Reklama

Przepisy zakazujące patostreamingu to sygnał ostrzegawczy dla marek, agencji i influencerów

Eksperci są zdania, że przepisy zakazujące patostreamingu są niezbędne, bo przemoc w sieci rośnie w siłę, a prawie 40 proc. nastolatków już dziś styka się z takimi treściami. Oznacza to, że agencje i marki muszą mieć się na baczności i lepiej sprawdzać, jakich influencerów zapraszają do współpracy.

Publikacja: 03.02.2026 17:52

Przepisy zakazujące patostreamingu to sygnał ostrzegawczy dla marek, agencji i influencerów

Foto: Adobe Stock

- Nowe przepisy dadzą organom ścigania narzędzia do tego, żeby zachowania patostreamerów móc zakwalifikować jako noszące znamiona konkretnych przestępstw. Dzisiaj jest to znacznie utrudnione, bo wiele z tych czynów, takich jak znęcanie się nad inną osobą czy naruszenie jej nietykalności cielesnej, rozsianych jest po przepisach kodeksu karnego. W praktyce utrudnia to postawienie konkretnego zarzutu, kiedy osoba podejrzewana publikuje w internecie przedstawiający takie zachowania film – uważa adwokat Michał Buna z kancelarii Gardocki i Partnerzy.

Czytaj więcej

Patostreaming, freak fighty i sexworking. Czyli Koloseum XXI wieku

Będzie ustawa zakazująca patostreamingu – koniec z przepisami rozsianymi po całym kodeksie 

Pięć lat pozbawienia wolności – taka maksymalna kara za szerzenie w sieci patologicznych treści, przewidziana została w projekcie nowelizacji kodeksu karnego, którego domaga się Koalicja Obywatelska. Nowe przepisy mają umożliwić ściganie „twórców”, którzy prezentują i transmitują w sieci seksualne wykorzystywanie innych osób, poniżają je czy znęcają się nad zwierzętami, i to bez względu na to, czy wszystko dzieje się naprawdę, czy też jest „jedynie” pozorowane i kreowane na autentyczne.

Mec. Buna przypomina, że podobne trudności kiedyś napotykano przy stalkingu, bo – mimo iż często wiązał się on z groźbami czy naruszaniem dóbr osobistych – kiedy przychodziło do ścigania za takie zachowanie, pojawiał się kłopot. – Sytuację zmieniło dopiero ujęcie ich w jedną definicję i zakwalifikowanie w kodeksie karnym. Dlatego mam nadzieję, że również przepisy o patostreamingu wypełnią podobną lukę prawną – komentuje mecenas.

Ekspert zauważa, że oczywiście mogą pojawić się zarzuty dotyczące ograniczenia wolności słowa czy niejasności wokół tego, czy daną treść trzeba już kwalifikować jako sprzeczną z przepisami. – Jednak korzyści płynące z przyjęcia nowych przepisów znacząco przewyższają szkody, które mogą powstać – ocenia. I zauważa, że kluczową rolę odegrają policja i prokuratura, które będą musiały efektywnie umieć wykorzystywać nowe przepisy i zostać z tej okazji przeszkolone. Zwłaszcza, że autorów czy zamieszczających filmiki użytkowników, schowanych za nickami, czasem bardzo trudno jest zidentyfikować.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Eksperci: dzieci w sieci nie będą bezpieczne, póki warunki gry dyktuje biznes

Prawnik rynku mediów i biznesu: możliwe, że influencerzy do współpracy dobierani będą ostrożniej 

O możliwych konsekwencjach wprowadzenia nowych przepisów dla samej branży digital mówi Katarzyna Baryn, prawnik rynku mediów i biznesu. – Agencje marketingowe musiałyby liczyć się z koniecznością wprowadzenia dodatkowych etapów weryfikacji treści, scenariuszy i formatów, które dotychczas przechodziły jako „kontrowersyjne, ale akceptowalne”.

W praktyce mogłoby to oznaczać m.in. rezygnację z części formatów opartych na eskalacji emocji, prowokacji czy symulowanych zachowaniach, nawet jeżeli formalnie były one kreacją – wyjaśnia ekspertka. – Przykłady są nam dobrze znane, np. różnego rodzaju challenge, prank content, stylizowane konflikty we freak fightach czy transmisje live bazujące na upokarzaniu uczestników – bo to one mogłyby zostać uznane za zbyt ryzykowne z punktu widzenia odpowiedzialności karnej – obrazuje.

Katarzyna Baryn precyzuje, że marki ponosiłyby już nie tylko wizerunkową i PR-ową, ale też prawną odpowiedzialność i nie mogłyby już argumentować, iż odpowiedzialność za treść leży głównie po stronie jej twórcy, kiedy to ona zlecała, akceptowała i finansowała kampanię. – W praktyce może to prowadzić do ostrożniejszego doboru influencerów i obsługujących ich agencji, większej liczby klauzul zabezpieczających w umowach oraz częstszych audytów treści przed publikacją – dodaje.

Ekspertka podkreśla, że niektórzy rynkowi gracze, nieprzymuszani jeszcze przepisami, już zaczynają przyglądać się własnym działaniom, bo sama zapowiedź ich wprowadzenia zadziałała jako sygnał ostrzegawczy dla marek i agencji. – Osobiście zauważyłam, że jest to przede wszystkim długi proces akceptacji kampanii, włączenie prawnika lub osoby odpowiedzialnej za compliance już na etapie koncepcji, a coraz częściej też odchodzenie od formatów opartych wyłącznie na „viralowym potencjale” na rzecz treści bardziej przewidywalnych (również w kontekście bieżącej współpracy) – deklaruje prawniczka. I podkreśla, że biznes zaczął kalkulować, że więcej straci na prawnym lub reputacyjnym kryzysie niż zyska na krótkotrwałych zasięgach.

Patostreaming to nie zawsze „dokumentacja” przestępstwa. Częściej – pseudorozrywka z przemocą symboliczną 

Specjalistka przyznaje, że treści balansujące na granicy patostreamingu często przybierają formy trudne do jednoznacznego zakwalifikowania, a rzadko stanowią jawną „dokumentację” przestępstw. – Częściej są to treści stylizowane, inscenizowane lub montowane w sposób rozrywkowy, które jednak coraz częściej operują przemocą symboliczną, upokorzeniem, presją psychiczną czy eskalacją konfliktu. Z punktu widzenia projektowanych przepisów problematyczna byłaby właśnie ta „szara strefa”, w której twórcy i agencje argumentują, że mamy do czynienia z kreacją lub performance’em – ocenia Katarzyna Baryn.

Reklama
Reklama

– Nowe regulacje powinny mocno skupić ciężar oceny na kontekst i odbiór społeczny, a nie wyłącznie na intencji twórcy, tak samo jak próba obejścia przepisów i okoliczność zawarcia umowy z aktorem, nazwanie treści „fikcją” czy „inscenizacją” nie powinna automatycznie wyłączać ryzyka prawnego – uważa ekspertka.

Przestrzega jednak, że same przepisy nie wystarczą, bo to algorytmy cyfrowych gigantów podrzucają użytkownikom treści i zezwalają na ich monetyzację. – Jeżeli platformy nie zostaną objęte realnymi obowiązkami w zakresie szybszej reakcji, skutecznego moderowania i odpowiedzialności za systemowe promowanie patologicznych treści, ciężar walki z patostreamingiem zostanie przerzucony wyłącznie na twórców i biznes, co kompletnie nie odpowiada realiom rynku – uzasadnia. I konkluduje, że kluczowa jest też kwestia dojrzałości samych marek.

Patostreaming może przybierać gębę pedofilii, społecznej patologii i seksualnej dewiacji. Rodzice nie wiedzą, że ponad 40 proc. nastolatków ogląda go raz w tygodniu 

Autorzy projektu ustawy podpierają się alarmistycznymi danymi, według których 37 proc. nastolatków w wieku 13-15 lat oglądało patotreści, i – choć ponad 80 proc. że takie treści powinny być zakazane – o tyle ponad 40 proc. ma z nimi styczność co najmniej raz w tygodniu. Co niepokojące, według NASK jedynie niecałe 13 proc. rodziców zdaje sobie sprawę, że ich dzieci w ogóle oglądają takie nagrania.

Patostreaming, który w uzasadnieniu do projektu ustawy opisany został jako jedna z patologii społecznych, uwidocznionych w czasie pandemii, może przybierać zarówno formy takie jak rejestrowanie picia alkoholu, przemocy słownej lub fizycznej, dewiacji seksualnej, pedofilii, jak i nagrywanie codziennego życia, w momentach, kiedy dochodzi do awantur czy bójek.

Etap legislacyjny: konsultacje 

Prawo w firmie
Sprawa Klaudii El Dursi. Wielkie firmy mają sposób na wpadki celebrytów
Krajowy System e-Faktur (KSeF)
Pierwsze kroki w KSeF. Poradnik „Rzeczpospolitej” dla małych przedsiębiorców
Praca, Emerytury i renty
Zmiany w wypłatach 800 plus w lutym 2026. ZUS rozpoczyna przyjmowanie wniosków
Prawo dla Ciebie
„Rzadko spotykane, dziś wracają na szczyt”. Jest najnowszy ranking imion
Prawo karne
Prezydent Karol Nawrocki ułaskawił trzy osoby
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama