To niepotrzebne potknięcia. Ale nie siedzę w tym, nie wiem, jak wygląda warsztat tworzenia list. Jest 900 kandydatów SLD i byłym zdziwiony, gdyby nie znaleźli się jacyś niezadowoleni. Oczywiście dyskrecja w wewnętrznych sprawach jest zawsze lepsza niż publiczne roztrząsanie konfliktów. Choć na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że w rozmowach o listach trzeba uwzględniać spojrzenie zainteresowanych.
Oleksy wskazuje, że ostateczne słowo w SLD należy do Grzegorza Napieralskiego. Czy jednak ma do niego żal z powodu decyzji?
Nie wiem jak jest w PO i PiS, potoczne wyobrażenie jest takie, że to liderzy przesądzają o wszystkim. W SLD też główne decyzje należą do Grzegorza Napieralskiego. Nie znam bliżej otoczenia, które pomaga mu podejmować decyzje. Poza tym za mało wiem o zawirowaniach wokół różnych pozycji na listach - mówi były premier. - To nie jest kwestia żalu, bo sam ostatecznie zdecydowałem, że nie będę startował. Natomiast pozostaje moja krytyczna ocena dyrektywności w wyznaczaniu miejsc na listach, która i mnie dotknęła.
Oleksy jednocześnie zapowiada obserwację poczynań SLD i zagrzewa partię do walki.
Będę obserwował kampanię SLD i patrzył, czy jest tam prawdziwa wola walki – o sprawy Polski, bo chyba nie o mandaty i stołki. Lewica musi wygrywać spór o Polskę nowym pomysłem, nowym językiem, zaczepnymi posunięciami trafiać do obywateli. (…) Wszystkie partie oszukują wyborców – to nieznośna cecha demokracji. Ale to lewica walczy o to, by być dla ludzi alternatywą wobec władzy – bo dziś jest swoisty przymus wyboru między partiami prawicowymi – i dlatego musi inaczej stawiać sprawy kraju.
My też spoglądamy w przyszłość i przyznajemy, że czasy Millera, Oleksego, Czarzastego i Kwaśniewskiego mogą już nie powrócić.