Tak było w 2003 roku, gdy skrytykował prezydenta USA George’a W. Busha za interwencję w Iraku i przyrównał go do Stalina. Później gdy Bush przyjechał do Polski i odwiedził Kraków, Majchrowski dostał zakaz witania go na lotnisku. To z powodu Majchrowskiego pracę stracił szef małopolskiej policji Adam Rapacki. Media informowały, że został odwołany ze stanowiska, bo nie chciał się zgodzić na podsłuchiwanie krakowskich urzędników, w tym prezydenta. A kilka dni temu to właśnie o Majchrowskiego wybuchła w nowym Sejmie jedna z pierwszych awantur między koalicją a PiS.

Poszło o ponowny wybór Majchrowskiego na kolejną kadencję do Trybunału Stanu. Politycy PiS zarzucili mu, że ucieka przed odpowiedzialnością karną, chowając się za immunitetem sędziego.

– Majchrowski nie powinien startować do Trybunału. Najpierw musiałby wyjaśnić wszelkie sprawy, które nagromadziły się wokół niego. A jest tego sporo – mówi Bolesław Kosior, przewodniczący klubu krakowskich radnych PiS. I przypomina, że prokuratura chciała postawić zarzut Majchrowskiemu, ale nie mogła, bo chronił go immunitet sędziego Trybunału Stanu. O co chodzi? O niepowiadomienie prokuratury o próbie korupcji. Sprawa ma związek z krakowskim biznesmenem, który w 2003 roku proponował jednemu z krakowskich polityków stanowisko w zamian za korzyści majątkowe. Zbigniew B. powoływał się przy tym na prezydenta Majchrowskiego.

Prezydenta Krakowa irytują oskarżenia PiS. – Nie będę się ustosunkowywał do paranoicznych wystąpień, że chcę się ukryć za immunitetem – mówi zdenerwowanym głosem. Przypomina, że Trybunał Stanu przeprowadził rozprawę z udziałem prokuratora Jerzego Engelkinga i obrońców. Po czym jednogłośnie wypowiedział się przeciwko uchyleniu mu immunitetu.

PiS zarzuca też Majchrowskiemu, że współpracował z SB. Rzeczywiście jego nazwisko figuruje w zasobach IPN. Z materiałów Instytutu wynika, że prezydent Krakowa został zarejestrowany w 1975 roku przez wywiad PRL. We wrześniu „Gazeta Polska” napisała, że Majchrowski w latach 70. doniósł do SB na swoją studentkę Lilianę Sonik. Miała przekazać mu ulotkę wydaną przez demokratyczną opozycję.

Prezydent Krakowa zdecydowanie jednak zaprzecza, że podjął współpracę z tajną policją PRL. – Był u mnie agent i rozmawiał, a potem napisał, że nie nadaję się na TW, bo jestem skryty, mało komunikatywny itp. Mam też na piśmie oświadczenie rzecznika interesu publicznego, że nie współpracowałem z SB – zaznacza Majchrowski.

Bezpartyjny prezydent Krakowa w czasach PRL należał do PZPR. Oddał legitymację partyjną 14 grudnia 1981 roku. Od tego czasu aż końca lat 90. był bezpartyjny, ale sympatyzował z postkomunistyczną lewicą. W 1995 roku poparł kandydaturę Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta. To była jego przepustka do działalności publicznej. Kilka miesięcy później, w 1996 roku objął funkcję wojewody krakowskiego. Zajął miejsce po wywodzącym się z „Solidarności” Tadeuszu Piekarzu. Dlaczego rządząca wówczas koalicja SLD – PSL właśnie Majchrowskiemu zaproponowała to stanowisko?– Bo był profesorem prawa, a osoby o mniejszym formacie Kraków by nie zaakceptował – tłumaczy Krzysztof Janik z SLD.

Ale Kraków patrzył przede wszystkim na jego postpezetpeerowską przeszłość. Sejmik samorządowy zaopiniował negatywnie jego kandydaturę, a KPN zorganizowała demonstrację przeciwko nominacji dla Majchrowskiego. Świeżo upieczony wojewoda skwitował to dosyć obcesowo. „Gazecie Wyborczej” powiedział: „Wciąż słyszę o podziale łupów. A na tym właśnie polega demokracja. Ci, co wygrywają, dzielą zdobycze. Za półtora roku będzie nowe rozdanie i ktoś inny może zostać wojewodą”. I tak się stało. W 1997 roku wojewoda stracił stanowisko. Ale Kraków mimo wszystko go zaakceptował – Majchrowski dwukrotnie wygrał wybory prezydenckie w tym mieście.