Reklama

Zamiast częściowych emerytur – lepiej wrócić do wolności

W tle debaty o częściowej emeryturze umyka główny problem. Rząd, decydując się na świadczenie dla 62-latków, obniży, a nie podwyższy wiek emerytalny

Publikacja: 27.03.2012 20:20

Bartosz Marczuk

Bartosz Marczuk

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Koalicjanci dyskutują o tzw. cząstkowej emeryturze. Ma to być świadczenie wypłacane przed uzyskaniem pełnego wieku emerytalnego, który docelowo wyniesie 67 lat. Na pierwszy plan wybija się jego wysokość. W grze jest propozycja PO, która chce, aby wyniosło 50 proc. całkowitej emerytury, i PSL, który domaga się, by było to 80 proc. W tle sporu przewija się wątek wieku, od którego można by korzystać z "niepełnego" świadczenia.

Tutaj, o dziwo, obie strony mówią o 62 latach. Jeśli stanęłoby na takim cenzusie wiekowym, oznaczałoby to nie tylko wycofanie się z przedłużania okresu pracy, ale wręcz jego skracanie.

Obecnie wiek emerytalny dla mężczyzn to 65 lat. Jeśli rząd wprowadzi zasadę, by z cząstkowej emerytury korzystali 62-letni panowie, to obniży im wiek emerytalny. W przypadku kobiet wzrósłby on nie o siedem lat, ale o dwa lata.

Dyskusja na temat kolejnego pomysłu koalicjantów powinna skłonić do głębszej refleksji nad całym systemem. Zamiast wymyślać kolejne protezy, lepiej pomyśleć o jego przebudowaniu. Emerytura powinna być świadczeniem wypłacanym ubezpieczonym w wypadku, gdy nie mogą pracować ze względu na wiek. Innymi słowy, typowym świadczeniem ubezpieczeniowym – płacimy składkę, a w razie wystąpienia ryzyka korzystamy ze świadczenia. Sęk w tym, że ta składka jest obecnie bardzo wysoka – do ZUS płacimy 20 proc. pensji. Każe to – nie bez racji – myśleć o emeryturze jako o sposobie na życie w stosunkowo młodym wieku. Bo jeśli płacimy dużo, powinniśmy sporo otrzymać. Tu tkwi zasadniczy błąd. Danina do ZUS powinna być minimalna (np. 10 proc. pensji), a w zamian powinniśmy mieć gwarancję jedynie skromnego świadczenia w bardzo późnym wieku. Reszta powinna być pozostawiona do indywidualnych decyzji ludzi.

Taki "skromny" i "lekki" system emerytalny pozwoliłby, po pierwsze, zlikwidować wszystkie przywileje – od górników przez mundurowych po rolników czy sędziów.

Reklama
Reklama

Po drugie, łatwiej byłoby wydłużyć wiek emerytalny, bo przekaz byłby przejrzystszy – państwo zabiera niewiele, świadczenie nie może być wypłacane długo. Po trzecie wreszcie, miałby dobry wpływ na gospodarkę – wzrosłyby płace netto i liczba miejsc pracy, firmy stałyby się bardziej konkurencyjne, zmniejszyłaby się szara strefa. Wyższe dochody skłaniałyby gospodarstwa domowe do oszczędzania i inwestowania. Ludzie łatwiej decydowaliby się na dzieci. Potomstwo stałoby się dodatkową polisą na starość.

To lepsza propozycja niż wprowadzanie kolejnych wyłomów. Powrót do wolności i sprzyjanie rozwojowi gospodarczemu to tak naprawdę najlepszy sposób na kryzys demograficzny i kłopoty ZUS.

Publicystyka
Estera Flieger: Demografia nową geopolityką
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Publicystyka
Marek Kutarba: Czy Estonia może zagrozić Rosji odwetowym atakiem rakietowym
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Rozpad Polski 2050. Rząd niezagrożony, projekt Szymona Hołowni zagrzebany
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Najważniejsze pytanie dotyczące programu SAFE i bezpieczeństwa Polski
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama