Małżeństwo, rodzina, macierzyństwo, rodzicielstwo są chronione przez konstytucję.
Nie jest to wyłącznie światopoglądowa deklaracja, ale tak naprawdę zdroworozsądkowy zapis, który leży w interesie wspólnoty.
Państwo powinno faworyzować małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny we własnym interesie, z uwagi na funkcje, jakie ono spełnia, m.in. prokreacyjną, socjalizacyjną i opiekuńczą wobec dzieci.
To dlatego właśnie zawarte związki mają np. preferencje podatkowe.
Nie jest to żadna łaska państwa, ale funkcjonalny układ: my zachęcamy was do zawierania małżeństw, w zamian zyskując na przykład gwarancję, że porzucony małżonek nie znajdzie się na łasce państwa, ale będzie zabezpieczony przez byłego współmałżonka.
Inną korzyścią dla „republiki” są wychowywane dzieci – z badań wynika, że rodzi się ich więcej w zalegalizowanych związkach.
Trzeba też pomyśleć o ewentualnych nadużyciach. Wspólne rozliczenia PIT dla konkubentów mogą skutkować wysypem partnerskich związków, zawartych tylko po to, by obniżyć transfer do fiskusa.
Fundamentalną kwestią jest zgodność z prawem wprowadzania do naszego porządku legislacyjnego efemerydy pod nazwą związki partnerskie.
Po pierwsze konstytucja w art. 18 stwierdza, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny znajdują się pod ochroną oraz opieką Rzeczypospolitej.
Po drugie artykuł ten – zwraca na to uwagę pierwszy prezes Sądu Najwyższego – zawarty jest w I rozdziale konstytucji, który nosi tytuł „Rzeczpospolita”.
Wniosek? Zawarta w nim norma należy do „głównych zasad porządku prawnego w państwie, jest zasadą ustrojową”. Art. 18, dowodzi sędzia Stanisław Dąbrowski, wymienia jako przedmiot ochrony małżeństwo, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo.
Wskazuje, że kolejność ta nie jest przypadkowa – preferowane jest tworzenie rodziny przez małżeństwo traktowane jako trwały związek mężczyzny i kobiety nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo.
Tradycyjnie rozumiana rodzina i związek małżeński opłaca się nam jako wspólnocie.
Oczywiście trzeba rozwiązać problem osób niebędących po ślubie, jaki mają na przykład podczas wizyt w szpitalu czy w dostępie do informacji o danych partnera.
Nie wymaga to jednak fundamentalnego podważania instytucji małżeństwa.
Tym bardziej że nasze państwo odwrócone jest do rodzin plecami, polityka na ich rzecz wciąż bardziej funkcjonuje w sferze deklaracji niż realnych działań.
Co więcej, są przecież ważniejsze tematy, którymi powinni zajmować się posłowie i rząd – choćby bezrobocie, spowolnienie gospodarcze, rosnące zagrożenie ubóstwem, masowe migracje, konieczne reformy, stan infrastruktury czy zapaść w edukacji.
Zamach na rodzinę i małżeństwo, a tak należy traktować próbę odebrania im szczególnej ochrony i preferencji, jest jak piłowanie gałęzi, na której się siedzi.