Norweski rząd planuje zmiany w przepisach dotyczących imigrantów. Żeby uzyskać stały pobyt w Norwegii, trzeba będzie czekać nie jak dotąd, trzy lata, a pięć. Cel władz, to uzyskanie lepszej kontroli nad tym, kto i na jakich zasadach uzyskuje prawo do stałego pobytu. Norwescy politycy zwracają uwagę, iż dzięki temu w Norwegii będzie mniej imigrantów, którzy uzyskali prawo do pobytu podając nieprawdziwe informacje podczas składania aplikacji.
Dłuższy "okres próbny"
W Norwegii stały pobyt różni się od tymczasowego tylko nieznacznie. Posiadacz tymczasowego pozwolenia na pracę i pobyt ma takie same prawa, jak posiadacz karty stałego pobytu – może pracować, otrzymywać świadczenia socjalne, uczestniczyć w życiu społecznym itp. Najważniejsza różnica polega na tym, że raz do roku musi stawić się w urzędzie, by złożyć podanie o przedłużenie pozwolenia oraz być gotowym odpowiedzieć na kilka pytań, niekiedy niedyskretnych. Jeśli w tym czasie popełni na terenie Norwegii przestępstwo, będzie miał problem z otrzymaniem stałego pozwolenia.
W okresie oczekiwania na stały pobyt Urząd ds. Cudzoziemców UDI ma prawo sprawdzać aplikanta i weryfikować, czy podawane przez niego powody pobytu są zgodne z rzeczywistością (np: czy małżeństwo zawarte z obywatelem norweskim miało na celu usankcjonowanie prawdziwego związku, czy było fikcyjne). Można więc powiedzieć, iż jest to swoisty "okres próbny", który teraz norweska koalicja rządząca, z mało przychylną imigrantom Partią Postępu w składzie, chce wydłużyć.
Polacy nie mają się czego bać
Polacy mieszkający w Norwegii są zaniepokojeni tymi propozycjami i zastanawiają się, czy to objaw zmiany trendu w norweskiej polityce imigracyjnej.
- Zwróćmy uwagę na to, co nowe przepisy zmieniają w sytuacji przeciętnego Polaka w Norwegii – radzi Aleksandra F. Eriksen, szef zarządu firmy konsultingowej Polish Connection. – Bo zmienią niewiele. Osoba, która przyjechała po to, by pracować albo osiedlić się wspólnie z rodziną, nie odczuje tych zmian dotkliwie. Będzie musiała odwiedzić urząd imigracyjny dodatkowe dwa razy, ale nie ma się czego obawiać. Człowiek uczciwie pracujący, nie wchodzący w konflikt z prawem, który nie ma żadnych powodów, by wprowadzać urzędników w błąd, nie ma też czym się niepokoić. Te propozycje są wymierzone głównie w osoby wchodzące w konflikt z prawem - wyjaśnia Aleksandra F. Eriksen.