W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy sekwencję zdarzeń, które mogą budzić obawy o stan naszego bezpieczeństwa, a także stawiać pytanie, czy jesteśmy na progu wojny. Bardzo duży wpływ na wzrost niepewności, co do dalszego rozwoju sytuacji na naszej wschodniej granicy, miała informacja ustna przekazana przez szefa CIA Johna Ratcliffe'a ministrowi koordynatorowi ds. służb specjalnych Tomaszowi Siemoniakowi. Jej treść jest nieznana. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, Polska nie otrzymała żadnego raportu na papierze.
Wcześniej próbowano podpalić budynek w Skarżysku-Kamiennej należący do giganta zbrojeniowego WB Electronics. Z naszych ustaleń wynika, że podpalenie zostało zlecone przez Kreml – przekonane są o tym polskie służby. ABW zaś nie potwierdza, aby Rosjanie stali za pożarem magazynu z częściami lotniczymi w Lublinie i hurtownią w Gdyni.
Niepokój związany był także z atakami rosyjskimi w pobliżu polskiej granicy, aktywnością polskich sił powietrznych na wschodzie kraju i alarmami, które ostrzegały przed możliwym uderzeniem z powietrza. Dodatkowo gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak, dowódca operacyjny, ujawnił w „Rzeczpospolitej”, że rakieta manewrująca, która spadła na pole we wsi Tarnawa-Kolonia, celowo została skierowana na polskie terytorium. Premier Donald Tusk w Sejmie wskazał na realne ryzyko, że „na teren któregoś z państw, bądź kilku państw NATO na wschodniej flance, mogą wlatywać drony lub innego typu pociski, dokonywać nawet zniszczeń”.
Kolejne niepokojące zdarzenia. Co chce osiągnąć Rosja?
Jak interpretować te zdarzenia? – Rosja chce wygrać wojnę z Ukrainą środkami militarnymi, dlatego stara się odcinać Kijów od dostaw – mówi „Rz” osoba związana ze służbami specjalnymi. W ten sposób chce spowodować m.in. kryzys humanitarny. – Nieudana próba ataku na lotnisku w Lipsku w Niemczech oraz podpalenie w Skarżysku pokazuje też, że jej celem mogą być zakłady produkujące uzbrojenie dla Ukrainy oraz centra logistyczne.
Czytaj więcej
Z analizy trasy pocisku manewrującego wynika, że raczej nie miał on żadnego celu alternatywnego na Ukrainie i zmierzał dokładnie tam, gdzie miał ud...
Co się zmieniło w ostatnim czasie w podejściu Rosjan do niewypowiedzianej wojny z Zachodem? – Uważają, że mają moralne prawo atakować państwa i zakłady produkujące uzbrojenie dla Ukrainy – opisuje. To działanie może przypominać strategię Teheranu, który po ataku wojsk amerykańskich odpowiedział uderzeniami na amerykańskie bazy znajdujące się w państwach na Bliskim Wschodzie. Dlatego Rosjanie będą eskalować, aby pokazać, że są zdeterminowani do wygrania wojny środkami militarnymi.
Nasz rozmówca podkreśla, że dzisiaj nie ma groźby czysto wojskowej. – Rosjanie szukają działań poniżej progu wojny. Dlatego też mogą podejmować działania pod obcą flagą – zwraca uwagę.
Jak czytać chaos informacyjny? Czeka nas przesilenie
Zrozumienie stanu naszego bezpieczeństwa utrudnia chaos informacyjny. Zdaniem Anny M. Dyner, analityczki Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), jest on „częściowo celowo generowany przez adwersarzy, aby zasiać niepewność, wątpliwości co do sposobu funkcjonowania państwa i stwarzać pozory bardzo wysokiego ryzyka zagrożenia”. – Jest to zatem element wojny kognitywnej. Chodzi o to, żeby społeczeństwa się bały i zaczęły wywierać presję na swoje władze, aby poszły na ustępstwa Federacji Rosyjskiej. Celowe wprowadzenie chaosu informacyjnego ma sprawiać wrażenie, że brakuje wiarygodnych źródeł informacji, bowiem zaufanie do instytucji państwowych jest podważane. Wojna informacyjna jest jednym z elementów presji hybrydowej – mówi Anna M. Dyner.
Czytaj więcej
W ciągu zaledwie trzech miesięcy tego roku już ponad trzysta razy została naruszona polska przestrzeń powietrzna – wynika z raportu Polskiego Insty...
Grzegorz Matyasik, były zastępca dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, ekspert Instytutu Wschodniej Flanki przypomina, że na sytuację nakładają się problemy Amerykanów w Zatoce Perskiej, punkt krytyczny w konflikcie rosyjsko-ukraińskim, rosnąca presja hybrydowa na państwa NATO, napięcia na Bliskim Wschodzie oraz „coraz większa niepewność co do trwałości dotychczasowego porządku bezpieczeństwa”. – Jeżeli chcemy ten chaos uporządkować, trzeba patrzeć nie na pojedyncze incydenty, ale na kierunek zmian. A ten wskazuje, że zbliżamy się do punktu przesilenia. Można odnieść wrażenie, że zmierza to do pęknięcia wrzodu, który ciągle narasta – mówi nam Matyasik.
Efekt flagi i pozorne działania polskiego rządu
Eksperci nie mają wątpliwości, że zagrożenie ze strony Rosji jest doskonałym paliwem politycznym. Ppłk. Maciej Korowaj, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, podkreśla, że widać próby wywołania efektu flagi, czyli jednoczenia społeczeństwa w obliczu zagrożenia.
– Gdy poważny polityk mówi o zagrożeniu, o ataku Rosji na Polskę, to zadaję pytanie, co w tym kierunku rząd zrobił? Czy wrócił pobór? Czy ogłosił mobilizację? Czy rozpoczął szkolenia wojskowe? Czy przestawił gospodarkę na tryb wojenny? Czy nawiązał twarde sojusze? Mamy tylko działania PR-owe skoncentrowane na polityce bieżącej – pyta gen. broni rez. dr Jarosław Gromadziński, były dowódca Eurokorpusu i twórca 18 „Żelaznej” Dywizji.
Czytaj więcej
Jeśli państwo reaguje na rosyjskie ataki po ukraińskiej stronie granicy w sposób, który przede wszystkim uruchamia w Polakach lęk o własne bezpiecz...
Grzegorz Matyasik zwraca uwagę, że chociaż sygnałów ostrzegawczych jest dziś bardzo dużo, „nasza polityka krajowa nadal koncentruje się głównie na bieżących sporach i krótkiej perspektywie”. – Tymczasem problem jest strategiczny: jak działać w obliczu rozpadającego się systemu bezpieczeństwa międzynarodowego – dodaje.
Uważnie patrzmy na rosyjską politykę. Zmiany, które mogą w niej zajść, wpłyną na przebieg wojny
Czy zakończone właśnie wybory w Rosji mogą mieć wpływ na nasze bezpieczeństwo? – Są teatrem politycznym. Władze rosyjskie założyły duży udział wśród kandydatów weteranów. W ten sposób może się stworzyć ważny układ w parlamencie, nazwijmy go „okołowojennym”. Zatem Duma, choć nie odgrywa kluczowej roli w rosyjskim systemie politycznym, potencjalnie może mocniej wspierać politykę Kremla – mówi Anna M. Dyner.
Maciej Korowaj dodaje, że wynik wyborów w Rosji „może zacementować zmiany, które Putin wprowadzał w ramach reform państwa w trakcie wojny, w tym układ polityczno-gospodarczo-społeczny”. – Mają przypieczętować stworzony przez niego nowy układ sił, w tym rozkład feudalnych zależności z oligarchami. Dopiero potem nastąpi sprawdzenie: eskalujemy czy nie. Tym, którzy wygrali miliony na nowych układach, będzie zależało na tym, żeby zakończyć wojnę i zatrzymać koło fortuny, bo w jednym czasie mogą być milionerami, ale w innej rozgrywce mogą zostać zamknięci w więzieniu za korupcję. Zaś tym, którzy stracili miliony, może zależeć na eskalacji, bo wtedy stawiają Putina w ciężkiej sytuacji. Jeśli on wygra, będzie ciągle u władzy, jeżeli przegra, to może przyszedł czas na zmianę reżimu i rozdanie kart przez nowego „krupiera Kremla”. Ta eskalacja tak naprawdę wychodzi z dołów rosyjskiej polityki, a nie z samego Kremla.
Zdaniem gen. Gromadzińskiego po wyborach do Dumy w Rosji będzie utwardzała się frakcja „jastrzębi”, bo coraz więcej obywateli rosyjskich dotyka wojna. – Straty Rosjan to 300 tys. zabitych i prawie milion rannych i kalek. Skutkiem wojny jest ich urażona duma, bo nie mogą sobie poradzić z Ukrainą.
Czy po tych wyborach ogłoszona zostanie mobilizacja? Anna M. Dyner tłumaczy, że ciągle obowiązuje dekret o mobilizacji z 2022 r., zatem nie trzeba formalnie ogłaszać mobilizacji powszechnej, a tylko wymagać od instytucji odpowiedzialnych za rekrutację dostarczenia większej liczby zmobilizowanych.
– Wyobrażam sobie tzw. pełzającą mobilizację bez jej oficjalnego ogłoszenia. Jeżeli ta fala zacznie narastać po wyborach, załóżmy w dwa tygodnie po nich, to ci żołnierze po przeszkoleniu mogą trafić do jednostek wojskowych na początku przyszłego roku. Można zatem sobie wyobrazić, że Rosjanie będą chcieli np. w czasie wiosennej ofensywy „szturmami mięsnymi” zdobyć Słowiański i Kramatorsk, aby domknąć granicę Donbasu. Wtedy Kreml będzie mógł ogłosić, że kończy specjalną operację wojskową, bo zostały osiągnięte podstawowe cele.
Czytaj więcej
Testowanie NATO na pewno będzie kontynuowane. Rosjanie obserwują nasze reakcje. Wiedzą, że Sojusz reaguje politycznie, a nie militarnie, dlatego pr...
Anna Dyner wskazuje, że „mobilizacja” jest potrzebna także z innego powodu: – Jest niewielkie prawdopodobieństwo, że Rosja wycofa się z terenów okupowanych. Taniej będzie te tereny okupować przez tzw. mobików (niedawno zmobilizowanych – red.) niż regularne siły – dodaje.
Rosja testuje art. 5 Traktatu waszyngtońskiego. Jak NATO zareaguje na narastające prowokacje
Rozmówcy „Rzeczpospolitej” wskazują, że Rosjanie testują art. 5 Traktatu waszyngtońskiego. – Obecna aktywność to etap przygotowawczy: rozpoznawanie reakcji państw NATO, procedur bezpieczeństwa i odporności infrastruktury. Dziś Rosja wykorzystuje głównie lokalnych wykonawców i grupy proxy, ale posiadających profesjonalne przygotowanie informacyjno-wywiadowcze. Poważniejszym sygnałem eskalacji będzie przejście w zakresie akcji dywersyjno-sabotażowych do działań profesjonalnych zespołów powiązanych bezpośrednio z rosyjskimi służbami lub wojskiem. I oczywiście ta eskalacja działa za pomocą bezzałogowych statków powietrznych np. FVP czy rakietowych – tłumaczy Grzegorz Matyasik.
Inaczej to widzi gen. Gromadziński. – Jestem przekonany, że Rosjanie wypracowali sobie już pewien model działania w sferze bezpieczeństwa. Od początku roku eskalują napięcie, zwiększają zagrożenie i realizują koncepcję prowadzenia wojny podprogowej. Celem siania zamętu w sferze informacyjnej jest dążenie do podważenia wiarygodności rządu, polaryzacja społeczeństwa, przekonanie, że jesteśmy słabi i jesteśmy nieudacznikami. Rosja buduje narrację o tym, że jest silnym państwem zdolnym do pełnoskalowej wojny, którą narzuca Polsce i Zachodowi. Zakłada, że w to uwierzymy. Oczywiście to jest nieprawda, Rosja dzisiaj nie ma takich zdolności.
Generał krytycznie ocenia działania władz państwa po upadku rakiety manewrującej na Lubelszczyźnie. – Nie podjęto żadnych działań, żeby budować chociażby koalicję państw regionu i wymusić jakąś reakcję ze strony NATO. Nie uruchomiono nawet art. 4 Traktatu waszyngtońskiego, nie wprowadzono dodatkowych sankcji na Rosję. A przecież to był akt wrogiego ataku na nasz kraj – mówi Gromadziński.
Czytaj więcej
Czy Rosja będzie gotowa do konfliktu w 2027 r.? Tego dziś nikt nie może przesądzić, ale już dziś widzimy, że Rosja stopniowo odbudowuje zdolności d...
Maciej Korowaj opisuje działania Rosji jako próbę znalezienia „punktu bólu NATO, ponieważ w doktrynie rosyjskiej istnieje założenie, że aktor groźniejszy powinien uderzyć pierwszy”. – Dzisiaj Rosjanie zdają sobie sprawę, że NATO może uderzyć boleśnie, ale nie może prowadzić długotrwałej wojny. Rosjanie sprawdzają, w którym punkcie jest to przesilenie, a jednocześnie ciągle skupiają się na erozji odporności państw, zmiękczając ich poprzez codzienną presję w różnych obszarach, budując przeświadczenie o bezradności obecnych władz demokratycznych państw NATO i wpływając na zmiany polityczne, np. w Niemczech czy Szwecji. Rosja szuka punktu i momentu, który doprowadzi do masowych strat w którymś państwie NATO lub nawet w kilku. Chodzi im o to, aby sojusz zareagował militarnie. Bo wtedy Rosja ma siłę, żeby się przed NATO obronić, może wykorzystać kartę nuklearną, czyli doprowadzić do czegoś na wzór kryzysu kubańskiego 2.0. Słowem doprowadzić do rozpoczęcia realnych negocjacji.
Czy możemy się spodziewać wybuchu wojny?
Eksperci jednak twierdzą, że w ciągu najbliższych miesięcy nie powinniśmy się spodziewać pełnoskalowej wojny Rosji z NATO, takiej, jaką obserwujemy na Ukrainie, bowiem Rosja jest ciągle uwikłana na wschodzie.
Czytaj więcej:
PGZ i Grupa WB powinny w ciągu 5 lat co najmniej podwoić swoje przychody. To w dużej mierze efekt zamówień finansowanych z pożyczek z unijnego Inst...
Pro
– Co nie znaczy, że nie dojdzie do jakiejś próby prowokacji, np. wobec państw bałtyckich – mówi Anna M. Dyner z PISM. i dodaje: – Ale warto podkreślić, że mamy systemy rozpoznawcze skierowane m.in. na obwód leningradzki i tamtejszy okręg wojskowy, aby z dużym wyprzedzeniem zobaczyć przygotowania do jakiegoś działania kinetycznego i takiej próbie przeciwstawić się, np. przerzucając dodatkowe siły i środki. Moim zdaniem otwarcie drugiego frontu byłoby mimo wszystko szalenie ryzykowne z punktu widzenia Władimira Putina i jego reżimu. Tym bardziej że z Rosji płynie wiele drobnych sygnałów wskazujących, że część środowisk władzy i społeczeństwa ma dość tej wojny. Nie bez znaczenia jest fakt, że partia Jabłoko została wyrzucona z procesu wyborczego. Być może dlatego, że mogłaby zdobyć znaczne poparcie, np. kilkunastoprocentowe, jako jedyna partia będąca alternatywą dla obecnie rządzących.
Czego możemy się spodziewać po Rosji? Możliwe scenariusze
Nasi rozmówcy rysują najbardziej skrajne scenariusze na przyszłość. Zdaniem gen. Gromadzińskiego takim gamechangerem może być użycie przez Rosję samolotu, który naruszy naszą przestrzeń powietrzną i nie będzie odpowiadał na próby opuszczenia jej, a wtedy może dojść do jego zestrzelenia. Generał wskazuje jednak, że bardziej prawdopodobne jest, że Rosjanie skierują swoje ostrze ku Niemcom i Wielkiej Brytanii. – Rosja jest rozczarowana postawą Niemców, bo zawsze traktowała ich jako kluczowego partnera biznesowego w Europie. Kreml czuje się zdradzony przez Berlin – mówi były dowódca.
Czytaj więcej
Niemcy nie tylko przyspieszają upadek reżimu Władimira Putina, mocno wspierając ukraińską armię, ale i osłaniają na swoim podwórku jego ewentualnyc...
Maciej Korowaj zwraca uwagę, że istnieje ryzyko wzajemnej wymiany uderzeń rakietowych przy jednoczesnej groźbie użycia taktycznej broni nuklearnej. – To może być poprzedzone działaniem quasihybrydowym, czyli np. uderzeniem dronów na europejskie obiekty energetyczne – mówi „Rzeczpospolitej”. – Nie bez znaczenia jest odnalezienie na naszym wybrzeżu uzbrojonego drona Gerbera 2, bo pokazuje, że my także możemy być celem. To nie był przypadek. Rosja wysyła z platform mobilnych umieszczonych na Białorusi drony, które przelatują nad Litwą i kierują się nad Bałtyk. Ich celem może stać się np. polski port lub terminal gazowy. Gdy ten dron znajdował się nad Bałtykiem, w pobliżu były rosyjskie okręty zwiadu radioelektronicznego. To może się układać we wzór działania pod obcą flagą – tłumaczy.