Igor Janke w "Plus Minus" przyznaje:
Polska po '89 roku przeszła bardzo poważne zmiany. Jednak nowe władze nie zdecydowały się na wypalenie resztek dawnego systemu, zaatakowanie dawnych sił, układów i wpływowych postaci. Nie doszło do dekomunizacji, a ludzie poprzedniego systemu miękko lądowali w systemie demokratycznymi.
Los byłych funkcjonariuszy partii komunistycznej nie miał w sobie nic z odkupienia win za lata zniewolenia:
Wielu z nich stało się entuzjastami uwolnionej gospodarki, budowało ogromne kapitały i zwiększało swoje wpływy. Lata 90. to okres bardzo bliskich związków nowego postkomunistycznego kapitału i sił politycznych związanych z dawnym systemem. Tych związków często nawet specjalnie nie ukrywano.
Skład gości na imprezy urodzinowe czy imieninowe czołowych działaczy postkomunistycznych znakomicie odzwierciedlał, jak wygląda nowy układ sił gospodarczo-politycznych. Kolejki polityków i i biznesmenów stawiających się u Aleksandra Kwaśniewskiego robiły duże wrażenie.
Była także odwrotna strona tego medalu:
Za to wielu ludzi, którzy nadepnęli na odcisk osobom dobrze wplecionym w sieć układów, spotykało ze strony organów ścigania i sprawiedliwości poważne kłopoty. Najbardziej znanym przypadkiem jest historia biznesmena Romana Kluski, którego firmę zniszczyli urzędnicy państwowi.
Dlaczego? Dlatego, że w odróżnieniu od innych byłych krajów demokracji ludowej nie przeprowadzono lustracji.
Dziennik Adama Michnika wytaczał wszelkie możliwe działa przeciwko zwolennikom sprawdzania teczek. Wojna o lustrację bywała tak brutalna i dramatyczna jak podczas słynnej „nocy teczek" 4 czerwca 1992 roku, kiedy z obawy przed ujawnieniem listy nazwisk domniemanych współpracowników SB, obalono rząd Jana Olszewskiego (…) Historycy i dziennikarze próbujący badać archiwa dawnych służb byli nieustannie atakowani, ośmieszani, często blokowano im możliwość pracy i rozwoju zawodowego czy naukowego. Stawali się obiektami zakrojonych na szeroką skalę kampanii negatywnych.
Najbardziej znacząca była bodaj historia Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza, autorów książki o związkach z SB Lecha Wałęsy.
I dlatego, pisze Janke:
UOP, ABW, WSI, SKW przez cały okres swego działania zmagały się z przeszłością. Powiązania dawnych funkcjonariuszy okazały się silniejsze, niż wielu podejrzewało. Jan Lesiak, pułkownik SB, potem funkcjonariusz UOP, na podstawie słynnej instrukcji 0015 prowadził w pierwszej połowie lat 90. akcję inwigilacji i dezintegracji partii politycznych z lewej i prawej strony, które były w opozycji do ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsy i rządu Hanny Suchockiej. Był podejrzewany o sfałszowanie teczki Jarosława Kaczyńskiego, co ostatecznie nie zostało udowodnione. Ta sprawa wyszła na jaw, ale o wielu podobnych próbach wpływania na bieg wypadków politycznych przez ludzi służb , do dziś krąży wiele opowieści.
Igor Janke, wyraźnie gorzko dopowiada, że cezurą wydawała się wielka wyborcza kumulacja roku 2005, gdy po aferze Rywina wywrócił się układ polityczny, którego "skala powiązań biznesowo-politycznych i rozmaitych patologii zaskoczyła nawet liderów SLD". Jednak zauważa, dość szybko okazało się, że:
Trudno jednak powiedzieć, że spuścizna PRL zniknęła na dobre. Będziemy się z nią zmagać zapewne jeszcze wiele lat.
Naszym zdaniem panie redaktorze, długość i ostateczny skutek tego zmagania, zależny jest przede wszystkim od nas samych, Polaków.