– Uważaj, Michał, żebyś nie musiał schylać się po mydełko – powiedział Piotr M., sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Południe do 15-letniego Michała B., opuszczającego salę rozpraw.

Lekcja wychowawcza

Zwrot pochodzi ze slangu więziennego. Jego adresat powinien się obawiać zgwałcenia przez współwięźnia.

Czy sędzia może sobie pozwolić na grypserę? – Nie – twierdzą nasi rozmówcy. Sąd uznał takie zachowanie za element wychowawczy.

Franciszek Michera, adwokat chłopaka, wystąpił o wyłączenie sędziego Piotra M. ze sprawy Michała B. – Słowa te go przestraszyły – tłumaczy.

Chłopak ma postępowanie o udział w szkolnej bójce z synem policjanta. Nie zastosowano jednak wobec niego żadnych środków wychowawczych.

Sąd Rejonowy, oddalając wniosek obrońcy, usprawiedliwił jednak zachowanie sędziego i uznał jego wyjaśnienia.

– Była to czwarta sprawa Michała B. przed tym samym sędzią. Słowa miały służyć zaakcentowaniu, w zrozumiałym dla niego języku, ewentualnych negatywnych konsekwencji, z jakimi może się zetknąć w razie popadnięcia w konflikt z prawem. Zwrot ten był elementem oddziaływania wychowawczego, a sprawy przeciwko nieletnim wymagają w niektórych sytuacjach użycia slangu młodzieżowego – uzasadnia SR.

Bez usprawiedliwienia

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Palestra nie zostawia jednak na zachowaniu sędziego suchej nitki.

W ocenie adwokata Grzegorza Kuczyńskiego wypowiedź sędziego jest skandaliczna i nie powinna była paść z ust sądu, nawet nieformalnie, po posiedzeniu.

– Nie do zaakceptowania są tłumaczenia, że jest to element oddziaływania wychowawczego. O jakim oddziaływaniu mowa? Boję się pomyśleć, jakie jeszcze oddziaływanie może być uważane za konieczne, zwłaszcza wobec nieletnich! Ukończyłem aplikację sądową i miałem praktykę w sprawach nieletnich, nigdy nie spotkałem się z podobnym postępowaniem bądź sugestią sędziów. Co więcej, za każdym razem zwracali nam uwagę na kulturę języka, gdyż przez wypowiedzi sędziego społeczeństwo ocenia pracę sądów – oburza się Kuczyński.

Również adwokat Andrzej Michałowski uważa, że sędzia powinien mówić prosto i kulturalnie.

– Może użyć zwrotów potocznych, choć nie powinien ich nadużywać. Nie ma prawa formułować gróźb ani obraźliwych sugestii. Musi pamiętać o odpowiedzialności za słowa. Sędzia, który swobodnie kieruje do strony chamskie sformułowania, podaje w wątpliwość kwalifikacje do pełnienia funkcji. Czym innym jest bowiem brak kultury w sytuacjach codziennych, czym innym, gdy czyni się to w imieniu Rzeczypospolitej – podkreśla.

– Taki język uderza w powagę sądów – uważa sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Iustitia. – Jeśli sędzia chciał przestrzec nieletniego, mógł mu twardo powiedzieć, że bez zmiany zachowania może trafić do więzienia ze wszystkimi tego konsekwencjami, a nie używać wątpliwych aluzji – dodaje.

Kodeks etyki sędziowskiej w § 11 stanowi, że sędzia powinien unikać sformułowań wykraczających poza rzeczową potrzebę uzasadnienia stanowiska, mogących naruszać godność lub cześć występujących w sprawie lub osób trzecich.

Opinia dla „Rz"

Wiesław Kozielewicz, sędzia SN, autor książki „Odpowiedzialność dyscyplinarna sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych i notariuszy"

Kiedyś sąd dyscyplinarny dla sędziów zajmował się wypowiedzią sędziego cywilnego, który na pytanie zirytowanego adwokata, co może jeszcze w sprawie zrobić, odpowiedział: „Może pan jeszcze zaśpiewać i zatańczyć". Został ukarany naganą.

Sędzia w opisywanej sprawie też przekroczył granice. Wypowiedzi sędziego to wypowiedzi organu państwowego. Nie powinien to być suchy język paragrafów, ale dostosowany do słuchaczy, by był zrozumiały. W żadnym wypadku nie może to być jednak język grypsery ze slangu więziennego. Nie tylko naraża powagę sądu, ale także prowokuje pytania o bezstronność sędziego.