Reklama

Koniec ignorowania wielkiego sąsiada naszego kłopotliwego sąsiada

Umowa wojskowa Polski z Chinami to mały krok w dobrym kierunku. Być może to początek przemyślanej, długofalowej polityki wobec Państwa Środka

Aktualizacja: 16.12.2009 21:24 Publikacja: 16.12.2009 20:22

Piotr Gillert

Piotr Gillert

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

[b][link=http://blog.rp.pl/gillert/2009/12/16/koniec-ignorowania-wielkiego-sasiada-naszego-klopotliwego-sasiada/]skomentuj na blogu[/link][/b]

Szef Ministerstwa Obrony Narodowej i jego chiński odpowiednik generał Liang Guanglie podpisali w środę w Pekinie umowę o dwustronnej współpracy wojskowej. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, to pierwszy tego rodzaju dokument w historii relacji polsko-chińskich.

Porozumienie ma przede wszystkim dawać obu armiom możliwość lepszego poznania się poprzez regularne spotkania na różnych szczeblach, szkolenia, konsultacje. Podpisanie umowy nie oznacza, że Polska ma zamiar wejść z ChRL w sojusz, pomóc Chińczykom obejść unijno-amerykańskie embargo na dostawy nowoczesnych technologii wojskowych czy wymieniać się z nimi tajemnicami. Jej zawarcie oznacza mniej więcej tyle, że obie strony uważają się za równorzędnych partnerów, którzy gotowi są traktować się nawzajem z należnym szacunkiem – jak normalne państwa. Nie jest to wydarzenie wiekopomne, ale w naszych relacjach z Chinami w ostatnim dwudziestoleciu mimo wszystko dość znaczące.

Od 1989 roku nasza polityka wobec Chin leży odłogiem. Dla kolejnych rządów w Warszawie Pekin był odległą stolicą niby-wielkiego, ale mało obchodzącego nas państwa, którego nawet nasi dyplomaci nie traktowali do końca poważnie. Zaabsorbowani sprawami unijnymi i transatlantyckimi oraz trudnymi relacjami z Rosją uznaliśmy, że Chiny można po prostu zignorować, sprowadzić do roli dostawcy tanich tenisówek. Gdy Niemcy, Francuzi czy Holendrzy wypracowywali długofalową strategię wobec Państwa Środka, debatując w mediach, gdzie leży granica między pozyskiwaniem ważnego partnera a wiernością dla własnych wartości, w Polsce mówiono o Chinach od przypadku do przypadku i niemal wyłącznie w kontekście łamania praw człowieka. Nie wypracowano żadnej strategii.

Raz na jakiś czas Polsce zdarzało się ostro występować przeciw Chinom na forach międzynarodowych, co płynęło z naszych prodemokratycznych tradycji i dobrych intencji, ale nie było poparte żadnym planem działania i nie przynosiło żadnych efektów w postaci poprawy losu chińskich dysydentów. Nie ułatwiało również prób zmniejszania deficytu w handlu z Państwem Środka, tym bardziej że także one miały charakter chaotyczny i przypadkowy.

Reklama
Reklama

Tymczasem Polski zwyczajnie nie stać na takie traktowanie Chin. To nie tylko największy sąsiad naszego najbardziej kłopotliwego sąsiada, ale i rodząca się superpotęga, która ma coraz więcej do powiedzenia na arenie światowej i coraz śmielej ją kształtuje.

Polska nie jest dla Chin partnerem szczególnie ważnym. Pekin na co dzień gra w światowej ekstraklasie, zarówno geopolitycznej, jak i gospodarczej – do obu jest nam wciąż daleko. Ale Polska jako istotny gracz w UE i Polska jako ważny członek NATO zyskuje w oczach Pekinu na znaczeniu. A ponieważ nasz kraj do miana takiego istotnego członka Unii i natowskiego sojusznika pretenduje, nie wypada mu nie zabrać się poważnie za wypracowanie dalekosiężnej polityki wobec Chin. Podpisanie umowy wojskowej to może dobry początek.

Publicystyka
Grzegorz Braun idzie po władzę. Kongres KINGS pokazał, dlaczego skrajna prawica rośnie w siłę
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Zapraszamy na europejski rollercoaster
Publicystyka
Estera Flieger: Emmanuel Macron w trybie kocura
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Histeria końca wszystkiego
Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama