Nowa ustawa o promocji zatrudnienia miała ułatwić powrót do pracy po przerwie związanej z urodzeniem dziecka lub po okresie opieki nad osobą zależną. Tak się jednak nie stało.
Dwa rozwiązania
W ustawie przewidziano dwa rozwiązania służące rodzicom i opiekunom. Jedno to świadczenie aktywizacyjne, dodatek do pensji, wypłacane przez 12 (połowa minimalnego wynagrodzenia, obecnie 840 zł) lub 18 miesięcy (1/3 minimalnego wynagrodzenia, obecnie 560 zł) za zatrudnienie bezrobotnego. Po okresie wypłacania dodatku, przedsiębiorca musi nadal zatrudniać tę osobę co najmniej sześć lub dziewięć miesięcy.
Drugie to grant. Mogą go otrzymać ci, którzy utworzą stanowisko pracy w formie telepracy. Jego wysokość to maksymalnie sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia.
Ze świadczenia aktywizacyjnego w całym kraju skorzystało 10 osób, a z grantu na teleprace cztery – informuje Ministerstwo Pracy. Wiceminister Jacek Męcina tłumaczy, że brak zainteresowania tymi formami pomocy to dla resortu ogromny problem.
– Wydawało nam się, że to dobra zachęta dla przedsiębiorców, by zatrudniali osoby, które z powodu sytuacji rodzinnej nie są jeszcze w pełni dyspozycyjne – mówi Męcina.
– To nowe formy i jeszcze zbyt mało osób o nich wie – mówi Jerzy Kędziora, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Chorzowie.
Wyśrubowane kryteria
Ale nawet ci, którzy wiedzą, nie chcą lub nie mogą z nich skorzystać.
– Pracodawcy i pracownicy boją się telepracy, dlatego wolą omijać ją z daleka – mówi Kędziora.
Zbyt szczegółowe przepisy o świadczeniu aktywizacyjnym powodują, że mogą skorzystać z niego tylko nieliczni. W ustawie zapisano mianowicie, że należy się ono bezrobotnemu powracającemu na rynek pracy, który w ciągu trzech lat przed rejestracją w urzędzie pracy jako bezrobotny zrezygnował z zatrudnienia lub innej pracy zarobkowej ze względu na konieczność wychowywania dziecka lub sprawowania opieki nad osobą zależną.
– Szukaliśmy takich osób, ale nie znaleźliśmy. Większość straciła pracę wcześniej, dlatego zajęła się opieką – wyjaśnia dyrektor Kędziora.
Jacek Męcina wierzy jednak, że te formy pomocy rodzicom okażą się wreszcie strzałem w dziesiątkę.