Jak pan ocenia sytuację w apelacji rzeszowskiej? Tamtejszy sąd jest sparaliżowany i praktycznie przestał rozpoznawać niektóre sprawy, bo z powodu orzekania neosędziów wyroki i tak były uchylane przez Sąd Najwyższy.
To, co dzieje się w SA w Rzeszowie w Wydziale Karnym to sytuacja jak w soczewce skupiająca i pokazująca problem neo-KRS oraz awansów dla określonych osób, których tzw. ścieżka kariery – analizowana w kontekście uchwały trzech połączonych Izb SN – wykazuje na możliwość postawienia zarzutów o uzyskaniu tych awansów dzięki współpracy z władzą wykonawczą. Tym samym postawienia zarzutu o braku wymaganej niezależności i bezstronności. O ile brak takiego warunku dotyczy każdego sędziego w SN, który dostał się na skutek wniosku neo-KRS, o tyle w stosunku do sędziów powszechnych sędziów SN obowiązuje – mocą uchwały trzech Izb - model postępowania testowego.