

Zapewne ma pan na myśli osoby, które w głębokim poważaniu mają wydane przez Trybunał w Strasburgu w maju zabezpieczenie nakazujące dopuszczenie do orzekania czwórki nowo wybranych sędziów TK.

Cóż, słyszałem wypowiedź sędziego Święczkowskiego lekceważąco wypowiadającego się o zabezpieczeniu, bo zostało wydane „na podstawie regulaminu ETPC określającego stroje urzędników i liczbę krzeseł na sali”. On to naprawdę powiedział. Regulamin ETPC jest aktem, na podstawie którego Trybunał proceduje i rozstrzyga. Nie chcę mi się wierzyć, że sędzia TK o tym nie wie. A jeśli wie, a opowiada takie rzeczy, jest to naprawdę niebezpieczne i trzeba się temu przeciwstawiać. Bo Polska nie wypowiedziała konwencji, jest członkiem Rady Europy, nasi obywatele wnoszą skargi do ETPC, raz wygrywają, raz przegrywają, a obowiązkiem każdego organu państwowego jest respektowanie tych rozstrzygnięć. Podsumowując: myślę, że te wypowiedzi zarówno Komisji Weneckiej, jak ETPC, będą istotne w tym dyskursie, ale tylko dla tych, którzy szanują prawo.

A scenariusz z tą inną formą ślubowania, o której rozmawialiśmy na początku, zostanie wdrożony dopiero po zajęciu stanowiska przez Komisję i ETPC czy nie będzie pan czekał?

Biorąc pod uwagę emocje społeczne, które są celowo wzbudzane przez niektóre środowiska, byłoby z mojej strony nieodpowiedzialne mówienie czegokolwiek, co wskazywałoby na jakiś terminarz zaplanowanych działań.

To proszę przynajmniej zdradzić co z tym siłowym wariantem odbijania TK, przed którym przestrzegają owe środowiska.

Pani redaktor, to jest piękny zabieg retoryczny. Niektórzy mają niezwykłą umiejętność używania słów wbrew ich znaczeniu. Wariant siłowy w Trybunale ma miejsce teraz, bo wybrani przez Sejm sędziowie są niedopuszczani do orzekania i ogranicza im się wstęp do TK. Jak sędzia wchodzi do budynku Trybunału Konstytucyjnego, to tu nie ma żadnego rozwiązania siłowego. Jeśli ktoś uniemożliwia sędziemu wejście do budynku, w którym ten urzęduje, to tego typu działania mają charakter przestępczy i organy państwa mają obowiązek interweniować i zapewnić sędziemu bezpieczeństwo, ochronić go przed ewentualną agresją.

To jest mój apel: przywróćmy pojęciom prawdziwe znaczenie. Wejście sędziów do Trybunału to nie jest zamach. Zamachem jest uniemożliwianie sędziom wejścia do budynku Trybunału.

Sędzia Święczkowski chyba na serio postanowił zadbać o ochronę, bo właśnie zatrudnił byłego szefa CBA jako speca od bezpieczeństwa.

Naprawdę nie interesuje mnie, kogo pan Święczkowski zatrudnia.

A ma pan już dość słuchania o „zabawie w Berka” lub „grze w Berka”?

Jestem gotów z godnością to wytrzymać, jeśli przyczyni się to do przestrzegania prawa i sprawiedliwości, pisanych małymi literami.

Czytaj więcej

Piotr Szymaniak: Do Trybunału z polityczną przeszłością. Pożytki z zabawy w Berka