Klincz w Trybunale Konstytucyjnym trwa w najlepsze. Prezydent nie przyjął ślubowania od czworga wybranych przez Sejm sędziów. Z tego powodu prezes TK nie dopuszcza ich do orzekania, ci zaś sędziowie, którzy dostąpili zaszczytu złożenia ślubowania w Pałacu Prezydenckim, nie orzekają w geście solidarności z niedopuszczonymi. A wszyscy szukają sposobu na odwołanie prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Czy sam fakt niedopuszczenia legalnie wybranych sędziów mógłby uzasadniać odwołanie prezesa i czy w ogóle jest to w jakikolwiek sposób możliwe na gruncie obecnie obowiązujących przepisów?

 Jesteśmy w stanie ogromnego chaosu. Poszczególni uczestnicy dyskursu kwestionują same założenia tego, co jest prawem, czym „stoi” prawo. Z punktu widzenia prawnika, eksperta – nie polityka, nie doradcy, nie adwokata konkretnej sprawy – trudno mi jest opowiadać komuś o tym, co wynika z prawa, jeżeli ono samo jest przez adresata kontestowane. Po wyborze przez Sejm istnieje obowiązek ciążący z jednej strony na wybranych sędziach, z drugiej strony na prezydencie – doprowadzenia do skutecznego zakończenia tego całego procesu. Sędziowie mają obowiązek złożenia przysięgi, bo jej brak oznaczałby po prostu rezygnację z objęcia funkcji, a prezydent powinien również działać w tym kierunku, by im to umożliwić.

Czytaj więcej

Kancelaria Prezydenta nie odpuszcza w sprawie wyboru Macieja Berka do TK

Tymczasem zawisł przed Trybunałem Konstytucyjnym rzekomy spór kompetencyjny – z inicjatywy prezydenta – pomiędzy Sejmem a prezydentem, właśnie dotyczący ślubowania. Abstrahuję już od tego, że jurydycznie rzecz biorąc, nie ma tu żadnego sporu kompetencyjnego. To jest po prostu pretekst, bo przecież ani Sejm nie uzurpuje sobie żadnych uprawnień prezydenckich, ani nikt głowie państwa żadnych kompetencji nie odebrał. Nie bardzo wiadomo, jak ten „spór” miałby być zatem rozstrzygnięty. Poza tym do rozpoznania sprawy z wniosku prezydenta potrzebny jest pełny skład TK. A z powodów, o których pan wspomniał w pytaniu, na dziś nie może się on zebrać.

Bardzo niechętnie w tej chwili rozmawiam z mediami i wiem, że jestem rozczarowującą rozmówczynią. Państwo oczekują ode mnie ciągle skutecznej rady, co zrobić, „żeby było dobrze”, a ja na to: nie jestem w stanie na to odpowiedzieć, bo gra na pięciu szachownicach trwa

Widzimy więc szachownicę, na której rozgrywa się pięć partii naraz i każdy gra swoją grę. Nie mam jak przewidzieć sekwencji ruchów w całej tej grze, ani też nie chcę się angażować jako doradca jednej ze stron. Więc powiadam: widzę chaos i tyle. Natomiast mogę oceniać poszczególne zachowania – czy są zgodne, czy nie są zgodne z tym, jak się rozumie, w akademickim znaczeniu, zgodność z prawem.

Spróbujmy zatem. Mamy sytuację, w której są osoby gotowe złożyć, zgodnie ze swoim obowiązkiem, ślubowanie, i mamy do czynienia z prezydentem, który usiłuje to uniemożliwić. W rezultacie czworo sędziów złożyło ślubowanie w innej, zastępczej formie, bez obecności prezydenta. Jak pani to ocenia?

Podzielam zdanie tych, którzy uważają, że ten uzus, który się wytworzył, jest usprawiedliwiony w sytuacji odmowy prezydenta. I tyle.

A czy jest prawnie skuteczny?

Nie jest skuteczny w tym sensie, że oni przecież nie orzekają.

Ale czy powinien być prawnie wiążący dla prezesa TK?

Podkreślę jeszcze raz. Nie powinno być sytuacji, w której zachodziłaby taka konieczność, ale jeżeli już do niej doszło, to rozsądną propozycją byłoby to zaakceptować. Generalnie rzecz biorąc, w konstytucji – i w preambule, i w artykule 10 –  gdzie się mówi o podziale władz, mamy wyraźnie powiedziane, że władze mają ze sobą kooperować. Władze ze sobą nie kooperują. Przeciwnie, władze sobie przeszkadzają, a wręcz przy pomocy prawa, które jest interpretowane w duchu nieprzyjaznym tej współpracy, usiłują to wszystko wypaczyć. Co ma tutaj zrobić prawnik? Jakim cudem może dać jakąś cudowną wskazówkę, która doprowadzi do zmiany istniejącej sytuacji?

Dlatego bardzo niechętnie w tej chwili rozmawiam z mediami i wiem, że jestem bardzo rozczarowującą rozmówczynią. Państwo oczekują ode mnie ciągle skutecznej rady, co zrobić, „żeby było dobrze”, a ja na to odpowiadam: nie jestem w stanie na to odpowiedzieć, bo gra na pięciu szachownicach trwa. Natomiast istniejący stan jest głęboko sprzeczny z tym, co wynika z prawidłowo rozumianych przepisów prawa. Kropka.

Jeżeli przyczyna jest tak naprawdę polityczna, to czy nie powinni tego rozwiązać politycy?

Być może, ale jak widać nie rozwiązują – a nie rozwiązują, najprawdopodobniej, dlatego że czerpią jakieś korzyści z istnienia tego sporu.

To na pewno — zawsze lepszy jest Trybunał albo swój, albo żaden.

Dokładnie, ale to jest już działanie par excellence polityczne, więc nie profesora prawa pytać, czy to jest prawidłowe. Natomiast niewątpliwie skuteczne – bo uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie TK.

Czytaj więcej

TK mógłby zacząć funkcjonować normalnie. Sędzia wskazuje, co musi się stać

Z drugiej strony, nie możemy sobie pozwolić na to, żeby przez te 11 lat Trybunał Konstytucyjny był w istocie wydmuszką, niepełniącą swojej roli.

Mamy praktycznie ćwiczenie z tego, że prawo we współczesnym świecie powinno być elementem temperującym ekscesy polityki. A u nas prawo przestało być elementem stabilizującym. U nas prawo, dzięki używaniu go jako czegoś w rodzaju wytrycha albo pałki, staje się narzędziem destabilizującym. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której prawo nie pełni tej roli, którą powinno pełnić w państwie prawa. Niezadowalająca odpowiedź, prawda? Ale to nie jest wina eksperta, tylko wina tolerowanej sytuacji, w której polityka wzięła górę nad prawem.

W idealnej sytuacji prezydent przyjąłby po prostu ślubowanie od wybranych sędziów, dzięki czemu prezes TK przestałby pełnić rolę obstruktora, a Trybunał zacząłby normalnie działać w ramach jakiejś procedury, bo w tej chwili jest wszystko poza procedurą.

Czy wszystkie inne działania będą wobec tego sięganiem prawą ręką do lewego ucha? Mówi się o siłowym przejęciu, a także o próbie zwołania Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK przez większość sędziów…

Politycy mówią o otwieraniu drzwi „butem”. Nie wiem, czy ma to być but sędziów – bo jeżeli tak, to znaczy, że ci, którzy tak mówią, nie mają zielonego pojęcia o podziale władz i o tym, czego się wymaga od judykatywy. Jeżeli więc ktoś coś takiego proponuje, to rozumiem, że proponuje na własny rachunek, a nie namawia sędziów, żeby coś takiego zrobili. Bo otwieranie czegokolwiek butem zawsze się wiąże z naruszeniem procedury.

Czy takim samym naruszeniem procedury byłaby próba zwołania ZO TK z pominięciem prezesa Bogdana Święczkowskiego?

Zgromadzenia Ogólnego nie da się zwołać w tych warunkach i to z kilku przyczyn. Przede wszystkim wymaga to uprzedniego dopuszczenia czworga sędziów, co leży w wyłącznej „kompetencji  faktycznej” prezesa TK. Zgromadzenie, dla swojej ważności, musi zostać w odpowiedni, formalny sposób zwołane – dopiero wtedy może zacząć działać itd. Sporo złego zrobiły miraże roztaczane przez niektóre osoby – być może w najlepszej wierze – oparte na przekonaniu, że skoro istnieje wola większości sędziów TK, wystarczy, że się gdziekolwiek zbiorą i podejmą odpowiednie uchwały. Tyle tylko, że zebranie się gdziekolwiek – w kawiarni, Sejmie czy na jakimś uniwersytecie – nie spowoduje, że większość osób, które w normalnych warunkach tworzyłyby skład sędziowski, stanie się tym składem sędziowskim.

Przepisy ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK są jednoznaczne. Zgromadzenie musi zwołać prezes.

Jeżeli z jakichś ważnych przyczyn nie może, może to zrobić jeszcze wiceprezes; gdyby i to było niemożliwe, można by myśleć o jakichś zastępczych środkach, ale wtedy wchodzimy już na śliski grunt, biorąc pod uwagę istniejący stan rzeczy. Natomiast chciałabym, żeby to wybrzmiało. Zgromadzenie ogólne, czyli cały skład Trybunału, liczy 15 osób. Aby zapadały skuteczne uchwały (większością głosów), niezbędna jest odpowiednia liczba obecnych, tworząca kworum, a więc 2/3 pełnego składu, czyli 10 osób. Tyle też jest wymagane dla pozbawienia immunitetu sędziego TK, co też pojawia się jako cudowna recepta. Tyle tylko, że ci, którzy ją zalecają, w ogóle nie dostrzegając realiów, uprawiają chciejstwo.

Przepisy przyjętej w 2016 r. ustawy są tak skonstruowane, że prezes TK jest w zasadzie nieodwołalny. On sam nawet twierdzi, że gdyby znalazł się w areszcie, nie ma regulacji, które zakazywałyby mu dalej pełnić swoją funkcję zza krat. Wydawać by się mogło, że to efekt zmyślnego zabetonowania TK przed zmianami, gdyby nie fakt, że te unormowania są w zasadzie kalką z uchylonej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z 1997 roku.

Nikt nie przewidywał w 1997 r., że może dojść do tego rodzaju wypaczeń, których doświadczyliśmy. Ale z drugiej strony doświadczenie tych wypaczeń powoduje, że jesteśmy coraz bardziej wymagający, jeżeli chodzi o szczegółowość i trwałość gwarancji zabezpieczających przed nimi. Bo skąd wzięły się w nowej ustawie o TK – tej, która ostatecznie nie weszła w życie – przepisy dotyczące karencji pomiędzy zasiadaniem w parlamencie czy rządzie czynnych polityków a możliwością wystartowania do fotela sędziowskiego? Stąd, że historia i doświadczenie pokazały, że w pewnym momencie odkryto uroki bycia sędzią w Trybunale Konstytucyjnym, albo uroki posiadania „swojego” sędziego w Trybunale, co uruchomiło wyścig polityków o to, żeby poumieszczać w Trybunale swoich.

Czytaj więcej

Stanisław Biernat: Nie ma politycznej woli, aby Trybunał naprawić

Niemniej, co by się nie rzekło, na przyszłość trzeba zachować zdrowy rozsądek w proponowaniu bezpieczników, bo ten efekt osiąga się poprzez szczegółowość przepisów. A nadmierna szczegółowość przepisów wcale nie jest czymś dobrym. Tym niemniej przepisy powinno się pisać na tzw. złą pogodę, a nie tylko na dobrą. Bo przecież w gruncie rzeczy Platon miał rację – każdy ustrój, w miarę doświadczeń, może się zdegenerować.

Nasza demokracja przez te 30 lat może nie stała się bardzo dobrą demokracją, natomiast bardzo dobrze pokazała, gdzie leżą konfitury i jak można z nich czerpać, używając mechanizmów i instrumentów, których demokracja użycza. Stąd wziął się ten nacisk na uszczegółowienie przepisów. Tyle tylko, że żadne uszczegółowienie nie wyeliminuje kompletnie wszystkich ryzyk – tak jak żadne prawo nie doprowadzi do tego, że nie będą popełniane przestępstwa.

Brak bezpieczników prowadzi jednak do tego, że nawet ci, którzy krytykowali instalowanie polityków w TK, sami, jak mają okazję, robią to samo. Mam tu na myśli sędziego Macieja Berka, który w jednej z wypowiedzi medialnych wyraził zdziwienie, dlaczego akurat jego przypadek wzbudził aż tak duże kontrowersje w przestrzeni publicznej…

…sędzia Berek jest wystarczająco bystry, żeby doskonale zdawać sobie sprawę, dlaczego jego przypadek budzi tego rodzaju wątpliwości.

Czy tak jednoznaczna reakcja opinii publicznej na ten przypadek nie napawa jednak optymizmem, że społeczeństwo jednak nie chce, by TK był zawłaszczony przez którąkolwiek ze stron politycznego sporu?

Chyba tak. Ale skąd wzięła się ta reakcja? Moim zdaniem z tego swoistego pocałunku śmierci, który wykonał nie kto inny, tylko poprzedni zwierzchnik wówczas kandydata na sędziego, a więc szef egzekutywy. Nie mogę sobie wyobrazić bardziej niedźwiedziej przysługi niż sposób promowania jego kandydatury przez samego premiera. Kiedy słucham później wypowiedzi polityków, mam na myśli telewizyjne wystąpienia  panów posłów, którzy także opowiadają o nadziejach, jakie wiąże z osobą pana sędziego jako tego, który „kopniakiem otworzy drzwi w TK i zrobi tam porządek” – to lepszych przykładów niedźwiedziej przysługi wyrządzonej skądinąd świetnemu prawnikowi próżno szukać.

Poza tym, przecież nauczyliśmy się czegoś przez te lata demokracji. Nauczyliśmy się, że jeżeli coś ma być zgodnie z zasadami, to, na miłość boską, postępujmy zgodnie z zasadami, a nie udawajmy, że tych zasad nie ma. Obawiam się, i mówię to z ogromnym smutkiem, że te szkody na reputacji TK są nie do naprawienia.

Ale bez autorytetu niezależnego sądu TK, który ma prawo ostatniego głosu, Trybunał nie będzie pełnił swojej funkcji, którą ma przypisaną w systemie.

Dlatego to będzie praca na lata – a ona się jeszcze nie zaczęła.

Czytaj więcej

Piotr Szymaniak: Do Trybunału z polityczną przeszłością. Pożytki z zabawy w Berka