Reklama
Rozwiń
Reklama

Łatwiej kryptoaktywo śledzić i zamrażać, niż odzyskać skradziony rower

Zawetowana przez prezydenta ustawa o rynku kryptoaktywów nie pomogłaby w zwalczaniu większości przestępstw z wykorzystaniem kryptowalut. Klucz do tego leży gdzie indziej. Staramy się od dwóch lat zwrócić na to uwagę polskiemu wymiarowi sprawiedliwości – mówi Marcin Zarakowski, prezes Recoveris, ekspert OECD ds. aktywów cyfrowych.

Publikacja: 16.01.2026 04:49

Łatwiej kryptoaktywo śledzić i zamrażać, niż odzyskać skradziony rower

Warszawa, 07.01.2026. Prezydent RP Karol Nawrocki przemawia podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim

Foto: Paweł Supernak/PAP

Z pana wystąpienia na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Kryptoaktywów i Technologii Blockchain płyną dwa główne wnioski. Cyberprzestępcy są bardzo sprytni i używają najnowszych technologii, dlatego trudno ich złapać, ale co do zasady można wyśledzić oszukańczą transakcję, zabezpieczyć aktywa i odzyskać je. Żeby to się udało, policja i prokuratura muszą działać szybko oraz wiedzieć, co robić. I tu dochodzimy do drugiego wniosku, że to jest największy problem, a przyjęcie zawetowanej przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy nic by nie zmieniło.

Ustawa byłaby w tym zakresie nieskuteczna z powodu charakteru tej przestępczości, czyli transgraniczności i szybkości przepływu aktywów. W wielu przypadkach przestępcy zdążą wymienić kryptowaluty na tradycyjne waluty fiducjarne (red. np. zł, dol., euro) nim ofiara zorientuje się, że została oszukana. Zajmują się tym wyspecjalizowane gangi, które hakują portfele kryptowalutowe lub dokonują zwykłego rozboju na osobie, o której wiedzą, że ma kryptoaktywa i zmuszają ją do zalogowania się na koncie. To jest pierwsza grupa przestępstw, do których dochodzi na osobach, które już posiadają kryptowaluty. Drugi typ przestępstw jest bardziej wysublimowany i polega na nakłanianiu osób, które nie mają kryptowalut, by je kupiły, a potem zainwestowały je w nieistniejące w rzeczywistości wehikuły inwestycyjne. Przestępcy, operujący często z Azji Południowo-Wschodniej, prowadzą centra, w których pracują tysiące ludzi. Wielu z pracowników robi to pod przymusem i jest ofiarą human trafficking (red. handel ludźmi). Ich zadaniem jest targetowanie potencjalnych ofiar na całym świecie, wzbudzanie ich zaufania, namawianie ich do inwestycji i oszukiwanie. Najczęściej nie z wykorzystaniem piramid finansowych, na czym skupiali się autorzy ustawy, ale fałszywych inwestycyjnych platform internetowych. Ktoś gdzieś w Chinach czy Kambodży, z pomocą sztucznej inteligencji, udaje ładną dwudziestolatkę, która nawiązuje internetową znajomość z 40-50-letnim Polakiem. Miło korespondują na różne tematy. Można powiedzieć, że relacja się rozwija w sieci i w pewnym momencie ona wspomina, mimochodem, o wujku, który zrobił dobry interes, inwestując na takiej platformie kryptowalutowej. Ofiara łapie haczyk, bo chętnych na szybki i łatwy zysk nie brakuje. Ostrożni inwestują niewielkie sumy i oszukańcze platformy często pozwalają im zrealizować ten zysk, co zachęca do inwestowania większych kwot i dopiero przy kolejnej transakcji, gdy chcą odzyskać pieniądze, okazuje się się, że nie da się tego zrobić. Ale co jest bardzo ciekawe, zwykle nie łączą tego ze swoją „przyjaciółką” z Internetu. Żalą się jej, opowiadając, co ich spotkało. Ona się oburza, oferuje pomoc. Kontaktuje ich z osobami, które mają odzyskać pieniądze, za odpowiednią opłatą. Ofiara znów płaci za „pomoc”, a dla oszustów jest to dodatkowy zarobek. W miejsce pana w średnim wieku możemy wstawić panią, z którą nawiązuje relacje młody, przystojny mężczyzna. W miejsce Polaków można wstawić obywateli dowolnych bogatych krajów Europy czy USA. Ten mechanizm działania sprawia, że wiele ofiar wstydzi się przyznać do takiej relacji i w ogóle nie zgłasza, że padły ofiarą przestępstwa. Albo robi to bardzo późno. Wiele osób również nie wierzy, że można odzyskać stracone pieniądze.

Czytaj więcej

Rodzina Trumpów miała finansowo udany rok

Pan przekonuje, że można i że prawdopodobieństwo sukcesu jest nawet większe w przypadku kryptoaktywów, niż w przypadku zhakowania tradycyjnego konta.

Na to wskazuje kilkuletnie doświadczenie naszej firmy, z tym jednak zastrzeżeniem, iż trzeba działać szybko, mieć doświadczenie w podobnych sprawach oraz niezbędne do tego narzędzia technologiczne. Prowadzimy, między innymi dla jednej z największych giełd kryptowalut program pomocy dla ich klientów, którzy padli ofiarą oszustów. Mamy od nich ok. 100 spraw miesięcznie, którymi zajmuje się u nas, w niepełnym wymiarze czasowym, zaledwie kilka osób. Mówię o tym, żeby pokazać, że do tego nie potrzeba armii ludzi. Ważne jest zgromadzenie odpowiednich danych, wykorzystywanie rozwiązań opartych na najnowszych technologiach oraz umiejętne prowadzenie śledztwa i globalna komunikacja. Nasz klient daje nam 24 godziny na wyśledzenie ukradzionych aktywów, przygotowanie raportu oraz skontaktowanie się z podmiotami, które otrzymały skradzione środki. Robimy jednak zwykle dużo szybciej. Nasza dotychczasowa skuteczność w tym projekcie to 27 proc. zamrożonych i zajętych aktywów. W przypadku przestępstw, polegających na kradzieży tradycyjnych środków finansowych szacuje się, że jest to 3 do 5 proc. O sukcesie decyduje szybkość działania i zebranie odpowiednich informacji od ofiary, które pozwalają nam, podczas analiz transakcji na giełdach kryptowalutowych wyłapać te, za którymi stoją przestępcy. Święty Graal takich firm, jak nasza, ale też policji i prokuratury polega na tym, że z uwagi na naturę technologii blockchain, na której oparte są kryptowaluty, wszystkie dane transakcji są zapisane i publicznie dostępne w sieci. Nie są one anonimowe, ale spseudonimizowane. To pozwala nam wyśledzić transakcję. Przestępcy to wiedzą i dlatego starają się, jak najszybciej wymienić kryptoaktywa na tradycyjne waluty fiducjarne, najczęściej dolary. Dopiero wtedy mogą mówić o sukcesie.

Co się dzieje po wyśledzeniu transakcji?

Występujemy do giełdy kryptowalutowej o jej zablokowanie. Jeśli giełda jest licencjonowana i działa zgodnie z prawem, to zazwyczaj pozytywnie reaguje na taki sygnał. Dając nam kilka dni na dostarczenie wydanego przez prokuraturę nakazu zabezpieczenia tych środków. I to jest, w mojej ocenie, najsłabsze ogniwo, jeśli chodzi o walkę z przestępstwami, których ofiarą padają Polacy. Sprawy dla polskich klientów stanowią zaledwie nieznaczny procent naszych wszystkich spraw, ale boli nas, że przynosimy na tacy wszystkie informacje potrzebne organom, które oni mogą zweryfikować i tygodniami nic się nie dzieje. Skutek jest taki, że giełda odblokowuje środki, a przestępcy kasują swoje wyprane pieniądze.

Czytaj więcej

Hubert Janiszewski: Jak naprawić ustawę o kryptoaktywach
Reklama
Reklama

W pana ocenie instrukcja Prokuratury Krajowej dla prokuratorów, którzy mają ścigać te przestępstwa roi się od błędów.

Tak! Zresztą to nie jest tylko moje zdanie. Widać, że autorzy wytycznych nie do końca rozumieli podstawowe zagadnienia związane z technologią blockchain oraz tego, jak działają kryptoaktywa, a ich instrukcja nie tylko nie jest pomocna. Ona jest wręcz szkodliwa. Jeśli policja czy prokurator postępuje zgodnie z nią, to traci czas i szansę na zamrożenie środków. Z drugiej jednak strony, problem zaczyna się już na etapie zgłoszenia przestępstwa w komisariacie. Policjant nie wie, o co pytać, bo trudno, żeby każdy policjant miał wiedzę na ten temat. Gdy zebrane przez niego dane trafiają do eksperta, a ten wzywa do ich uzupełnienia, to zanim zamknie się ten obieg informacji, pieniądze są już wyprane i nie ma szans na ich odzyskanie.

Obecni na posiedzeniu zespołu parlamentarnego przedstawiciele prokuratury są lepszego zdania o swojej skuteczności w tym obszarze niż pan, bronili też swojej instrukcji.

 I to jest niestety problem, że oni są przekonani, że wszystko jest ok. Nasza firma współpracuje z organami ścigania na całym świecie. Przykładowo, patrząc na uruchomioną przez FBI platformę IC3, na której każdy może bez chodzenia na policję sam zgłosić przestępstwo, uważamy, że można zrobić lepsze narzędzie. Takie, które będzie krok po kroku prowadziło policjanta czy osobę zgłaszającą przestępstwo, podpowiadając, o co zapytać i walidując od razu wprowadzone dane. W ten sposób można pozyskać informacje potrzebne do wyśledzenia oszukańczych transakcji, a nie dowolne informacje podane przez ofiarę, jak to ma miejsce w przypadku platformy FBI. Gdyby taki system uruchomiono w Polsce, to mogłoby uczynić polski sektor blockchain oraz kryptoaktywów bezpieczniejszym oraz bardziej przejrzystym. A to jest przyszłość. Już powszechnie wiadomo, że ta technologia będzie wykorzystywana do tokenizacji tradycyjnych instrumentów finansowych. Europejski Bank Centralny prowadzi prace nad wykorzystaniem tej technologii do emisji walut cyfrowych.

Mimo że wiąże się to z takimi niebezpieczeństwami?

Faktem jest, że liczba przestępstw z użyciem kryptoaktywów rośnie. W ubiegłym roku w stosunku do 2024 r., ten wzrost wyniósł 168 proc., ale stanowi to mniej niż 1 proc. wszystkich dokonywanych transakcji. W przypadku gotówki szacuje się, iż może to być nawet 5 proc. Naprawdę nie uciekniemy od tego. Musimy się tylko nauczyć, co to jest kryptoaktywo, śledzić je i zamrażać, a dzięki zapisom w publicznym rejestrze łatwiej jest odnaleźć taką transakcję i ją zablokować, niż odzyskać skradziony rower.

 

 

 

Prawo drogowe
Koniec z masowym oblewaniem kursantów? Pomóc ma nowy system
Edukacja i wychowanie
Oto najlepsze licea i technika w Polsce. Wyniki rankingu Perspektywy 2026
Opinie Prawne
Szymaniak: A ile dywizji ma prokuratura, czyli o powodach obrony Ewy Wrzosek
Samorząd
To już pewne. Będzie więcej czasu na przygotowanie planów ogólnych
Sądy i trybunały
Resort sprawiedliwości szykuje reformę dyscyplinarek sędziowskich. Co się zmieni?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama