Tomasz Zalewski z Bird&Bird, Prezes Fundacji LegalTech Polska)w otwierającym wystąpieniu, wskazał że prawnicy nie zawsze entuzjastycznie reagują na pomysł wdrażania w swojej pracy nowych technologii. Wielu postrzega takie zmiany i innowacje jako zagrożenie dla modelu, w którym obecnie działają. Zmiany jednak powoli do nas docierają, głównie z zagranicy, a to przekłada się na oczekiwania klientów. Przede wszystkich chcą oni, by prawnicy byli skuteczniejsi, co przekłada się na nowe stanowiska w kancelariach czy nowe sposoby wynagradzania czy zarządzania projektami. Coraz więcej klientów chce też mieć możliwość np. pobrania raportu o stanie sprawy w czasie rzeczywistym. 

Wydaje się więc, że warto otworzyć się na te zmiany. Rozwiązania takie pozwalają zebrać więcej danych niż może to zrobić pojedynczy prawnik czy cały zespół, a to przekłada się np. na bardziej obiektywną ocenę tego, czy dana stawka jest zgodna z praktyką rynkową. Technologia pomaga też zunifikować jakoś pracy i unikać wielu błędów. Prawnicy jednak ja na razie wdrażają nowe rozwiązania tylko wtedy gdy wymagają tego regulacje (np. doręczenia elektroniczne), klienci, czy konkurencja. 

Czytaj więcej

Czy prawnicy mogą mówić tak, żeby ludzie rozumieli?

 Często problemów dostarcza samo zdefiniowanie, czym jest legaltech. Tegoroczne badania wydawnictwa BECK wskazują że ponad ¾ ankietowanych za uważa że należy od nich… podpis elektroniczny. Tymczasem Legal Tech podzielić można na 3 „generacje” – rozwiązania wspierające pracę prawników, automatyzujące ją, wreszcie wspierające w podejmowaniu decyzji – czy nawet podejmujące je automatycznie (to ostatnie leży jeszcze w sferze science fiction). Dlatego ważną cechą prawnika w przyszłości będzie brak lęku przed technologią i chęć zdobywania nowych umiejętności.  

Niechęć do zmian może po części wynikać z obawy, że wkrótce technologia zastąpi prawników, przynajmniej w tworzeniu kontraktów i zarządzaniu nimi. Temu też poświęcony był pierwszy panel dyskusyjny. Jego moderatorem był Krzysztof Owsianny (przewodniczący Komisji ds. Innowacji przy OIRP w Poznaniu. Wskazał on na zmieniające się otoczenie biznesowe i coraz silniejsze wchodzenie technologii także w obszary prawne. 

Michał Burek (radca prawny, Rymarz Zdort, Pactt) stwierdził że z perspektywy prawnika zajmującego się transakcjami najważniejszy jest know-now kancelarii. Nie ma co prawda technologii wspierającej same negocjacje, ale chmury obliczeniowy ułatwiają śledzenie kolejnych zmian i wersji umowy, a także komentarzy do tych zmian. Za wcześniej jednak jeszcze na narzędzia, które same podpowiadałyby jakieś klauzule. Do ich stworzenia potrzeby bowiem odpowiedniej „puli” klauzul, ale te ciężko zdobyć, bo każda kancelaria chroni swój know-how. Natomiast z perspektywy twórcy oprogramowania legaltechowego, ważniejsze jest to, by klienci czuli się z nimi dobrze, a prawicy muszą się do nich dostosować. 

Bardziej skomplikowane narzędzia są zaś potrzebne do analizy i zarządzania kontraktami, nie tylko ich przygotowania – (np. przystosowanie do nowego standardu księgowości na podstawie umów najmu z całego świata, albo tworzenie pozwu zbiorowego na podstawie faktur od firm samochodowych z całej Europy). Takie działania wymagają jednak dużej skali działania i niestety słabo sprawdzają się dla umów po polsku. 

Z kolei Zuzanna Jeżak (radca prawny, Legal & Compliance Manager Netguru) wskazała, że z punktu widzenia prawnika in-house (w firmie IT) oprogramowanie do zarządzania kontraktami pomaga zmniejszyć ryzyko prawne. One pozwalają bowiem przenosić obowiązujące w firmie procedury na realne działanie (np. właściwa ścieżka akceptacji dokumentu, w której nie można pominąć przypadkowo żadnego szczebla). Jednak wdrożenie takiego systemu w dużej firmie nie jest proste i musi on odpowiadać osobom z wielu różnych działów 

Tomasz Zalewski zwrócił uwagę, że nawet w mniejszych kancelariach rozwiązania automatyzujące prace mogą się przydać, zwłaszcza jeśli specjalizują się one w określonej dziedzinie (np. kredyty frankowe). Także jednak te zajmujące się praktyką ogólną, albo bardzo specyficznymi projektami, mogę używać narzędzi legaltech do wykonywania czynności powtarzalnych (jak choćby podpisywanie umów z klientami). Pamiętać jednak należy że nakład pracy na stworzenie takiego narzędzie nie zawsze musi się zwrócić – to zależy od skali działalności. 

Wskazał również, że podejście prawników do nowych technologii można podzielić na cztery kategorie: entuzjaści, którzy bardzo chętnie je przyjmą, druga grupa będzie stosowała te rozwiązania, jeśli przekonamy ich, że są one przydatne. Trzecia to ci, na których trzeba wymusić stosowanie technologii przez odpowiednie mechanizmy, wreszcie czwarta – nie będzie z nich korzystać nigdy. Wiele pomocnych rozwiązań można wprowadzić w powszechnie dostępnych programach, nie trzeba inwestować w bardzo zaawansowane aplikacje. 

Prelegenci zgodzili się ze sobą, że rozwiązania technologiczne nie zastąpią prawników jeszcze długo – dopóki prawo będzie tworzone przez ludzi i dla ludzi. Technologie nie uwzględniają bowiem właśnie „ludzkiego” indywidualnego elementu, kluczowego przy podejmowaniu decyzji. Mogą natomiast znacznie usprawnić pracę prawników i zwiększyć jej wydajność.