"Zgromadzenie Ogólne Trybunału Konstytucyjnego poszło w środę na całość" – pisze Ewa Usowicz w „Rzeczpospolitej”. "To pokazuje, że obie strony boju o Trybunał postanowiły nie ustawać w walce do samego końca. Tyle, że staje się ona coraz bardziej żenująca. Trybunał, w składzie niekwestionowanej prawniczej elity, jakby nigdy nic udaje, że nie ma problemu kworum. Z protokołu z obrad wynika ni mniej, ni więcej, że sędziom zależało na przedstawieniu prezydentowi kandydatów w ustawowym terminie. Liczy się więc termin, a nie kworum..." - komentuje Usowicz w tekście „Kandydaci do wycięcia”.

Od siebie dodam, że byłoby ciekawe sprawdzić, czy TK i jego prezes wcześniej podobne zwolnienia honorowali czy nie, czy może w tej sprawie uczynili kolejny w tym sporze „precedens”. A co będzie jak ten czy inny sędzia w jakimś sądzie w Polsce uzna, że pominie zwolnienie lekarskie podsądnego czy adwokata, gdyż musi dzisiaj wydać wyrok!

„Gazeta Wyborcza” porusza drugi bulwersujący temat tych dni, na który naprowadzę tytułem tekstu: „Toksyczny cień Piniora. Kim jest Jarosław W.”, który być może wyjaśni nieco skąd mogły się wziąć kłopoty legendy demokratycznej opozycji.

Sam jakiś czas temu dopytywałem Józefa Piniora, dlaczego tam mocno angażuje się w sprawę domniemanego przetrzymywania na Mazurach podejrzanych o terroryzm więźniów CIA, i choć temat i cała ta akcja budzi skrajne emocje i spory, Pinior, poza wszelkimi wątpliwościami, prezentował czystą ideową postawę.

W każdym razie Jacek Harłukowicz tak zaczyna tekst: "Powszechna jest opinia, że powodem kłopotów Józefa Piniora jest trwająca od lat znajomość z Jarosławem W. Kim on jest? Zawsze uśmiechnięty, rubaszny, z charakterystyczną zwalistą sylwetką. Paniom „całował rączki”, z mężczyznami skracał dystans. Od 30 lat zawsze blisko Piniora". Więcej w „GW”.

Lokalna płaca mniejsza niż minimalna? Taki temat porusza „Dziennika Gazeta Prawna”, też pewnie bulwersujący przynajmniej dla niektórych, a wracający co kilka lat w formie np. pytania czy sędziowie i szerzej urzędnicy powinny zarabiać tyle samo w całej Polsce?

"Gminy i powiaty nie są jednakowe, dlaczego więc jednakowa ma być w nich najniższa pensja?" - pyta „DGP”. "Rząd rozważa zróżnicowanie płacy minimalnej, według pomysłu, który pojawił się w resorcie rozwoju, wojewódzkie komisje dialogu społecznego mogłyby tę najniższą pensję lokalnie obniżać".

Dodajmy, że w 2017 r. wyniesie ona 2 tys. zł. Brutto, gdyby ktoś nie wiedział.

Do żywego poruszyła publicystów sprawa poselskiej kwoty wolnej od podatku, w szczególności wyjaśnienie wicepremiera Mateusza Morawieckiego, że posłowie ciężko pracują, a od 20 lat nie mieli regulacji wynagrodzeń (co chyba miało znaczyć podwyżek) dlatego 30 tys. zł kwoty wolnej od podatku, która im przysługuje, powinno zostać utrzymane.

"To nawet nie zabrzmiało absurdalnie, ale wręcz bezczelnie" - pisze Łukasz Warzecha w „Super Expressie”. "Oczywiście można przekonywać, że formalnie nie jest to kwota wolna od podatku, ale nieopodatkowane diety. Gdyby je jednak podciągnąć do dochodu posłów, którym przecież są, to tak wysoka kwota by im nie przysługiwała. Działaliby jak wszyscy obywatele. Nie wiem, czy premier Mateusz Morawiecki przemyślał swoją wypowiedź, ale jest tu niezwykle istotna sprawa".