Przyszłość branży motoryzacyjnej jest elektryczna, a UE popełnia błąd w działaniach nastawionych na obronę własnego rynku – przekonuje Bruegel, niezależny europejski think tank z siedzibą w Brukseli, specjalizujący się w polityce gospodarczej. W raporcie „Europejski sektor motoryzacyjny potrzebuje planu działania, a nie nadmiernej ochrony” sugeruje, że UE nie powinna spowalniać elektromobilnej transformacji ani nakładać ceł na chińskie auta czy wymagać lokalnych komponentów z Europy. Zamiast chronić producentów samochodów, ma im pomagać w dostosowaniu się do nowych warunków konkurencji.
Czytaj więcej
Denza Z ma 1604 KM i kosztuje w Polsce od 705 tys. zł. Sportowy elektryk koncernu BYD obiecuje osiągi z najwyższej półki i ładowanie w kilka minut....
Cła chronią fabryki czy podnoszą ceny aut?
Opublikowane właśnie opracowanie podważa obecny kierunek działań unijnych władz wobec przemysłu motoryzacyjnego: zdaniem analityków uderza on w konsumentów, bo przez cła mające chronić europejską produkcję samochody stają się droższe. Bruegel krytykuje bariery inwestycyjne, gdyż napływające do Europy zagraniczne projekty (w domyśle chińskie) nie powinny być hamowane, a wykorzystane jako okazja do nadrobienia zaległości. Przy tym rosnąca konkurencja ze strony Chin nie musi być wcale taka zła.
– Zamiast koncentrować się na ochronie przemysłu motoryzacyjnego, UE powinna realizować strategię wspierającą klimatyczną transformację. Próby jej spowalniania lub zamykania rynku dla chińskiej konkurencji wymogami „Made in EU” mogą okazać się kosztowne – uważa Bruegel, sugerując, że wszelkie środki dla ochrony europejskiej motoryzacji powinny być tymczasowe, a przynajmniej negocjowane z Chinami w ramach porozumień obejmujących zarówno samochody elektryczne, jak i hybrydowe.
Czytaj więcej
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma w orędziu o stanie Unii ogłosić znaczne zaostrzenie ochrony przed chińskim importem.
Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, podkreśla jednak, że unijne taryfy nie są nakierowane stricte na ochronę produkcji europejskiej, a jedynie na wyrównanie szans względem produkcji chińskiej – mówi w rozmowie z nami przedstawiciel PZPM.
– Zresztą od pewnego czasu obserwujemy już zdecydowany spadek cen europejskich samochodów elektrycznych, więc ciężko się zgodzić z tezą, że przez cła, jako konsumenci w Europie, musimy płacić więcej – dodaje.
W grze przyszłość europejskich producentów części
Bruegel nie kwestionuje faktu, że osłabienie popytu na nowe samochody wraz z agresywną konkurencją chińskich producentów aut stawia przemysł motoryzacyjny w UE pod ścianą. Nic dziwnego, że unijne władze, bombardowane ostrzeżeniami o konieczności redukcji zatrudnienia i zamykania całych fabryk, próbują go bronić. Złagodzono cele rynkowego udziału samochodów elektrycznych w rynku, zapowiedziano wsparcie dla kupujących je konsumentów oraz wyhamowanie importu z Chin poprzez cła i preferowanie w zamówieniach publicznych własnej produkcji części i komponentów samochodowych w ramach projektu „Made in EU”. Ale to ma być błędem.
Czytaj więcej
Forsowana przez Unię Europejską przymusowa elektromobilność spotyka się z rosnącym oporem społecznym i obawami branży. 47 proc. konsumentów z pięci...
– Zmiany celu emisji CO2 na 2035 r. oraz wsteczne modyfikacje dotacji pogłębiają problem, podważając przewidywalność niezbędną dla długoterminowych inwestycji. Należy skupić się na poprawie warunków zwiększających unijną konkurencyjność. Same dotacje i ochrona przed konkurencją ze strony Chin nie wystarczą, by uczynić unijny łańcuch wartości konkurencyjnym – komentują autorzy raportu.
Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), przypomina, że europejski przemysł komponentów odpowiada za około 75 proc. wartości pojazdu i jest „fundamentem innowacyjności oraz wartości dodanej sektora motoryzacyjnego” – zauważa Bęben.
Europa postawiła na drogie auta. Chiny zajęły tańszy segment
Europejskim problemem ma być mniejsze w porównaniu do Chin, a także nierówne tempo elektrycznej transformacji. Udział aut elektrycznych w nowych rejestracjach w UE wzrósł z 3 proc. w 2019 r. do 28 proc. w 2025 r. To nieco powyżej średniej globalnej 25 proc., ale daleko za Chinami, gdzie udział elektryków sięgnął 55 proc. W dodatku, jak podaje Clean Technica, przy zaawansowanej elektryfikacji w Europie Północnej (udział w pełni elektrycznych aut w rejestracjach w Norwegii w lipcu 2026 r. był na poziomie 98 proc., w Danii 80 proc., w Finlandii 53 proc., w Szwecji 43 proc., podobnie w Belgii), jej poziom w krajach Europy Środkowo-Wschodniej okazuje się radykalnie słabszy (w Czechach lipcowa sprzedaż elektryków była na poziomie 8 proc., a w Polsce 5 proc.).
Rezerwy do rozwoju e-mobilności w Europie nadal więc są. Tomasz Bęben apeluje, by wykorzystać transformację motoryzacji do wzmocnienia europejskiego ekosystemu przemysłowego.
Czytaj więcej
Projekt polskiego elektryka dostał kolejne zielone światło. Są grunty pod fabrykę w Jaworznie i 4,5 mld zł finansowania. Teraz najtrudniejszym zada...
– Już dziś możliwe jest zapewnienie ponad 70 proc. europejskiej zawartości w pojazdach produkowanych na kontynencie. Europa nie powinna rezygnować z tego potencjału na rzecz modelu opartego na imporcie kluczowych technologii i komponentów – wskazuje.
Bruegel w raporcie zwraca uwagę na strategiczny błąd europejskich producentów: w pogoni za wysokimi marżami zaniedbali segment tańszych aut elektrycznych, czyli ten, w którym konkurencja z Chin jest najmocniejsza. To jeden z kluczowych wniosków opracowania: problemem Europy nie jest tylko to, że Chińczycy produkują taniej. Problemem jest także fakt, że Europejczycy zbyt długo zarabiali na droższych modelach i zbyt późno weszli w segment masowych, przystępnych cenowo samochodów elektrycznych. A ten jest już mocno wypełniony chińską produkcją.
Europa tnie plany produkcji, Chiny zwiększają inwestycje
W dodatku Chińczycy będą coraz mocniej dociskać europejskich konkurentów, bo gdy koncerny w krajach UE tną plany produkcyjne, w Chinach są one zwiększane. Według prognoz LMC Automotive, europejska produkcja samochodów elektrycznych ma wynieść około 8,2 mln sztuk w 2032 r. To o przeszło 2 mln aut mniej w porównaniu do założeń publikowanych rok wcześniej, gdy przewidywano wzrost produkcji do 10,3 mln. Z kolei dla rynku w latach 2026-2032 prognozowana produkcja w porównaniu do szacunków przygotowanych rok wcześniej została zmniejszona o łącznie 10 mln pojazdów.
Czytaj więcej
Chińskie marki nie chcą już tylko eksportować samochodów do Europy. Coraz częściej zamierzają je tutaj produkować, a skala planowanych inwestycji j...
Tymczasem chińscy producenci chcą jeszcze przyspieszać. Z analiz Oxford Economics wynika, że jeśli w latach 2021-2026 roczne inwestycje europejskich dostawców w fabryki, maszyny i technologie utrzymywały się na poziomie około 42-43 mld dol., to w tym samym czasie nakłady inwestycyjne chińskich firm wzrosły o 57 proc., sięgając w 2026 r. ok. 115 mld dol. – Europejscy dostawcy od lat inwestują w rozwój elektromobilności, jednak rosnące koszty energii, pracy i regulacji sprawiają, że uruchamianie nowych mocy produkcyjnych staje się coraz trudniejsze – wskazuje Tomasz Bęben, prezes SDCM.
W rezultacie sytuacja europejskich producentów aut pogarsza się. Produkcja samochodów w UE topnieje od 2019 r. W 2020 r. gwałtownie zmalała z powodu pandemii Covid-19, a w latach 2021 i 2022 była zakłócana przez niedobory półprzewodników. Od 2019 r. spadek produkcji sięgnął 19 proc., co zmniejszyło dostawy na rynek o 2,6 mln aut.
Europejczycy kupują mniej aut
Istotną przyczyną spadającej produkcji aut jest kurczący się popyt. W 2025 r. Europejczycy kupili o 2,2 miliona mniej nowych samochodów (pochodzących z dowolnego źródła, nie tylko z Europy) niż w 2019 r. Temu spadkowi towarzyszy starzenie się parku pojazdów oraz wzrost rynku samochodów używanych. – Jeśli popyt w Europie pozostanie na niskim poziomie, a eksport nie wzrośnie, europejska produkcja motoryzacyjna utrzyma się poniżej poziomu z 2019 r. – ostrzega Bruegel w raporcie.
Jakub Faryś podkreśla jednak, że przyczyn spadającego popytu w UE na nowe auta trzeba szukać w czynnikach społecznych, a nie ekonomicznych. – Europejczycy są zachęcani przez władze do korzystania z komunikacji zbiorowej, jak autobusy czy transport szynowy. W miastach powstaje też coraz więcej ograniczeń dla transportu indywidualnego, co zniechęca do zakupu własnego samochodu. Ponadto jako społeczeństwo szybko się starzejemy, przez co w europejskich gospodarstwach domowych spada zapotrzebowanie na nowe auta – wskazuje prezes PZPM.
– Biorąc pod uwagę te czynniki, musimy się przyzwyczaić, że liczba rejestracji nowych samochodów w UE pozostanie na poziomie ok. 10 mln rocznie, a nawet poniżej tego poziomu – dodaje.