Politycy obiecują wyborcom wiele, lecz ich działania przypominają wojnę partyjnych plemion, w której zwycięzca bierze wszystko, bez względu na koszty dla obywateli. W świecie polityki afera goni aferę, kolejne instytucje państwa są przejmowane przez walczące strony, a ustawy mające na celu rozwiązanie realnych problemów społecznych stają się zakładnikiem wojny partyjnej. Polityka przypomina igrzyska – pełne emocji, lecz oderwane od codziennego życia rozgorączkowanych kibiców.
Specjalnością partii jest walka wyborcza, a nie wojskowość, gospodarka, służba zdrowia czy oświata
Wielu obywateli jest tak zaczadzonych polaryzacją, że popiera „swoich” bez względu na to, co oni robią. Choć większość wyborców nie należy do jednej z walczących partii, wrzuca głos do urny pod wpływem nie tyle swoich interesów, co emocji i plemiennych sympatii.
Czytaj więcej
Podczas wakacji we francuskich Alpach rozmawiałem z gospodarzem o Polsce. Jego wiedza o naszym kraju była ograniczona, a mój francuski — jeszcze ba...
Problem w tym, że partiom z definicji zależy na zdobyciu lub utrzymaniu władzy. Poprawa losu wyborców nie jest priorytetem partii. Zresztą większość dóbr społecznych powstaje nie w partyjnych gabinetach, lecz dzięki pracy społeczeństwa i jego instytucji. To nie partie dają nam pracę i gwarantują uczciwą za nią zapłatę. To nie partie uczą dzieci w szkole, wzbogacają kulturę czy wymyślają nowe technologie. To nie partie integrują uchodźców, walczą o zieloną transformację czy oferują opiekę paliatywną.
Gdy jednak partie dochodzą do władzy, przejmują ster rządów w państwie, choć na rządzeniu się specjalnie nie znają. Specjalnością partii jest bowiem walka wyborcza, a nie wojskowość, gospodarka, służba zdrowia czy oświata. Przejęcie władzy oznacza jednak kontrolę kadrową i partie chcą wszystkim zarządzać za pomocą zaufanych aparatczyków. Służba cywilna, sądy, wojsko czy policja są więc upolityczniane, co w praktyce oznacza, że fachowcy od decyzji są odsuwani. Instytucje pozarządowe, które mają politykom patrzeć na ręce, są albo marginalizowane, albo zwalczane. Aktywiści broniący praw człowieka czy zielonej transformacji są dziś pod obstrzałem, a nagminnie łamiący prawo politycy, jak pan Grzegorz Braun czy Robert Bąkiewicz, w areszcie nie siedzą.
Czytaj więcej
Rosja grozi nam inwazją. Publiczna służba zdrowia się rozpada. Kolejne fale upałów pokazują, że kryzys klimatyczny nie jest wymysłem ekologów. A cz...
Nic nie usprawiedliwia przejęcia państwa na własność
Środkiem do uzdrowienia tej chorej sytuacji nie jest głosowanie na tę czy inną partię, lecz ograniczenie władzy partii w państwie. Zwycięstwo wyborcze nie usprawiedliwia przejęcia państwa na własność partii. Dostęp do decyzji i pieniędzy państwowych powinny mieć organy, które generują dobra publiczne: miasta, regiony, organizacje społeczne, w tym pracowników i pracodawców. Służba cywilna powinna być odpartyjniona, a prawdziwi eksperci powinni kierować ministerstwami. Państwo powinno służyć obywatelom, a nie partiom.
Profesor na uniwersytetach w Oksfordzie i Warszawie