Raz jako wrogowie, których rozpracowywał w AK i z którymi władze PRL wsadzały go jako więźnia politycznego do jednej celi w latach stalinowskich, innym razem jako ludzie sumienia proszący o przebaczenie. A jeszcze kiedy indziej jako partnerzy do dyskusji, jak wyjść z wojennej traumy.
W latach 60. polscy biskupi czy Władysław Bartoszewski byli formalnie prywatnymi osobami, a jednak ich głosu nad Renem słuchano uważnie. Bo to oni cierpliwie rozmawiali z Niemcami, gdy ich koledzy z pokolenia wojennego oburzali się, jak można dyskutować z przedstawicielami kraju, który nie uznaje polskich granic.