Po zakończonym w niedzielę kongresie "Polska – wielki projekt" usłyszeć można było wiele szyderczych komentarzy: "prawicowa inteligencja" spotyka się z "pisowskimi politykami". Niektórzy wytykali – o zgrozo! – że paneliści nawet krytykowali rządzących!
Warto jednak szydercom postawić kilka pytań. Czy jest coś złego w tym, że kilkaset osób, którym, owszem, bliżej do prawicy niż lewicy, postanowiło poświęcić kilka dni, by wziąć udział w debacie na temat kondycji polskiego państwa oraz szans i perspektyw jego rozwoju? Czy konserwatywni intelektualiści muszą wyłącznie chwalić obecny rząd, a każda krytyka musi oznaczać jednoznaczne poparcie dla politycznego programu Jarosława Kaczyńskiego? Czy obecność wśród słuchaczy polityków PiS z prezesem tej partii na czele odbiera wiarygodność wypowiadanym podczas kongresu słowom?