Nie widać wojska, aktywności służb, w prasie żadnych wzmianek o nadchodzącym zagrożeniu ze strony Państwa Środka. Tajwańczycy żyją jak kilka lat temu; tylko turystów na wyspie jest znacząco mniej. Tam, gdzie do niedawna były tłumy, dziś pusto. Przed Narodowym Muzeum Pałacowym w stolicy żadnych kolejek. Podobnie przy monumentalnym, ponad 500-metrowym Tajpej 101. Przed kilkoma laty między knajpkami u jego podstawy ciężko się było przecisnąć; wszędzie rozbawiona młodzież, setki języków, uliczni artyści, muzyka, bajeczne kolory. Dziś jakby wszystkich wymiotło. Może więc jednak świat czuje presję Pekinu? A Tajwańczycy tylko dlatego nie, że przyzwyczaili się do tańca na krawędzi wulkanu? Od dawna nie czują zagrożenia, choć jest całkiem blisko.