Wystawa niemal zakamuflowana: na końcu muzeum, za ekspozycją słowiańskich strojów, w niedużej zaciemnionej sali. Intymność, wyciszenie plus niekłamane emocje autora.

Zobacz galerię zdjęć

Wojciech Prażmowski to wybitny fotograf, którego znakiem rozpoznawczym były dotychczas czarno-białe zdjęcia inspirowane starymi albumami. Tym razem zaskoczenie: oglądamy kilkadziesiąt kolorowych prac. Zda się – parafrazy malarstwa pejzażowego z końca XIX wieku. Impresjonizm zmieszany z symbolizmem, klimaty kresowo-polskie. Nostalgia, duch wolności, sentymentalizm i trochę prowincjonalizmu.

Przedstawione prace to niewielki fragment "urobku" liczącego ponad 3 tysiące klatek. Taki był rezultat półtorarocznych peregrynacji po Suwalszczyźnie i okolicach Wilna tropami Miłosza.

Autorowi chodziło o odnalezienie aury tamtych stron, tamtych lat. Stworzył fotograficzną impresję pozbawioną pomnikowego zadęcia. Jest w tym cyklu lekkość i powściągliwość – żeby nie przegadać sprawy, a pozostawić niedosyt.

– Zadebiutowałem jako pejzażysta – śmieje się Prażmowski. – To trudny gatunek, ale w pewnym momencie poczułem, że mam rozwiązanie i że Miłosz je zaakceptował. Bo od tej pory zaczął mi sprzyjać.

Pomysł Prażmowskiego wydaje się prosty. Wszystkie kadry są celowo nieostre. Nie sposób odgadnąć, gdzie powstało zdjęcie. I dobrze – ważniejsze ogólne wrażenie, nastrój, koloryt. Obiekty i postaci (nieliczne) kuszą jak fatamorgana, by rozpłynąć się w powietrzu. Owo zamglenie kształtów, zanikanie detali oddaje procesy zachodzące w naszej pamięci, która, jak wiadomo, ulega korozji.

I jeszcze coś. W czterech rogach sali ustawiono gabloty, w nich – tajemnicze obiekty. Probówki zawierają powietrze, wodę i glebę z okolic, gdzie przebywał Miłosz. Kamień pochodzi z bruku ulicy Niemieckiej, gdzie kiedyś był sklep z gorsetami, w którym królowała pani Sora Kłok, dobrze znana poecie... Zdaniem Prażmowskiego to "ilustracja tego, co ukształtowało Miłosza, co stanowiło o jego wrażliwości: ziemia, która wydała zieleń nad Niewiażą, powietrze, które powołało do życia takie a nie inne konstelacje chmur nad Trakiszkami czy Werkami".

Oczywiście, w tym pokazie można znaleźć zakamuflowane odniesienia do twórczości i życia Miłosza. Kto chce, może sięgnąć po jego biografię pióra Andrzeja Franaszka, którą posiłkował się też Prażmowski. Ale nie ma musu. Wystarczy odbiór intuicyjny.

Wystawa czynna do 28 sierpnia